Evangelium Vitae
Jan Paweł II
ENCYKLIKA
O wartości i nienaruszalności
życia ludzkiego
EVANGELIUM VITAE
Do biskupów,
do kapłanów i diakonów,
do zakonników i zakonnic,
do katolików świeckich
oraz
Do wszystkich ludzi dobrej woli
1 ENCYKLIKA
1.1 O wartości i
nienaruszalności życia ludzkiego
1.2 EVANGELIUM VITAE
2 Wprowadzenie
2.1 Nieporównywalna
wartość ludzkiej osoby
2.2 Nowe zagrożenia
życia ludzkiego
2.3 W jedności z
wszystkimi biskupami świata
3 Rozdział I - Krew
brata twego głośno woła ku mnie z ziemi. Aktualne zagrożenia życia
ludzkiego
3.1 „Kain rzucił się
na swego brata Abla i zabił go” (Rdz 4, 8): u korzeni przemocy skierowanej
przeciw życiu
3.2 „Cóżeś uczynił?”
(Rdz 4, 10): osłabienie wartości życia
3.3 „Czyż jestem
stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9): wynaturzone pojęcie wolności
3.4 „Mam się ukrywać
przed tobą” (Rdz 4, 14): osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka
3.5 „Przystąpiliście
do pokropienia krwią” (por. Hbr 12, 22. 24): znaki nadziei i zachęta do
działania
4 Rozdział II -
Przyszedłem, aby mieli życie. Chrześcijańskie orędzie o życiu
4.1 „Życie objawiło
się. Myśmy je widzieli” (1J 1, 2): wpatrzeni w Chrystusa, „słowo życia”
4.2 „Przez wiarę w
imię Jezusa temu człowiekowi (...) imię to przywróciło siły” (Dz 3, 16):
doświadczając ułomności ludzkiej egzystencji, Jezus urzeczywistnia pełny
sens życia
4.3 „Powołani (...) by
się stali na wzór obrazu Jego Syna” (Rz 8, 28-29): chwała Boża jaśnieje na
obliczu człowieka
4.4 „Każdy, kto żyje i
wierzy we mnie, nie umrze na wieki” (J 11, 26): dar życia wiecznego
4.5 „Upomnę się (...)
u każdego o życie brała” (Rdz 9, 5): cześć i miłość wobec każdego
ludzkiego życia
4.6 „Bądźcie płodni i
rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”
(Rdz 2, 28): odpowiedzialność człowieka za życie
4.7 „Ty bowiem
utworzyłeś moje nerki” (Ps 139 [138], 13): godność dziecka jeszcze nie
narodzonego
4.8 „Ufałem, nawet gdy
mówiłem: «jestem w wielkim ucisku»” (Ps 116 [115], 10): życie w starości i
cierpieniu
4.9 „Wszyscy, którzy
się go trzymają, żyć będą” (Ba 4, 1): od prawa nadanego na Synaju po dar
Ducha Świętego
5 Rozdział III - Nie
zabijaj. Święte prawo Boże
5.1 „Jeśli chcesz
osiągnąć życie, zachowaj przykazania” (Mt 19, 17): ewangelia i przykazanie
5.2 „Upomnę się (...)
u człowieka o życie człowieka” (Rdz 9, 5): życie ludzkie jest święte i
nienaruszalne
5.3 „Ja zabijam i ja
sam ożywiam” (Pwt 32, 39): dramat eutanazji
5.4 „Trzeba bardziej
słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29): prawo cywilne a prawo moralne
5.5 „Będziesz miłował
(...) swego bliźniego jak siebie samego” (Łk 10, 27): „umacniaj” życie
6 Rozdział IV -
Mnieście to uczynili. O nową kulturę życia ludzkiego.
6.1 „Wy zaś jesteście
ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła jego
potęgi” (por. 1 P 2, 9): lud życia i dla życia
6.2 „Oznajmiamy wam,
cośmy ujrzeli i usłyszeli” (1J 1, 3): głosić Ewangelię życia
6.3 „Dziękuję Ci, że
mnie stworzyłeś tak cudownie” (Ps 139 [138], 14): wysławiać Ewangelię
życia
6.4 „Jaki z tego
pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie
spełniał uczynków?” (Jk 2, 14): służyć Ewangelii życia
6.5 „Oto synowie są
darem pana, a owoc łona nagrodą” (Ps 127 [126], 3): rodzina jako
„sanktuarium życia”
6.6 „Postępujcie jak
dzieci światłości” (Ef 5, 8): potrzeba głębokiej odnowy kultury
6.7 „Piszemy to w tym
celu, aby nasza radość była pełna” (1 J 1, 4): ewangelia życia jest
przeznaczona dla całej ludzkiej społeczności
7 Zakończenie
7.1 „Wielki znak się
ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce” (Ap 12, 1): macierzyństwo
Maryi i Kościoła
7.2 „A śmierci już
odtąd nie będzie” (Ap 21, 4): blask zmartwychwstania
Czcigodni Bracia i Drodzy Synowie,
Pozdrowienie i Apostolskie Błogosławieństwo!
Wprowadzenie
1.
EWANGELIA ŻYCIA znajduje się w samym sercu orędzia Jezusa Chrystusa.
Kościół każdego dnia przyjmuje ją z miłością, aby wiernie i odważnie
głosić ją jako dobrą nowinę ludziom wszystkich epok i kultur.
Gdy
zajaśniała jutrzenka zbawienia, wieść o narodzinach Dziecka została
ogłoszona jako radosna nowina: „Oto zwiastuję wam radość wielką, która
będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam
Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Łk 2, 10-11). Źródłem tej „wielkiej
radości” jest oczywiście przyjście na świat Zbawiciela; ale Boże
Narodzenie objawiło również głęboki sens każdych ludzkich narodzin i
ukazuje, że radość mesjańska jest fundamentem i wypełnieniem tej radości,
jaką przynosi każde dziecko przychodzące na świat (por. J 16, 21).
Jezus,
przedstawiając istotę swojej odkupieńczej misji, mówi: „Ja przyszedłem po
to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10). Ma tu w
rzeczywistości na myśli owo życie „nowe” i „wieczne”, polegające na
komunii z Ojcem, do której każdy człowiek zostaje bez żadnych zasług
powołany w Synu za sprawą Ducha Uświęciciela. Ale właśnie w świetle
takiego „życia” nabierają pełnego znaczenia wszystkie aspekty i momenty
życia człowieka.
Nieporównywalna wartość ludzkiej osoby
2.
Człowiek jest powołany do pełni życia, która przekracza znacznie wymiary
jego ziemskiego bytowania, ponieważ polega na uczestnictwie w życiu samego
Boga.
Wzniosłość
tego nadprzyrodzonego powołania ukazuje wielkość i ogromną wartość
ludzkiego życia także w jego fazie doczesnej. Życie w czasie jest bowiem
podstawowym warunkiem, początkowym etapem i integralną częścią całego i
niepodzielnego procesu ludzkiej egzystencji. Proces ten — nieoczekiwanie i
bez żadnej zasługi człowieka — zostaje opromieniony obietnicą i odnowiony
przez dar życia Bożego, które urzeczywistni się w pełni w wieczności (por.
1 J 3, 1-2). Równocześnie to nadprzyrodzone powołanie uwydatnia względność
ziemskiego życia mężczyzny i kobiety. Nie jest ono jednak rzeczywistością
„ostateczną”, ale „przedostateczną”; jest więc rzeczywistością, świętą,
która zostaje nam powierzona, abyśmy jej strzegli z poczuciem
odpowiedzialności i doskonalili ją przez miłość i dar z siebie ofiarowany
Bogu i braciom.
Kościół jest
świadom, że Ewangelia życia, przekazana mu przez Chrystusa1, wzbudza żywy
i poważny odzew w sercu każdego człowieka, tak wierzącego jak i
niewierzącego, ponieważ przerastając nieskończenie jego oczekiwania,
zarazem w zadziwiający sposób współbrzmi z nimi. Mimo wszelkich trudności
i niepewności każdy człowiek szczerze otwarty na prawdę i dobro może
dzięki światłu rozumu i pod wpływem tajemniczego działania łaski rozpoznać
w prawie naturalnym wypisanym w sercu (por. Rz 2, 14-15) świętość
ludzkiego życia od poczęcia aż do kresu oraz dojść do przekonania, że
każda ludzka istota ma prawo oczekiwać absolutnego poszanowania tego
swojego podstawowego dobra. Uznanie tego prawa stanowi fundament
współżycia między ludźmi oraz istnienia wspólnoty politycznej.
Obrońcami i
rzecznikami tego prawa powinni być w sposób szczególny wierzący w
Chrystusa, świadomi wspaniałej prawdy przypomnianej przez Sobór Watykański
II: „Syn Boży przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym
człowiekiem”2. W tym zbawczym wydarzeniu objawia się bowiem ludzkości nie
tylko bezgraniczna miłość Boga, który „tak (...) umiłował świat, że Syna
swego Jednorodzonego dał” (J 3, 16), ale także nieporównywalna wartość
każdej osoby.
Kościół zaś,
rozważając wnikliwie tajemnicę Odkupienia, uświadamia sobie tę wartość
zawsze z tym samym zdumieniem3 i czuje się powołany, by głosić ludziom
wszystkich czasów tę „ewangelię” — źródło niezłomnej nadziei i prawdziwej
radości dla każdej epoki dziejów. Ewangelia miłości Boga do człowieka,
Ewangelia godności osoby i Ewangelia życia stanowią jedną i niepodzielną
Ewangelię.
To dlatego
właśnie człowiek, człowiek żyjący, stanowi pierwszą i podstawową drogę
Kościoła4.
Nowe
zagrożenia życia ludzkiego
3.
Każdy człowiek właśnie ze względu na tajemnicę Słowa Bożego, które stało
się ciałem (por. J 1, 14) zostaje powierzony macierzyńskiej trosce
Kościoła. Dlatego też każde zagrożenie godności i życia człowieka głęboko
wstrząsa samym sercem Kościoła, dotyka samej istoty jego wiary w
odkupieńcze wcielenie Syna Bożego i przynagla Kościół, by pełnił swą misję
głoszenia Ewangelii życia całemu światu i wszelkiemu stworzeniu (por. Mk
16, 15).
Głoszenie to
staje się szczególnie naglące dzisiaj, gdy lęk budzą coraz liczniejsze i
poważniejsze zagrożenia życia ludzi i narodów, zwłaszcza życia słabego i
bezbronnego. Obok dawnych, dotkliwych plag, takich jak nędza, głód,
choroby endemiczne, przemoc i wojny, pojawiają się dziś plagi nowe,
przybierające nieznane dotąd formy i niepokojące rozmiary.
Już Sobór
Watykański II w jednej z wypowiedzi, która do dziś zachowała swą
dramatyczną aktualność, potępił stanowczo liczne zbrodnie i zamachy
wymierzone przeciw życiu ludzkiemu. Przypominając po trzydziestu latach
słowa Soboru, raz jeszcze i równie stanowczo potępiam w imieniu całego
Kościoła te przestępstwa, w przekonaniu, że wyrażam w ten sposób
autentyczne odczucia każdego prawego sumienia: „Wszystko, co godzi w samo
życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu,
eutanazja i dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość
osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy, próby
wywierania przymusu psychicznego; wszystko, co ubliża godności ludzkiej,
jak nieludzkie warunki życia, arbitralne aresztowania, deportacje,
niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą; a także
nieludzkie warunki pracy, w których traktuje się pracowników jak zwykłe
narzędzia zysku, a nie jak wolne, odpowiedzialne osoby: wszystkie te i tym
podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym; zakażając cywilizację ludzką
bardziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, niż tych, którzy doznają
krzywdy, i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy”5.
4.
Niestety, te niepokojące zjawiska bynajmniej nie zanikają, przeciwnie, ich
zasięg staje się raczej coraz szerszy: nowe perspektywy otwarte przez
postęp nauki i techniki dają początek nowym formom zamachów na godność
ludzkiej istoty, jednocześnie zaś kształtuje się i utrwala nowa sytuacja
kulturowa, w której przestępstwa przeciw życiu zyskują aspekt dotąd
nieznany i — rzec można — jeszcze bardziej niegodziwy, wzbudzając głęboki
niepokój; znaczna część opinii publicznej usprawiedliwia przestępstwa
przeciw życiu w imię prawa do indywidualnej wolności i wychodząc z tej
przesłanki domaga się nie tylko ich niekaralności, ale wręcz aprobaty
państwa dla nich, aby móc ich dokonywać z całkowitą swobodą, a nawet
korzystając z bezpłatnej pomocy służby zdrowia.
Wszystko to
prowadzi do głębokich przemian w sposobie patrzenia na życie i na relacje
między ludźmi. Fakt, że prawodawstwo wielu państw, oddalając się nawet od
fundamentalnych zasad swych konstytucji, nie tylko nie karze tego rodzaju
praktyk wymierzonych przeciw życiu, ale wręcz uznaje je za całkowicie
legalne, jest niepokojącym przejawem, a zarazem jedną z istotnych przyczyn
poważnego kryzysu moralnego: czyny jednomyślnie uważane niegdyś za
przestępcze i w powszechnym odczuciu moralnym niedopuszczalne, zyskują
stopniowo społeczną aprobatę. Nawet medycyna, która z tytułu swego
powołania ma służyć obronie życia ludzkiego i opiece nad nim, w niektórych
dziedzinach staje się coraz częściej narzędziem czynów wymierzonych
przeciw człowiekowi i tym samym zniekształca swoje oblicze, zaprzecza
samej sobie i uwłacza godności tych, którzy ją uprawiają. W takim
kontekście kulturowym i prawnym również poważne problemy demograficzne,
społeczne i rodzinne, nękające wiele narodów świata i domagające się
odpowiedzialnej i czynnej reakcji ze strony społeczności narodowych i
międzynarodowych, stają się przedmiotem rozwiązań fałszywych i złudnych,
sprzecznych z prawdą oraz z dobrem osób i narodów.
Prowadzi to
do dramatycznych konsekwencji: choć samo zjawisko eliminacji wielu
ludzkich istot poczętych lub bliskich już kresu życia jest niezwykle
groźne i niepokojące, równie groźny i niepokojący jest fakt, że nawet
ludzkie sumienie zostaje jak gdyby zaćmione przez oddziaływanie
wielorakich uwarunkowań i z coraz większym trudem dostrzega różnicę między
dobrem a złem w sprawach dotyczących fundamentalnej wartości ludzkiego
życia.
W jedności z
wszystkimi biskupami świata
5.
Problemowi zagrożeń życia ludzkiego w naszych czasach poświęcony był
Nadzwyczajny Konsystorz Kardynałów, obradujący w Rzymie od 4 do 7 kwietnia
1991 r. Po obszernym i głębokim omówieniu problemu oraz wyzwań, jakie
stawia on całej ludzkiej rodzinie, a zwłaszcza wspólnocie
chrześcijańskiej, Kardynałowie zwrócili się do mnie z jednomyślnie
wyrażoną prośbą, abym autorytetem Następcy św. Piotra potwierdził wartość
ludzkiego życia i jego nienaruszalność, nawiązując do obecnej sytuacji i
do zagrażających mu dziś niebezpieczeństw.
Odpowiadając
na tę prośbę, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego 1991 r. skierowałem
osobny list do każdego ze Współbraci, aby w duchu biskupiej kolegialności
zechcieli dopomóc mi w opracowaniu dokumentu poświęconego tej sprawie6.
Jestem głęboko wdzięczny wszystkim Biskupom, którzy nadesłali odpowiedzi,
zawierające cenne informacje, sugestie i propozycje. Również w ten sposób
dali świadectwo jednomyślnego i zdecydowanego udziału w nauczycielskiej i
duszpasterskiej misji Kościoła, głoszącego Ewangelię życia.
W tymże
liście, wysłanym kilka dni po obchodach stulecia Encykliki Rerum novarum,
zwracałem uwagę wszystkich na pewną szczególną analogię: „Podobnie jak
przed stu laty, wobec zagrożenia podstawowych praw robotników, Kościół z
ogromną odwagą wystąpił w ich obronie, głosząc święte prawa pracownika
jako osoby, tak też dziś, gdy zagrożone są podstawowe prawa innej
kategorii osób, Kościół poczuwa się do obowiązku użyczenia z tą samą
odwagą swego głosu tym, którzy głosu nie mają. Głos Kościoła jest zawsze
ewangelicznym krzykiem w obronie ubogich tego świata, tych, którzy są
zagrożeni, otoczeni pogardą, i których prawa ludzkie są gwałcone”7.
Jesteśmy dziś
świadkami deptania fundamentalnego prawa do życia wielkiej rzeszy słabych
i bezbronnych istot ludzkich, jakimi są zwłaszcza dzieci jeszcze nie
narodzone. Jeżeli u schyłku ubiegłego stulecia Kościół nie mógł milczeć
wobec istniejących wówczas form niesprawiedliwości, tym bardziej nie wolno
mu milczeć dzisiaj, gdy obok dawnych niesprawiedliwości społecznych,
niestety nie wszędzie jeszcze przezwyciężonych, w wielu częściach świata
obserwujemy zjawiska większej jeszcze niesprawiedliwości i ucisku, mylnie
nieraz uważane za dowód postępu na drodze do ustanowienia nowego porządku
światowego.
Niniejsza
Encyklika, owoc współpracy Episkopatu wszystkich krajów świata, ma zatem
być stanowczym i jednoznacznym potwierdzeniem wartości ludzkiego życia i
jego nienaruszalności, a zarazem żarliwym apelem skierowanym w imię Boże
do wszystkich i do każdego: szanuj, broń, miłuj życie i służ życiu —
każdemu życiu ludzkiemu! Tylko na tej drodze znajdziesz sprawiedliwość,
rozwój, prawdziwą wolność, pokój i szczęście!
Oby słowa te
dotarły do wszystkich synów i córek Kościoła! Oby dotarły do wszystkich
ludzi dobrej woli, zatroskanych o dobro każdego człowieka i o przyszłość
całego społeczeństwa!
6.
Zjednoczony więzią głębokiej wspólnoty z każdym bratem i siostrą w wierze
i ożywiony szczerą przyjaźnią dla wszystkich, pragnę ponownie rozważyć i
obwieścić Ewangelię życia, blask prawdy rozjaśniający sumienia, czyste
światło uzdrawiające przyćmiony wzrok, niewyczerpane źródło wytrwałości i
odwagi, które pozwalają nam podejmować wciąż nowe wyzwania, jakie
napotykamy na naszej drodze.
Gdy zatem
wspominam bogate doświadczenia Roku Rodziny, dopisując jak gdyby
symboliczne zakończenie Listu do Rodzin, skierowanego „do konkretnych
rodzin na całym globie”8, spoglądam z nową ufnością na wszystkie wspólnoty
domowe i wyrażam nadzieję, że odrodzi się i umocni w każdym środowisku
wola wszystkich udzielenia pomocy rodzinie, aby także dzisiaj — mimo
licznych trudności i poważnych zagrożeń — pozostała ona zawsze
„sanktuarium życia”9, zgodnie z Bożym zamysłem.
Do wszystkich
członków Kościoła, który jest ludem życia i służy życiu, zwracam się ze
szczególnie naglącym wezwaniem, abyśmy razem ukazali współczesnemu światu
nowe znaki nadziei, troszcząc się o wzrost sprawiedliwości i solidarności,
o utrwalenie nowej kultury ludzkiego życia, w celu budowania autentycznej
cywilizacji prawdy i miłości.
Rozdział I
Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi
Aktualne zagrożenia życia ludzkiego
„Kain rzucił
się na swego brata Abla i zabił go” (Rdz 4, 8): u korzeni przemocy
skierowanej przeciw życiu
7. „Bo
śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył
bowiem wszystko po to, aby było (...). Bo dla nieśmiertelności Bóg
stworzył człowieka — uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć
weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego
należą” (Mdr 1, 13-14; 2, 23-24).
Ewangelia
życia, ogłoszona na początku wraz z aktem stworzenia człowieka na obraz
Boży, przeznaczonego do życia pełnego i doskonałego (por. Rdz 2, 7; Mdr 9,
2-3), zostaje podważona przez bolesne doświadczenie śmierci, która wchodzi
na świat i rzuca cień absurdu na całą egzystencję człowieka. Śmierć
pojawia się na skutek zawiści diabła (por. Rdz 3, 1. 4-5) i grzechu
pierwszych rodziców (por. Rdz 2, 17; 3, 17-19). Wchodzi na świat przemocą
poprzez zabójstwo Abla, który ginie z ręki swego brata Kaina: „gdy byli na
polu, Kain rzucił się na swego brata Abla i zabił go” (Rdz 4, 8).
To pierwsze
zabójstwo jest opisane w sposób niezwykle wymowny na kartach Księgi
Rodzaju, przez co nabiera znaczenia paradygmatu: te stronice są na nowo
zapisywane nieprzerwanie i każdego dnia, z zatrważającą jednostajnością, w
księdze dziejów ludzkości.
Przeczytajmy
jeszcze raz tę biblijną opowieść, która mimo swej archaiczności i
niezwykłej prostoty zawiera w sobie wyjątkowo bogatą naukę.
„Abel był
pasterzem trzód, a Kain uprawiał rolę. Gdy po niejakim czasie Kain składał
dla Pana w ofierze płody roli, zaś Abel składał również pierwociny ze swej
trzody i z ich tłuszczu, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina
zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć.
Smuciło to
Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. Pan zapytał Kaina: «Dlaczego
jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś
postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze
postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad
nim panować».
Rzekł Kain do
Abla, brata swego: «Chodźmy na pole». A gdy byli na polu, Kain rzucił się
na swego brata Abla i zabił go.
Wtedy Bóg
zapytał Kaina: «Gdzie jest brat twój, Abel?» On odpowiedział: «Nie wiem.
Czyż jestem stróżem brata mego?» Rzekł Bóg: «Cóżeś uczynił? Krew brata
twego głośno woła ku mnie z ziemi! Bądź więc teraz przeklęty na tej roli,
która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelana, przez
ciebie. Gdy rolę tę będziesz uprawiał, nie da ci już ona więcej plonu.
Tułaczem i zbiegiem będziesz na ziemi!»
Kain rzekł do
Pana: «Zbyt wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść. Skoro mnie teraz
wypędzasz z tej roli, i mam się ukrywać przed tobą, i być tułaczem i
zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!» Ale
Pan mu powiedział: «O, nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną
pomstę poniesie!» Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek
go spotka. Po czym Kain odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, na
wschód od Edenu” (Rdz 4, 2-16).
8.
Kain jest bardzo „smutny” i ma „ponurą twarz”, ponieważ „Pan wejrzał na
Abla i na jego ofiarę” (Rdz 4, 4). Tekst biblijny nie wyjaśnia dlaczego
Bogu bardziej się podoba ofiara Abla niż Kaina; bardzo jasno wskazuje
jednak, że Bóg, choć wybiera ofiarę Abla, nie przerywa dialogu z Kainem.
Karci go, przypominając mu o jego wolności wobec zła: zło nie jest
bynajmniej nieuniknionym przeznaczeniem człowieka. To prawda, że podobnie
jak wcześniej Adam, Kain jest kuszony przez złowrogą moc grzechu, który
niczym dzika bestia czyha u wrót jego serca, aby rzucić się na swą ofiarę.
Ale Kain pozostaje wolny od grzechu. Może i powinien nad nim panować:
„grzech (...) czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować” (Rdz 4,
7).
Zazdrość i
gniew uzyskują przewagę nad Bożym upomnieniem. Kain rzuca się na swego
brata i zabija go. Jak czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego, „Pismo
Święte w opisie zabójstwa Abla przez jego brata Kaina ukazuje od początku
historii ludzkości obecność w człowieku gniewu i pożądliwości, skutków
grzechu pierworodnego. Człowiek stał się nieprzyjacielem swego
bliźniego”10.
Brat zabija
brata. Podobnie jak w pierwszym bratobójstwie, tak i w każdym zabójstwie
człowieka zostaje podeptana więź pokrewieństwa „duchowego”, która łączy
ludzi w jedną wielką rodzinę11, jako że wszyscy mają udział w tym samym
podstawowym dobru: w równej godności osobowej. Nierzadko zostaje podeptane
także pokrewieństwo „ciała i krwi”, na przykład kiedy zagrożenia życia
powstają w relacjach między rodzicami a dziećmi, jak to się dzieje w
przypadku przerywania ciąży, albo gdy w szerszym środowisku rodziny czy
krewnych dopuszcza się lub zaleca stosowanie eutanazji.
U korzeni
wszelkiej przemocy skierowanej przeciw bliźniemu leży ustępstwo na rzecz
„logiki” Złego, to znaczy tego, który „od początku był zabójcą” (por. J 8,
44), jak przypomina nam apostoł Jan: „Taka bowiem jest wola Boża, którą
objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali. Nie tak, jak
Kain, który pochodził od Złego i zabił swego brata” (1 J 3, 21-12). Tak
więc zabójstwo brata od zarania historii jest smutnym świadectwem tego, z
jak przerażającą szybkością szerzy się zło: do buntu człowieka przeciw
Bogu w rajskim ogrodzie, dołącza się śmiertelna walka człowieka przeciw
człowiekowi.
Po zbrodni
Bóg wkracza, aby pomścić zabitego. Kain, zapytany o los Abla, zamiast
zawstydzić się przed Bogiem i prosić o przebaczenie, z zuchwałością omija
pytanie: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9). „Nie
wiem”: Kain próbuje kłamstwem zakryć zbrodnię. Czyniono tak często w
przeszłości i czyni się nadal, posługując się różnymi ideologiami dla
usprawiedliwienia i zamaskowania najokropniejszych przestępstw przeciw
osobie. „Czyż jestem stróżem brata mego?”: Kain nie chce myśleć o bracie i
odrzuca odpowiedzialność, którą każdy człowiek ponosi za bliźniego. Mimo
woli przychodzą tu na myśl współczesne tendencje, prowadzące do uwolnienia
człowieka od odpowiedzialności za bliźnich, wyrażające się między innymi
zanikiem solidarności z najsłabszymi członkami społeczeństwa, jak starcy,
chorzy, imigranci i dzieci oraz obojętnością często występującą w
relacjach między narodami, nawet wówczas, gdy w grę wchodzą wartości
fundamentalne, takie jak życie, wolność i pokój.
9. Ale
Bóg nie może pozwolić, aby zbrodnia pozostała bezkarna: krew zabitego woła
do Niego z ziemi, na której została przelana i domaga się, aby wymierzył
sprawiedliwość (por. Rdz 37, 26; Iz 26, 21; Ez 24, 7-8). Z tego tekstu
Kościół zaczerpnął określenie „grzechy wołające o pomstę do nieba” i
włączył do tej kategorii przede wszystkim dobrowolne zabójstwo
człowieka12. Dla Żydów, podobnie jak dla wielu innych narodów w
starożytności, krew jest nośnikiem życia, więcej — „krew jest życiem”
(por. Pwt 12, 23), życie zaś, zwłaszcza ludzkie, należy wyłącznie do Boga:
kto podnosi rękę na życie człowieka, podnosi niejako rękę na samego Boga.
Kain zostaje
przeklęty przez Boga, ale również przez ziemię, która odmówi mu swoich
plonów (por. Rdz 4, 11-12). Zostaje też ukarany: będzie mieszkał na stepie
i na pustyni. Zabójcza przemoc całkowicie odmienia środowisko życia
człowieka. Ziemia, która „w ogrodzie Eden” (Rdz 2, 15) była krainą
obfitości, życzliwych relacji między ludźmi i przyjaźni z Bogiem, staje
się „krajem Nod” (por. Rdz 4, 16) — miejscem „nędzy”, samotności i
oddalenia od Boga. Kain będzie „tułaczem i zbiegiem na ziemi” (Rdz 4, 14):
niepewność i niestałość losu staną się jego udziałem na zawsze.
Bóg jednak,
który zawsze jest miłosierny, nawet wtedy, gdy karze, „dał (...) znamię
Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka” (Rdz 4, 15): daje mu więc
znak rozpoznawczy, który nie ma go skazać na potępienie przez ludzi, ale
osłaniać i bronić przed tymi, którzy chcieliby go zabić, choćby po to, by
pomścić śmierć Abla. Nawet zabójca nie traci swej osobowej godności i Bóg
sam czyni się jej gwarantem. Właśnie tutaj objawia się paradoksalna
tajemnica miłosiernej sprawiedliwości Boga, o której pisze św. Ambroży:
„Skoro zostało popełnione bratobójstwo, czyli największa ze zbrodni, w
momencie gdy wszedł na świat grzech, natychmiast też musiało zostać
ustanowione prawo Bożego miłosierdzia; gdyby bowiem kara spadła
bezpośrednio na winnego, ludzie nie okazywaliby umiaru ani łagodności w
karaniu, ale natychmiast wymierzaliby karę winowajcom. (...) Bóg odrzucił
Kaina sprzed swojego oblicza, a gdy wyrzekli się go także rodzice, nakazał
mu żyć jakby na wygnaniu, w osamotnieniu, ponieważ zwierzęca dzikość
wyparła zeń ludzką łagodność. Jednakże Bóg nie zamierza ukarać zabójcy
zabójstwem, gdyż chce nawrócenia grzesznika bardziej niż jego śmierci”13.
„Cóżeś
uczynił?” (Rdz 4, 10): osłabienie wartości życia
10.
Bóg powiedział do Kaina: „Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku
mnie z ziemi!” (Rdz 4, 10). Krew wylana przez ludzi nie przestaje wołać, z
pokolenia na pokolenie, i wołanie to przybiera wciąż nowe brzmienia i
akcenty.
Pytanie Boga:
„Cóżeś uczynił?”, od którego Kain nie może się uchylić, jest skierowane
także do współczesnego człowieka, aby uświadomił sobie ogrom i powagę
zamachów na życie, których piętno nadal ciąży nad dziejami ludzkości; aby
poszukiwał różnorakich przyczyn, które leżą u podstaw tych zamachów i je
pomnażają; aby z najgłębszą powagą zastanowił się nad konsekwencjami,
jakie z zamachów tych wynikają dla istnienia osób i narodów.
Niektóre
zagrożenia pochodzą z samej natury, ale narastają z winy człowieka, który
okazuje beztroskę i dopuszcza się zaniedbań, chociaż nierzadko mógłby im
zapobiec; inne są skutkiem przemocy, nienawiści, sprzecznych interesów,
które skłaniają ludzi do agresji wobec innych, czego przejawem są
zabójstwa, wojny, masowe mordy i ludobójstwo.
Jakże nie
wspomnieć tu o przemocy wymierzonej przeciw życiu milionów istot ludzkich,
zwłaszcza dzieci, zmuszonych znosić nędzę, niedożywienie i głód z powodu
niesprawiedliwego podziału ziemi pomiędzy poszczególne narody i klasy
społeczne? O przemocy nieodłącznie związanej nie tylko z wojną ale także z
gorszącym handlem bronią, który przyczynia się do zaostrzenia licznych
konfliktów zbrojnych, nękających świat? O zasiewie śmierci, jaki dokonuje
się przez bezmyślne naruszanie równowagi ekologicznej, przez zbrodniczy
handel narkotykami i przez propagowanie wzorców zachowań w dziedzinie
życia płciowego, które nie tylko są moralnie nie do przyjęcia, ale rodzą
także poważne niebezpieczeństwa dla życia? Nie sposób sporządzić pełnej
listy różnorakich zagrożeń życia ludzkiego, tak wiele jawnych i ukrytych
form przybierają one w naszych czasach!
11. W
tym miejscu pragniemy jednak zwrócić szczególną uwagę na inny rodzaj
zagrożeń wymierzonych przeciw życiu poczętemu lub życiu, które zbliża się
do końca: dostrzegamy w nich nowe aspekty, nieznane w przeszłości oraz
problemy niezwykłej wagi, związane z faktem, że w świadomości zbiorowej te
zamachy na życie tracą stopniowo charakter „przestępstwa” i w paradoksalny
sposób zyskują status „prawa”, do tego stopnia, że żąda się uznania ich
pełnej legalności przez państwo, a następnie wykonywania ich bezpłatnie
przez pracowników służby zdrowia. Zamachy te uderzają w ludzkie życie, gdy
jest ono najsłabsze i całkiem pozbawione możliwości obrony. Jeszcze
groźniejszy jest fakt, że w dużej mierze dochodzi do nich w gronie rodziny
i za sprawą rodziny, która przecież ze swej natury powinna być
„sanktuarium życia”.
Jak mogło
dojść do takiej sytuacji? Trzeba wziąć pod uwagę wiele różnych czynników.
Podłoże stanowi głęboki kryzys kultury, który rodzi sceptyczną postawę
wobec samych fundamentów poznania i etyki oraz sprawia, że coraz trudniej
jest zrozumieć w pełni sens istnienia człowieka, jego praw i obowiązków.
Łączą się z tym najróżniejsze trudności związane z codziennym życiem i ze
stosunkami między ludźmi, szczególnie dotkliwie odczuwane w złożonej
rzeczywistości współczesnego społeczeństwa, w którym pojedyncze osoby,
małżeństwa i rodziny pozostają często same ze swoimi problemami. Nie brak
sytuacji szczególnego ubóstwa, niedostatku i niepewności, w których trud
codziennej egzystencji, cierpienie sięgające granic ludzkiej wytrzymałości
oraz doznawana przemoc — zwłaszcza przemoc wymierzona przeciw kobietom —
sprawiają, że opowiedzenie się po stronie życia i jego obrona stają się
trudne, a czasem wymagają wręcz heroizmu.
Wszystko to
tłumaczy, przynajmniej częściowo, dlaczego wartość życia ulega dziś
swoistemu „przyćmieniu”, chociaż sumienie nieustannie przypomina o jego
świętości i nienaruszalności, czego dowodem jest sam fakt, że próbuje się
przesłaniać niektóre przestępstwa przeciw życiu poczętemu lub
zmierzającemu ku naturalnemu końcowi określeniami typu medycznego, które
mają odwracać uwagę od tego, że w rzeczywistości zagrożone jest prawo
konkretnego człowieka do istnienia.
12. W
istocie, choć wiele poważnych problemów, występujących we współczesnym
społeczeństwie, może tłumaczyć w pewnej mierze, dlaczego tak powszechny
jest klimat niepewności moralnej i zmniejszać czasem subiektywną
odpowiedzialność poszczególnych osób, jest również prawdą, że stoimy tu
wobec rzeczywistości bardziej rozległej, którą można uznać za prawdziwą
strukturę grzechu: jej cechą charakterystyczną jest ekspansja kultury
antysolidarystycznej, przybierającej w wielu wypadkach formę autentycznej
„kultury śmierci”. Szerzy się ona wskutek oddziaływania silnych tendencji
kulturowych, gospodarczych i politycznych, wyrażających określoną
koncepcję społeczeństwa, w której najważniejszym kryterium jest sukces.
Rozpatrując
całą sytuację z tego punktu widzenia, można mówić w pewnym sensie o wojnie
silnych przeciw bezsilnym: życie, które domaga się większej życzliwości,
miłości i opieki, jest uznawane za bezużyteczne lub traktowane jako
nieznośny ciężar, a w konsekwencji odrzucane na różne sposoby. Człowiek,
który swoją chorobą, niepełnosprawnością lub — po prostu — samą swoją
obecnością zagraża dobrobytowi lub życiowym przyzwyczajeniom osób bardziej
uprzywilejowanych, bywa postrzegany jako wróg, przed którym należy się
bronić albo którego należy wyeliminować. Powstaje w ten sposób swoisty
„spisek przeciw życiu”. Wciąga on nie tylko pojedyncze osoby w ich
relacjach indywidualnych, rodzinnych i społecznych, ale sięga daleko
szerzej i zyskuje wymiar globalny, naruszając i niszcząc relacje łączące
narody i państwa.
13.
Aby ułatwić rozpowszechnianie stosowania aborcji, zainwestowano i nadal
inwestuje się ogromne fundusze w produkcję środków farmaceutycznych,
pozwalających na zabicie płodu w łonie matki w taki sposób, że nie jest
konieczna pomoc lekarza. Wydaje się, że prawie wyłącznym celem badań
naukowych w tej dziedzinie jest uzyskiwanie produktów coraz prostszych w
użyciu i coraz skuteczniej niszczących życie, a zarazem pozwalających na
wykonywanie przerywania ciąży bez żadnej społecznej kontroli i
odpowiedzialności.
Twierdzi się
często, że antykoncepcja, jeśli jest bezpieczna i dostępna dla wszystkich,
stanowi najskuteczniejszy środek przeciw aborcji. Zarzuca się też
Kościołowi katolickiemu, że w rzeczywistości sprzyja rozpowszechnieniu się
przerywania ciąży, ponieważ uparcie obstaje przy swojej nauce o moralnej
niegodziwości antykoncepcji. Taka argumentacja okazuje się w
rzeczywistości zwodnicza. Być może wielu ludzi rzeczywiście stosuje środki
antykoncepcyjne po to, aby nie narażać się później na pokusę aborcji.
Jednakże antywartości wszczepione w „mentalność antykoncepcyjną” która
jest czymś zupełnie odmiennym od odpowiedzialnego ojcostwa i
macierzyństwa, przeżywanego w poszanowaniu pełnej prawdy aktu małżeńskiego
— sprawiają, że ta właśnie pokusa staje się jeszcze silniejsza, jeżeli
dojdzie do poczęcia „nie chcianego” życia. W istocie, kultura proaborcyjna
jest najbardziej rozpowszechniona właśnie w środowiskach, które odrzucają
nauczanie Kościoła o antykoncepcji. Z pewnością antykoncepcja i
przerywanie ciąży, z moralnego punktu widzenia, to dwa zasadniczo różne
rodzaje zła: jedno jest sprzeczne z pełną prawdą aktu płciowego jako
właściwego wyrazu miłości małżeńskiej, drugie niszczy życie ludzkiej
istoty; pierwsze sprzeciwia się cnocie czystości małżeńskiej, drugie zaś
jest sprzeczne z cnotą sprawiedliwości i bezpośrednio łamie Boże
przykazanie „nie zabijaj”.
Mimo tej
odmiennej natury i ciężaru moralnego pozostają one bardzo często w ścisłym
związku, niczym owoce jednej rośliny. To prawda, że nie brak przypadków, w
których człowiek ucieka się do antykoncepcji lub nawet do aborcji pod
wpływem licznych trudności egzystencjalnych, które jednak nikogo nie
zwalniają z obowiązku pełnego zachowywania prawa Bożego. W bardzo wielu
przypadkach korzenie tych praktyk tkwią w hedonistycznej i
nieodpowiedzialnej postawie wobec życia płciowego i oparte są na
egoistycznej koncepcji wolności, która widzi w prokreacji przeszkodę dla
pełnego rozwoju osobowości człowieka. Życie, które może się począć ze
współżycia mężczyzny i kobiety, staje się zatem wrogiem, którego trzeba
bezwzględnie unikać, zaś przerwanie ciąży jest jedyną możliwością w
przypadku niepowodzenia antykoncepcji.
Niestety,
ścisła więź łącząca na płaszczyźnie mentalności praktykę antykoncepcji z
przerywaniem ciąży staje się coraz bardziej oczywista, czego wysoce
niepokojącym dowodem jest produkcja środków chemicznych, wkładek
wewnątrzmacicznych oraz szczepionek, które są równie łatwo dostępne jak
środki antykoncepcyjne, ale w rzeczywistości doprowadzają do przerwania
ciąży w najwcześniejszych stadiach rozwoju życia nowej istoty ludzkiej.
14.
Także różne techniki sztucznej reprodukcji, które wydają się służyć życiu
i często są stosowane z tą intencją, w rzeczywistości stwarzają możliwość
nowych zamachów na życie. Są one nie do przyjęcia z punktu widzenia
moralnego, ponieważ oddzielają prokreację od prawdziwie ludzkiego
kontekstu aktu małżeńskiego14, a ponadto stosujący te techniki do dziś
notują wysoki procent niepowodzeń: dotyczy to nie tyle samego momentu
zapłodnienia, ile następnej fazy rozwoju embrionu wystawionego na ryzyko
rychłej śmierci. Ponadto w wielu przypadkach wytwarza się większą liczbę
embrionów, niż to jest konieczne dla przeniesienia któregoś z nich do łona
matki, a następnie te tak zwane „embriony nadliczbowe” są zabijane lub
wykorzystywane w badaniach naukowych, które mają rzekomo służyć postępowi
nauki i medycyny, a w rzeczywistości redukują życie ludzkie jedynie do
roli „materiału biologicznego”, którym można swobodnie dysponować.
Badania
prenatalne, które nie wzbudzają obiekcji moralnych, o ile są podejmowane w
celu wskazania ewentualnych terapii, których podjęcia wymaga zdrowie
dziecka nie narodzonego, zbyt często dostarczają okazji do zaproponowania
i wykonywania przerwania ciąży. Jest to wówczas aborcja eugeniczna,
akceptowana przez opinię publiczną o specyficznej mentalności, co do
której ustala się błędny pogląd, że jest ona wyrazem wymogów
„terapeutycznych”: mentalność ta przyjmuje życie tylko pod pewnymi
warunkami, odrzucając ułomność, kalectwo i chorobę.
Ta sama
logika doprowadza do sytuacji, w których odmawia się podstawowego leczenia
i opieki, a nawet pożywienia dzieciom urodzonym z poważnymi ułomnościami
lub chorobami. Obraz współczesnego świata staje się jeszcze bardziej
niepokojący w związku ze zgłaszanymi tu i ówdzie propozycjami, by uznać za
prawnie dopuszczalne — na tej samej zasadzie co przerywanie ciąży — nawet
dzieciobójstwo. Oznaczałoby to powrót do epoki barbarzyństwa, z której —
jak się wydawało — wyszliśmy już raz na zawsze.
15.
Nie mniej poważne niebezpieczeństwa zagrażają nieuleczalnie chorym i
umierającym w takim kontekście społecznym i kulturowym, w którym trudno
jest przyjąć i znosić cierpienie, a zatem zwiększa się pokusa rozwiązania
problemów cierpienia, eliminując go u podstaw przez przedwczesne
spowodowanie śmierci w momencie uznanym za najwłaściwszy.
Na taką
decyzję wpływają często różnego rodzaju motywy, które niestety prowadzą
łącznie do tego samego straszliwego rezultatu. U chorego decydujący wpływ
może wywierać odczuwany lęk, napięcie, a nawet rozpacz wywołane
doświadczeniem intensywnego i przedłużającego się bólu. Wystawia to na
ciężką próbę poczucie równowagi, niekiedy już zachwianej, życia osobistego
i rodzinnego, tak że z jednej strony chory, mimo coraz skuteczniejszej
pomocy lekarskiej i socjalnej, może czuć się jakby zmiażdżony przez własną
słabość; z drugiej strony u osób uczuciowo związanych z chorym może
wówczas dochodzić do głosu zrozumiała — chociaż źle pojęta — litość.
Wszystko to zaostrza się pod wpływem atmosfery kulturowej, która nie
dostrzega żadnego znaczenia czy wartości cierpienia, a przeciwnie, uważa
je za zło samo w sobie, które należy za wszelką cenę wyeliminować; dzieje
się tak zwłaszcza wówczas, gdy brakuje motywacji religijnej, która
pomogłaby człowiekowi odczytać pozytywnie tajemnicę cierpienia.
Jednakże na
płaszczyźnie kulturowej zaznacza się także wpływ swoistego prometeizmu
człowieka, który łudzi się, że w ten sposób może zapanować nad życiem i
śmiercią, ponieważ sam o nich decyduje, podczas gdy w rzeczywistości
zostaje pokonany i zmiażdżony przez śmierć nieodwracalnie zamkniętą na
wszelką perspektywę sensu i na wszelką nadzieję. Tragicznym przejawem tego
wszystkiego jest rozpowszechnianie się eutanazji, zakamuflowanej i
pokątnej, albo wykonywanej otwarcie, a nawet za przyzwoleniem prawa.
Usprawiedliwia się ją nie tylko rzekomym współczuciem dla cierpiącego
pacjenta, ale czasem także racjami utylitarystycznymi, nakazującymi
unikanie nieproduktywnych wydatków, które nadmiernie obciążają
społeczeństwo. Proponuje się zatem pozbawianie życia noworodków z
deformacjami ciała, osób z poważnymi upośledzeniami, niepełnosprawnych,
starców — zwłaszcza niezdolnych do samodzielnego życia — oraz ludzi
śmiertelnie chorych. Nie możemy też przemilczeć istnienia innych, lepiej
zamaskowanych, ale nie mniej groźnych i realnych form eutanazji.
Mielibyśmy z nimi do czynienia na przykład wówczas, gdyby w celu uzyskania
większej ilości organów do przeszczepów przystępowałoby się do pobierania
tychże organów od dawców, zanim jeszcze zostaliby uznani według
obiektywnych i adekwatnych kryteriów za zmarłych.
16.
Inne współczesne zjawisko, z którym wiążą się często zagrożenia życia i
zamach na życie, to przemiany demograficzne. Przebiegają one odmiennie w
różnych częściach świata: w krajach bogatych i rozwiniętych obserwujemy
niepokojący spadek, czasem bardzo gwałtowny, liczby urodzin; kraje ubogie
natomiast mają na ogół wysoki wskaźnik przyrostu ludności, co stwarza
trudne do rozwiązania problemy w kontekście powolniejszego rozwoju
gospodarczego i społecznego czy wręcz głębokiego zacofania. Wobec problemu
przeludnienia krajów ubogich społeczność międzynarodowa nie podejmuje
odpowiednich działań na skalę globalną — poważnej polityki rodzinnej i
społecznej oraz programów zmierzających do postępu kulturowego i do
sprawiedliwego podziału dóbr — nadal realizuje się natomiast różne formy
polityki antynatalistycznej.
Antykoncepcję, sterylizację i aborcję można z pewnością zaliczyć do
praktyk, które przyczyniają się do poważnego spadku liczby urodzin.
Dlatego silna może być pokusa posłużenia się tymi metodami, wymierzonymi
przeciw życiu, także w sytuacji „eksplozji demograficznej”.
Faraon
starożytnego Egiptu, przerażony obecnością i stale rosnącą liczebnością
synów Izraela, prześladował ich na wszelkie sposoby i wydał rozkaz zabicia
każdego noworodka płci męskiej urodzonego z kobiety hebrajskiej (por. Wj
1, 7-22). W ten sam sposób postępuje i dziś wielu możnych tego świata. Oni
także są przerażeni obecnym tempem przyrostu ludności i obawiają się, że
narody najbardziej płodne i najuboższe stanowią zagrożenie dla dobrobytu i
bezpieczeństwa ich krajów. W konsekwencji, zamiast podjąć próbę
rozwiązania tych poważnych problemów w duchu poszanowania godności osób i
rodzin oraz nienaruszalnego prawa każdego człowieka do życia, wolą
propagować albo narzucać wszelkimi środkami na skalę masową politykę
planowania urodzin. Nawet wówczas, gdy proponują pomoc gospodarczą,
uzależniają ją wbrew sprawiedliwości od akceptacji polityki
antynatalistycznej.
17.
Obraz współczesnej ludzkości budzi rzeczywiście głęboki niepokój,
zwłaszcza gdy pomyślimy nie tylko o różnych dziedzinach, w których
dochodzi do zamachów na życie, ale także o ich szczególnej częstotliwości,
a zarazem o wielorakim i silnym poparciu, jakie zyskują one dzięki
szerokiemu przyzwoleniu społecznemu, częstym przypadkom ich prawnego
uznania oraz włączeniu w nie niektórych pracowników służby zdrowia.
Jak
powiedziałem z naciskiem w Denver z okazji obchodów VIII Światowego Dnia
Młodzieży, „z upływem czasu zagrożenia, na jakie wystawione jest życie,
bynajmniej nie zanikają. Przybierają ogromne rozmiary. I nie są to tylko
zagrożenia zewnętrzne, ze strony żywiołów przyrody albo «Kainów», którzy
zabijają «Ablów»; nie — są to zagrożenia zaprogramowane w sposób naukowy i
systematyczny. Wiek XX zapisze się jako epoka masowych ataków na życie,
jako nie kończąca się seria wojen i nieustanna masakra niewinnych istot
ludzkich. Fałszywi prorocy i fałszywi nauczyciele odnieśli w tym stuleciu
największe sukcesy”15. Niezależnie od intencji, które bywają różne i mogą
się nawet wydawać przekonujące czy wręcz powoływać się na zasadę
solidarności, stoimy tu w rzeczywistości wobec obiektywnego „spisku
przeciw życiu”, w który zamieszane są także instytucje międzynarodowe,
zajmujące się propagowaniem i planowaniem prawdziwych kampanii na rzecz
upowszechnienia antykoncepcji, sterylizacji i aborcji. Nie można na koniec
zaprzeczyć, że również środki społecznego przekazu biorą często udział w
tym spisku, utwierdzając w opinii publicznej ową kulturę, która uważa
stosowanie antykoncepcji, sterylizacji, aborcji, a nawet eutanazji za
przejaw postępu i zdobycz wolności, natomiast postawę bezwarunkowej obrony
życia ukazują jako wrogą wolności i postępowi.
„Czyż jestem
stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9): wynaturzone pojęcie wolności
18.
Aby właściwie ująć opisaną tu sytuację, trzeba nie tylko przyjrzeć się
samym zjawiskom niszczącym życie, które się na nią składają, ale odkryć
też różnorakie przyczyny, które ją kształtują. Zadane przez Boga pytanie:
„Cóżeś uczynił?” (Rdz 4, 10) zdaje się być jakoby wezwaniem skierowanym do
Kaina, aby wyszedł poza materialną rzeczywistość swojego zbrodniczego
czynu i dostrzegł całą jego grozę w motywacjach, które dały mu początek, i
w konsekwencjach, które zeń wynikają.
Decyzje
wymierzone przeciw życiu rodzą się czasem z trudnych czy wręcz
dramatycznych doświadczeń głębokiego cierpienia, samotności, całkowitego
braku perspektyw ekonomicznych, depresji i lęku o przyszłość. Tego rodzaju
okoliczności mogą także znacznie złagodzić odpowiedzialność subiektywną, a
w konsekwencji także winę tych, którzy podejmują takie decyzje, ze swej
natury zbrodnicze. Niemniej problem ten wykracza dzisiaj poza sytuacje
osobiste, chociaż ich znaczenia pominąć nie można. Występuje on bowiem
także na płaszczyźnie kulturowej, społecznej i politycznej, gdzie ujawnia
się jego aspekt najbardziej szkodliwy i niepokojący, a mianowicie
tendencja — coraz bardziej rozpowszechniona — do interpretowania
wymienionych tu przestępstw przeciw życiu jako uprawnionych przejawów
wolności osobistej, które należy uznawać i chronić jako autentyczne prawa
jednostki.
W ten sposób
dokonuje się tragiczny w skutkach zwrot w długim procesie historycznym,
który doprowadziwszy do odkrycia idei „praw człowieka” — jako wrodzonych
praw każdej osoby, uprzednich wobec konstytucji i prawodawstwa
jakiegokolwiek państwa — popada dziś w zaskakującą sprzeczność: właśnie w
epoce, w której uroczyście proklamuje się nienaruszalne prawa osoby i
publicznie deklaruje wartość życia, samo prawo do życia jest w praktyce
łamane i deptane, zwłaszcza w najbardziej znaczących dla człowieka
momentach jego istnienia, jakimi są narodziny i śmierć.
Z jednej
strony, różne deklaracje praw człowieka oraz liczne inicjatywy, które się
do nich odwołują, wskazują na pogłębianie się w całym świecie wrażliwości
moralnej, bardziej skłonnej uznać wartość i godność każdej ludzkiej istoty
jako takiej, bez względu na jej rasę, narodowość, religię czy poglądy
polityczne i pochodzenie społeczne.
Z drugiej
strony, w kontraście z tymi wzniosłymi deklaracjami pozostają, niestety,
fakty tragicznie im przeczące. Ta sytuacja jest tym bardziej niepokojąca,
czy raczej tym bardziej gorsząca, że powstaje właśnie w społeczeństwie,
dla którego gwarancja ochrony praw człowieka stanowi główny cel i zarazem
powód do chluby. Jak można pogodzić te wielokrotnie powtarzane deklaracje
zasad z nieustannym mnożeniem się zamachów na życie i z powszechnym ich
usprawiedliwianiem? Jak pogodzić te deklaracje z odtrąceniem słabszych,
bardziej potrzebujących pomocy, starców i tych, których życie dopiero się
poczęło? Te zamachy są jawnym zaprzeczeniem szacunku dla życia i stanowią
radykalne zagrożenie dla całej kultury praw człowieka. Zagrożenie to może
ostatecznie podważyć sam sens demokratycznego współistnienia: nasze miasta
przestaną być wspólnotami ludzi „żyjących razem”, a staną się
społecznościami zapomnianych, zepchniętych na margines, odtrąconych i
skazanych na zagładę. Gdy zaś przyjrzymy się szerszej sytuacji światowej,
czyż nie zauważymy bez trudu, że te deklaracje praw osób i narodów,
głoszone na forum konferencji międzynarodowych, są jedynie jałową
retoryką, jeżeli nie towarzyszy im zdemaskowanie egoizmu krajów bogatych,
które zamykają krajom ubogim dostęp do rozwoju albo uzależniają go od
absurdalnych zakazów prokreacji i tym samym przeciwstawiają rozwój samemu
człowiekowi? Czyż nie należałoby poddać pod dyskusję samych systemów
ekonomicznych, przyjmowanych przez niektóre państwa często pod wpływem
nacisków i uwarunkowań o charakterze międzynarodowym, a kształtujących i
utrwalających sytuacje niesprawiedliwości i przemocy, które obrażają i
depczą ludzką godność całych społeczeństw?
19.
Gdzie leżą przyczyny tak paradoksalnej sprzeczności?
Możemy je
odkryć poprzez całościową ocenę zjawisk w dziedzinie kultury i moralności,
poczynając od tej mentalności, która doprowadzając do skrajności, a nawet
wypaczając pojęcie subiektywności, uznaje za posiadacza praw tylko tego,
kto dysponuje pełną albo przynajmniej zaczątkową autonomią i wychodzi już
ze stanu całkowitej zależności od innych. Czyż można jednak pogodzić takie
założenie z uznaniem człowieka za istotę, którą nie można „rozporządzać”?
Teoria praw człowieka opiera się właśnie na uznaniu faktu, że człowiek,
inaczej niż zwierzęta i rzeczy, nie może podlegać niczyjemu panowaniu.
Trzeba tu wspomnieć także o pewnym sposobie myślenia, który skłonny jest
utożsamiać godność osobową ze zdolnością do bezpośredniego porozumiewania
się z innymi za pomocą języka — w sposób doświadczalnie sprawdzalny. Jest
oczywiste, że w takich warunkach nie ma na świecie miejsca dla kogoś, kto
— jak na przykład nie narodzone dziecko albo człowiek umierający — jest
podmiotem strukturalnie słabym, wydaje się zupełnie zdany na łaskę innych
osób, jest od nich całkowicie uzależniony i umie się porozumiewać tylko
niesłyszalnym językiem głębokiej symbiozy uczuć. Tak więc czynnikiem
kształtującym decyzje i działania w sferze relacji między osobami i
współżycia społecznego staje się siła. Jest to jednak dokładne
zaprzeczenie tego, do czego dążyło w ciągu dziejów państwo prawa jako
wspólnota, w której „racja siły” zostaje zastąpiona przez „siłę racji”.
Na innej
płaszczyźnie źródłem sprzeczności między oficjalnymi deklaracjami praw
człowieka a ich tragiczną negacją w praktyce jest pojęcie wolności, które
absolutyzuje znaczenie jednostki ludzkiej, przekreślając jej odniesienie
do solidarności z drugimi, do pełnej akceptacji drugiego człowieka i do
służenia innym. Chociaż prawdą jest, że do eliminacji życia poczętego czy
dobiegającego kresu dochodzi w niektórych przypadkach pod wpływem źle
pojętego altruizmu albo zwykłej ludzkiej litości, nie można zaprzeczyć, że
tego rodzaju kultura śmierci jako taka jest wyrazem całkowicie
indywidualistycznego pojęcia wolności, która staje się ostatecznie
wolnością „silniejszych”, wymierzoną przeciw słabszym, skazanym na
zagładę.
Właśnie w ten
sposób można interpretować odpowiedź Kaina na pytanie Boga: „Gdzie jest
brat twój, Abel?”: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9).
Tak, każdy człowiek jest „stróżem swego brata”, ponieważ Bóg powierza
człowieka człowiekowi. I właśnie w perspektywie tego zawierzenia Bóg
obdarza każdego człowieka wolnością, w której istotne znaczenie ma wymiar
relacyjny. Wolność jest wielkim darem Stwórcy, jako że ma służyć osobie i
jej spełnieniu, które dokonuje się przez dar z siebie i otwarcie się na
drugiego człowieka. Natomiast absolutyzacja wolności w indywidualistycznym
ujęciu prowadzi do ogołocenia jej z pierwotnej treści oraz do
przekreślenia jej najgłębszego powołania i godności.
Trzeba tu
zwrócić uwagę na jeszcze głębszy aspekt problemu: wolność zapiera się
samej siebie, zmierza do autodestrukcji i do zniszczenia drugiego
człowieka, gdy przestaje uznawać i respektować konstytutywną więź, jaka
łączy ją z prawdą. Ilekroć wolność, pragnąc wyswobodzić się od wszelkiej
tradycji i autorytetu, zamyka się nawet na pierwotne najbardziej oczywiste
pewniki prawdy obiektywnej i powszechnie uznawanej, stanowiącej podstawę
życia osobistego i społecznego, wówczas człowiek nie przyjmuje już prawdy
o dobru i złu jako jedynego i niepodważalnego punktu odniesienia dla
swoich decyzji, ale kieruje się wyłącznie swoją subiektywną i zmienną
opinią lub po prostu swym egoistycznym interesem i kaprysem.
20. Ta
koncepcja wolności prowadzi do głębokiego zniekształcenia życia
społecznego. Jeżeli promocja własnego „ja” jest pojmowana w kategoriach
absolutnej autonomii, prowadzi nieuchronnie do negacji drugiego człowieka;
jest on postrzegany jako wróg, przed którym trzeba się bronić. W ten
sposób społeczeństwo staje się zbiorowością jednostek żyjących obok
siebie, ale nie połączonych wzajemnymi więzami: każdy pragnie zrealizować
swoje cele niezależnie od innych czy wręcz dąży do własnych korzyści
kosztem innych. Jednakże fakt, że także inni mają podobne dążenia, zmusza
do poszukiwania jakiejś formy kompromisu, jeżeli społeczeństwo ma
zagwarantować każdemu możliwie jak najwięcej wolności. W ten sposób zanika
wszelkie odniesienie do wspólnych wartości i do prawdy absolutnej,
uznawanej przez wszystkich: życie społeczne zostaje wystawione na ryzyko
całkowitego relatywizmu. Wszystko staje się wówczas przedmiotem umowy i
negocjacji; także owo pierwsze z podstawowych praw, jakim jest prawo do
życia.
Otóż to
właśnie ma dziś miejsce także na scenie polityki i państwa: pierwotne i
niezbywalne prawo do życia staje się przedmiotem dyskusji lub zostaje
wręcz zanegowane na mocy głosowania parlamentu lub z woli części
społeczeństwa, choćby nawet liczebnie przeważającej. Jest to zgubny
rezultat nieograniczonego panowania relatywizmu: „prawo” przestaje być
prawem, ponieważ nie jest już oparte na mocnym fundamencie nienaruszalnej
godności osoby, ale zostaje podporządkowane woli silniejszego. W ten
sposób demokracja, sprzeniewierzając się własnym zasadom, przeradza się w
istocie w system totalitarny. Państwo nie jest już „wspólnym domem”, gdzie
wszyscy mogą żyć zgodnie z podstawowymi zasadami równości, ale
przekształca się w państwo tyrańskie, uzurpujące sobie prawo do
dysponowania życiem słabszych i bezbronnych, dzieci jeszcze nie
narodzonych, w imię pożytku społecznego, który w rzeczywistości oznacza
jedynie interes jakiejś grupy.
Można odnieść
wrażenie, że wszystko odbywa się z pełnym poszanowaniem praworządności,
przynajmniej w tych przypadkach, gdy prawa dopuszczające przerywanie ciąży
lub eutanazję zostają przegłosowane zgodnie z tak zwanymi zasadami
demokratycznymi. W rzeczywistości mamy tu jednak do czynienia jedynie z
tragicznym pozorem praworządności, zaś ideał demokratyczny — który
zasługuje na to miano tylko wówczas, gdy uznaje i chroni godność każdej
osoby — zostaje zdradzony u samych podstaw: „Czyż można mówić o godności
każdej osoby, kiedy pozwala się na zabijanie tej najsłabszej i najbardziej
niewinnej? W imię jakiej sprawiedliwości poddaje się osoby najbardziej
niesprawiedliwej dyskryminacji, uznając niektóre z nich za godne obrony, a
odmawiając tej godności innym?”16. Pojawienie się takich sytuacji oznacza,
że działają już mechanizmy, które prowadzą do zaniku prawdziwego ludzkiego
współżycia i do rozpadu samego organizmu państwowego.
Rewindykacja
prawa do przerywania ciąży, dzieciobójstwa i eutanazji oraz prawne jego
uznanie jest równoznaczne z przyjęciem wynaturzonej i nikczemnej wizji
ludzkiej wolności: z uznaniem jej za absolutną władzę nad innymi i przeciw
innym. To jednak oznacza śmierć prawdziwej wolności: „Zaprawdę, zaprawdę,
powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8,
34).
„Mam się
ukrywać przed tobą” (Rdz 4, 14): osłabienie wrażliwości na Boga i
człowieka
21.
Poszukując najgłębszych korzeni walki między „kulturą życia” a „kulturą
śmierci”, nie możemy uznać za jej jedyną przyczynę wspomnianej wyżej,
wynaturzonej idei wolności. Trzeba dojść do sedna dramatu, jaki przeżywa
współczesny człowiek: jest nim osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka,
zjawisko typowe w kontekście społecznym i kulturowym zdominowanym przez
sekularyzm, którego wpływy przenikają nawet do wnętrza wspólnot
chrześcijańskich i wystawiają je na próbę. Kto poddaje się oddziaływaniu
tej atmosfery, łatwo może się znaleźć w zamkniętym kole, które wciąga go
niczym straszliwy wir: tracąc wrażliwość na Boga, traci się także
wrażliwość na człowieka, jego godność i życie; z drugiej strony,
systematyczne łamanie prawa moralnego, zwłaszcza w poważnej materii
poszanowania życia ludzkiego i jego godności, prowadzi stopniowo do
swoistego osłabienia zdolności odczuwania ożywczej i zbawczej obecności
Boga.
Raz jeszcze
możemy się tu odwołać do historii zabójstwa Abla przez jego brata. Po
przekleństwie nałożonym przez Boga na Kaina tak zwraca się on do Pana:
„Zbyt wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść. Skoro mnie teraz
wypędzasz z tej roli i mam się ukrywać przed tobą, i być tułaczem i
zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!” (Rdz
4, 13-14). Kain uważa, że nigdy nie uzyska Bożego przebaczenia za swój
grzech i że jego nieuniknionym przeznaczeniem jest „ukrywanie się” przed
Bogiem. Jeśli Kain potrafi wyznać, że jego wina jest „zbyt wielka”, to
dlatego, że uświadamia sobie, że znajduje się przed obliczem Boga i przed
Jego sprawiedliwym sądem. W istocie bowiem tylko człowiek stojący przed
Panem może uznać swój grzech i dostrzec cały jego ciężar. Doświadczył tego
Dawid, który „uczyniwszy, co złe jest przed Bogiem” i wysłuchawszy nagany
proroka Natana (por. 2 Sm 11-12), woła: „Uznaję (...) moją nieprawość, a
grzech mój jest zawsze przede mną. Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem i
uczyniłem, co złe jest przed Tobą” (Ps 51 [50], 5-6).
22.
Gdy zatem zanika wrażliwość na Boga, zostaje też zagrożona i
zniekształcona wrażliwość na człowieka, jak stwierdza lapidarnie Sobór
Watykański II: „Stworzenie (...) bez Stworzyciela zanika. (...) Co więcej,
samo stworzenie zapada w mroki przez zapomnienie o Bogu”17. Człowiek nie
potrafi już postrzegać samego siebie jako kogoś „przedziwnie odmiennego”
od innych ziemskich stworzeń; uznaje, że jest tylko jedną z wielu istot
żyjących, organizmem, który — w najlepszym razie — osiągnął bardzo wysoki
stopień rozwoju. Zamknięty w ciasnym kręgu swojej fizycznej natury, staje
się w pewien sposób „rzeczą” i przestaje rozumieć „transcendentny”
charakter tego, że „istnieje jako człowiek”. Dlatego nie traktuje już
życia jako wspaniałego daru Bożego, który został powierzony jego
odpowiedzialności, aby on strzegł go z miłością i „czcił” jako
rzeczywistość „świętą”. Życie staje się dla niego po prostu „rzeczą”,
którą on uważa za swą wyłączną własność, poddającą się bez reszty jego
panowaniu i wszelkim manipulacjom.
W rezultacie,
stając w obliczu życia, które się rodzi, i życia, które umiera, człowiek
nie potrafi już sobie zadać pytania o najbardziej autentyczny sens swego
istnienia, przyjmując w sposób prawdziwie wolny te przełomowe momenty
swego „bycia”. Interesuje go tylko „działanie” i dlatego stara się
wykorzystywać wszelkie zdobycze techniki, aby programować i kontrolować
narodziny i śmierć, rozciągając nad nimi swoje panowanie. Te pierwotne
doświadczenia, które powinny być „przeżywane”, stają się wówczas rzeczami,
człowiek zaś rości sobie prawo do ich „posiadania” lub „odrzucenia”.
Nie dziwi
zresztą fakt, że gdy raz wykluczy się odniesienie do Boga, znaczenie
wszystkich rzeczy ulega głębokiemu zniekształceniu, a sama natura,
przestając być „mater”, czyli matką, zostaje sprowadzona do „materiału”,
którym można swobodnie manipulować.
Do tego zdaje
się prowadzić swoisty racjonalizm techniczno-naukowy, dominujący we
współczesnej kulturze, odrzucający samą ideę prawdy o stworzeniu, którą
należy uznać, czy też Bożego zamysłu wobec życia, który trzeba uszanować.
Jest to również prawdziwe w przypadku, kiedy lęk przed rezultatami takiej
„wolności bez prawa” prowadzi niektórych do przeciwnego stanowiska „prawa
bez wolności”, czego przykładem są ideologie kontestujące dopuszczalność
jakichkolwiek interwencji w naturę w imię niemal jej „ubóstwienia”, które
także tym razem nie dostrzega jej zależności od zamysłu Stwórcy.
W
rzeczywistości żyjąc tak „jakby Bóg nie istniał”, człowiek zatraca nie
tylko tajemnicę Boga, ale również tajemnicę świata i swojego istnienia.
23.
Osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka prowadzi nieuchronnie do
materializmu praktycznego, co sprzyja rozpowszechnianiu się
indywidualizmu, utylitaryzmu i hedonizmu. Ujawnia się tu także niezmienna
prawdziwość słów Apostoła: „A ponieważ nie uznali za słuszne zachować
prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego
rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi” (Rz 1, 28). W ten sposób
wartości związane z „być” zostają zastąpione przez wartości związane z
„mieć”.
Jedynym
celem, który się bierze pod uwagę, jest własny dobrobyt materialny. Tak
zwana „jakość życia” jest interpretowana najczęściej lub wyłącznie w
kategoriach wydajności ekonomicznej, nie uporządkowanego konsumpcjonizmu,
atrakcji i przyjemności czerpanych z życia fizycznego, natomiast zapomina
się o głębszych — relacyjnych, duchowych i religijnych — wymiarach
egzystencji.
W takim
klimacie cierpienie, które nieustannie ciąży nad ludzkim życiem, ale może
też stać się bodźcem do osobowego wzrostu, zostaje „ocenzurowane”,
odrzucone jako bezużyteczne, a nawet jest zwalczane jako zło, którego
należy unikać zawsze i we wszystkich okolicznościach. Gdy nie można go
przezwyciężyć i gdy znika nawet nadzieja na dobrobyt w przyszłości,
człowiek skłonny jest sądzić, że życie straciło wszelki sens, i doznaje
coraz silniejszej pokusy, aby przypisać sobie prawo do położenia mu kresu.
W tym samym
kontekście kulturowym ciało nie jest postrzegane jako typowa rzeczywistość
osobowa, znak i miejsce relacji z innymi, z Bogiem i ze światem. Zostaje
sprowadzone do wymiaru czysto materialnego: jest tylko zespołem organów,
funkcji i energii, których można używać, stosując wyłącznie kryteria
przyjemności i skuteczności. W konsekwencji także płciowość zostaje
pozbawiona wymiaru osobowego i jest traktowana instrumentalnie: zamiast
być znakiem, miejscem i językiem miłości, to znaczy daru z siebie i
przyjęcia drugiego człowieka wraz z całym bogactwem jego osoby, staje się
w coraz większym stopniu okazją i narzędziem afirmacji własnego „ja” oraz
samolubnego zaspokajania własnych pragnień i popędów. Zniekształca się w
ten sposób i fałszuje pierwotną treść ludzkiej płciowości, zaś dwa
znaczenia — jednoczące i prokreacyjne — wpisane głęboko w naturę aktu
małżeńskiego, zostają sztucznie rozdzielone: jedność mężczyzny i kobiety
zostaje tym samym zdradzona, a płodność poddana ich samowoli. Prokreacja
jest wówczas traktowana jako „wróg”, którego należy unikać we współżyciu
płciowym: jeżeli zostaje przyjęta, to tylko dlatego, że wyraża pragnienie
czy wręcz wolę posiadania dziecka „za wszelką cenę”, a wcale nie dlatego,
że oznacza bezwarunkową akceptację drugiego człowieka, a więc także
otwarcie się na bogactwo życia, które przynosi z sobą dziecko.
Opisana tu
materialistyczna wizja prowadzi do prawdziwego zubożenia relacji między
osobami. Szkodę ponoszą tu przede wszystkim kobiety, dzieci, chorzy lub
cierpiący, starcy. Właściwe kryterium, które powinno przesądzać o uznaniu
godności osoby — to znaczy kryterium szacunku, bezinteresowności i służby
— zostaje zastąpione przez kryterium wydajności, funkcjonalności i
przydatności: drugi człowiek jest ceniony nie za to, kim „jest”, ale za
to, co „posiada, czego dokonuje i jakie przynosi korzyści”. Oznacza to
panowanie silniejszego nad słabszym.
24.
Osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka, wraz z wszystkimi tego
zgubnymi konsekwencjami dla życia, dokonuje się w głębi sumienia. Chodzi
tu przede wszystkim o sumienie każdego człowieka, który w swojej jedyności
i niepowtarzalności staje sam przed Bogiem18. Ale w pewnym sensie chodzi
tu też o „sumienie” społeczeństwa: jest ono w jakiś sposób odpowiedzialne
nie tylko dlatego, że toleruje albo popiera zachowania wymierzone przeciw
życiu, ale także dlatego, iż kształtuje „kulturę śmierci”, posuwając się
nawet do tworzenia i utrwalania prawdziwych „struktur grzechu”,
wymierzonych przeciw życiu. Sumienie, zarówno indywidualne, jak i
społeczne, jest dziś narażone — między innymi na skutek natarczywego
oddziaływania wielu środków społecznego przekazu — na bardzo poważne i
śmiertelne niebezpieczeństwo: polega ono na zatarciu granicy między dobrem
a złem w sprawach dotyczących fundamentalnego prawa do życia. Znaczna
część dzisiejszego społeczeństwa okazuje się, niestety, podobna do tego,
które opisuje św. Paweł w Liście do Rzymian. Składa się z ludzi, „którzy
przez nieprawość nakładają prawdzie pęta” (1, 18): odwracając się od Boga
i mniemając, że mogą zbudować ziemską społeczność bez Niego,
„znikczemnieli w swoich myślach”, tak że „zaćmione zostało bezrozumne ich
serce” (1, 21); „podając się za mądrych, stali się głupimi” (1, 22),
dopuszczają się czynów zasługujących na śmierć i „nie tylko je popełniają,
ale nadto chwalą tych, którzy je czynią” (1, 32). Jeżeli sumienie, które
jest okiem dającym światło duszy (por. Mt 6, 22-23), nazywa „zło dobrem, a
dobro złem” (por. Iz 5, 20), znaczy to, że weszło już na drogę
niebezpiecznej degeneracji i całkowitej ślepoty moralnej.
Jednakże
żadne okoliczności ani próby zagłuszenia nie zdołają stłumić głosu Boga,
który rozbrzmiewa w sumieniu każdego człowieka: właśnie w tym ukrytym
sanktuarium sumienia człowiek może się zawsze nawrócić i znów wejść na
drogę miłości, otwarcia się na innych i służby życiu ludzkiemu.
„Przystąpiliście do pokropienia krwią” (por. Hbr 12, 22. 24): znaki
nadziei i zachęta do działania
25.
„Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi!” (Rdz 4, 10). Nie tylko
krew Abla, pierwszej niewinnej ofiary zabójstwa, woła głośno do Boga,
który jest źródłem i obrońcą życia. Także krew każdego innego człowieka
zabitego po Ablu jest głosem wznoszącym się do Pana. W sposób absolutnie
jedyny i wyjątkowy woła do Boga krew Chrystusa, którego proroczą
zapowiedzią jest postać niewinnego Abla, jak przypomina Autor Listu do
Hebrajczyków: „Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga
żyjącego, (...) do Pośrednika Nowego Testamentu — Jezusa, do pokropienia
krwią, która przemawia mocniej niż [krew] Abla” (12, 22. 24).
Jest to krew
pokropienia. Jej symbolem i proroczym znakiem była krew ofiar Starego
Przymierza, poprzez które Bóg ukazywał ludziom, że pragnie przekazać im
swoje życie, oczyszczając ich i uświęcając (por. Wj 24, 8; Kpł 17, 11).
Otóż wszystko to spełnia się i urzeczywistnia w Chrystusie: Jego krew jest
krwią pokropienia, która dokonuje odkupienia, oczyszcza i zbawia; jest to
krew Pośrednika Nowego Przymierza, „za wielu (...) wylana na odpuszczenie
grzechów” (Mt 26, 28). Krew płynąca z przebitego boku Chrystusa na krzyżu
(por. J 19, 34) „przemawia mocniej niż krew Abla”: ta krew wyraża bowiem i
domaga się głębszej „sprawiedliwości”, przede wszystkim jednak błaga o
miłosierdzie19, oręduje przed obliczem Ojca za braćmi (por. Hbr 7, 25),
jest źródłem doskonałego odkupienia i darem nowego życia.
Krew
Chrystusa objawia, jak wielka jest miłość Ojca, a zarazem ukazuje, jak
cenny jest człowiek w oczach Boga i jak ogromna jest wartość jego życia.
Przypomina nam o tym apostoł Piotr: „Wiecie bowiem, że z waszego,
odziedziczonego po przodkach złego postępowania zostaliście wykupieni nie
czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa,
jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1, 18-19). Właśnie
kontemplując drogocenną krew Chrystusa, znak Jego ofiarowania się z
miłości (por. J 13, 1), człowiek wierzący uczy się dostrzegać i cenić
niemalże Boską godność każdej osoby i może wołać pełen wdzięczności i
radosnego zdumienia: „Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek,
skoro «zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela» (por. Exultet z
Wigilii Paschalnej), skoro «Bóg Syna swego Jednorodzonego dał», ażeby on,
człowiek, «nie zginął, ale miał życie wieczne» (por. J 3, 16)!”20.
Krew
Chrystusa objawia też człowiekowi, że jego wielkość, a zatem jego
powołanie, polega na bezinteresownym darze z siebie. Właśnie dlatego, że
krew Jezusa została wylana jako dar życia, nie jest już znakiem śmierci i
ostatecznej rozłąki z braćmi, ale narzędziem komunii udzielającej
wszystkim życia w obfitości. Kto pije tę krew w sakramencie Eucharystii i
trwa w Jezusie (por. J 6, 56), zostaje włączony w dynamikę Jego miłości i
ofiary z własnego życia, aby mógł wypełnić pierwotne powołanie do miłości,
właściwe każdemu człowiekowi (por. Rdz 1, 27; 2, 18-24).
Z krwi
Chrystusa wszyscy ludzie czerpią również moc do działania w obronie życia.
Ta właśnie krew jest najmocniejszym znakiem nadziei, a wręcz fundamentem
absolutnej pewności co do tego, że zgodnie z Bożym zamysłem życie
zwycięży. „A śmierci już odtąd nie będzie” — woła donośny głos wychodzący
od tronu Bożego w niebiańskim Jeruzalem (Ap 21, 4). Zaś św. Paweł zapewnia
nas, że dzisiejsze zwycięstwo nad grzechem jest znakiem i zapowiedzią
ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią, kiedy to „sprawdzą się słowa, które
zostały napisane: Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci,
twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?” (1 Kor 15, 54-55).
26. W
rzeczywistości nie brak znaków zapowiadających to zwycięstwo w naszych
społeczeństwach i kulturach, choć noszą one tak silne piętno „kultury
śmierci”. Nasz obraz sytuacji byłby zatem jednostronny i mógłby skłaniać
do przyjęcia jałowej postawy rezygnacji, gdybyśmy ujawniając zagrożenia
życia nie wskazali także znaków pozytywnych, których oddziaływanie możemy
zaobserwować we współczesnym społeczeństwie.
Niestety,
często sprawia trudność dostrzeżenie i rozpoznanie tych pozytywnych
znaków, być może także dlatego, że środki społecznego przekazu nie
poświęcają im należnej uwagi. W rzeczywistości jednak podjęto już i nadal
podejmuje się bardzo wiele inicjatyw — we wspólnocie chrześcijańskiej i w
całym społeczeństwie, na szczeblu lokalnym, krajowym i międzynarodowym, za
sprawą pojedynczych osób, grup, ruchów oraz różnego rodzaju organizacji —
aby zapewnić pomoc i oparcie najsłabszym i najbardziej bezbronnym.
Nadal bardzo
wielu jest małżonków, którzy w duchu ofiarnej odpowiedzialności umieją
przyjąć dzieci będące „najcenniejszym darem małżeństwa”21. Nie brak też
rodzin, które nie poprzestając na swej codziennej służbie życiu, potrafią
otworzyć się na przyjęcie dzieci opuszczonych, młodych ludzi zmagających
się z trudnościami, osób niepełnosprawnych, samotnych, starców. Wiele jest
ośrodków opieki nad życiem lub tym podobnych instytucji, prowadzonych
przez osoby lub grupy, które z podziwu godnym oddaniem i ofiarnością niosą
pomoc moralną i materialną matkom znajdującym się w trudnych sytuacjach i
narażonym na pokusę aborcji. Powstają też i są coraz liczniejsze grupy
wolontariuszy, które starają się otoczyć opieką osoby pozbawione rodziny,
ludzi zmagających się ze szczególnymi problemami oraz tych, którzy muszą
się znaleźć w odpowiednim środowisku wychowawczym, aby przezwyciężyć
zgubne nałogi i odzyskać wiarę w sens życia.
Medycyna,
dzięki wysiłkom naukowców i lekarzy, postępuje naprzód w poszukiwaniu
coraz skuteczniejszych środków leczenia chorób: nowe odkrycia, niegdyś
niewyobrażalne, zapowiadają dalsze postępy i już dziś służą rodzącemu się
życiu, ludziom cierpiącym, ciężko chorym albo umierającym. Różne
instytucje i organizacje starają się udostępnić najnowsze osiągnięcia
medycyny nawet krajom najboleśniej dotkniętym przez nędzę i choroby
endemiczne. Również krajowe i międzynarodowe stowarzyszenia lekarzy
spieszą z pomocą ofiarom klęsk żywiołowych, epidemii i wojen. Choć wiele
jeszcze brakuje do pełnej realizacji na skalę międzynarodową
sprawiedliwego podziału środków medycznych, jakże nie dostrzec w
działaniach, do tej pory podjętych, oznaki coraz powszechniejszej
solidarności między narodami, godnego uznania wzrostu wrażliwości na
potrzeby ludzi i nakazy moralne oraz większego szacunku dla życia?
27. W
odpowiedzi na ustawy prawne dopuszczające przerwanie ciąży oraz na próby
legalizacji eutanazji tu i ówdzie zakończone powodzeniem, powstały na
całym świecie ruchy i inicjatywy, których celem jest obrona życia poprzez
budzenie wrażliwości społecznej. Gdy działają one zgodnie ze swą
autentyczną inspiracją, stanowczo i konsekwentnie, ale bez użycia
przemocy, upowszechniają świadomość wartości życia, stymulując i
organizując bardziej zdecydowaną jego obronę.
Jakże nie
wspomnieć również o wszystkich gestach gościnności, poświęcenia i
bezinteresownej troski, spełnianych codziennie z miłością przez ogromną
liczbę osób w rodzinach, w szpitalach, sierocińcach, domach spokojnej
starości lub innych ośrodkach czy wspólnotach obrony życia? Kościół, idąc
za przykładem Jezusa, „dobrego Samarytanina” (por. Łk 10, 29-37) i z Niego
czerpiąc swoją moc, stał zawsze w pierwszej linii na wszystkich tych
frontach działalności charytatywnej: wiele jego synów i córek, zwłaszcza
zakonnice i zakonnicy, przyjmując dawne, ale zawsze aktualne formy
działania, poświęciło i nadal poświęca życie Bogu, oddaje je z miłości
bliźnim najsłabszym i najbardziej potrzebującym.
Te gesty
kładą głębokie fundamenty owej „cywilizacji miłości i życia”, bez której
egzystencja osób i społeczeństwa traci swój sens najbardziej ludzki. Nawet
gdyby ich nikt nie zauważał i gdyby pozostawały one zakryte przed
większością ludzi, wiara daje nam pewność, że Ojciec, „który widzi w
ukryciu” (Mt 6, 4), nie tylko je wynagrodzi w przyszłości, ale już teraz
sprawia, że przynoszą trwały pożytek wszystkim.
Do znaków
nadziei trzeba także zaliczyć fakt, że w wielu kręgach opinii publicznej
wzrasta nowa wrażliwość coraz bardziej przeciwna wojnie jako metodzie
rozwiązywania konfliktów między narodami i coraz aktywniej poszukująca
skutecznych sposobów powstrzymywania — choć „bez użycia przemocy” —
uzbrojonych agresorów. W tej samej perspektywie należy widzieć coraz
powszechniejszy sprzeciw opinii publicznej wobec kary śmierci, choćby
stosowanej jedynie jako narzędzie „uprawnionej obrony” społecznej:
sprzeciw ten wynika z przekonania, że współczesne społeczeństwo jest w
stanie skutecznie zwalczać przestępczość metodami, które czynią przestępcę
nieszkodliwym, ale nie pozbawiają go ostatecznie możliwości odmiany życia.
Należy z
zadowoleniem powitać także wzrost zainteresowania jakością życia oraz
ekologią, jaki nastąpił zwłaszcza w społeczeństwach o wysokim stopniu
rozwoju, w których ludzie dążą już nie tyle do zapewnienia sobie
podstawowych środków do życia, ile do globalnego polepszenia warunków
życia. Zjawiskiem szczególnie ważnym jest ożywienie refleksji etycznej
wokół życia: powstanie i coraz szerszy rozwój bioetyki sprzyja refleksji i
dialogowi — między wierzącymi i niewierzącymi, a także między wyznawcami
różnych religii — o podstawowych problemach etycznych związanych z ludzkim
życiem.
28.
Ten obraz pełen świateł i cieni powinien nam w pełni uświadomić, że stoimy
wobec nadludzkiego, dramatycznego zmagania między złem i dobrem, między
śmiercią i życiem, między „kulturą śmierci” i „kulturą życia”. Jesteśmy
nie tylko świadkami, ale nieuchronnie zostajemy wciągnięci w tę walkę:
wszyscy w niej uczestniczymy i stąd nie możemy uchylić się od obowiązku
bezwarunkowego opowiedzenia się po stronie życia.
Także do nas
skierowane jest wyraźne i stanowcze wezwanie Mojżesza: „Patrz! Kładę dziś
przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. (...) Kładę przed
wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc
życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo” (Pwt 30, 15. 19). To wezwanie
dobrze odpowiada także naszej sytuacji, bo i my musimy każdego dnia
wybierać między „kulturą życia” a „kulturą śmierci”. Ale słowa Księgi
Powtórzonego Prawa mają jeszcze głębszy sens, ponieważ każą nam dokonać
wyboru ściśle religijnego i moralnego. Mamy nadać naszej egzystencji
pewien podstawowy kierunek, a w życiu przestrzegać wiernie i konsekwentnie
prawa Bożego: „Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego i chodzić Jego
drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy. (...) Wybierajcie więc
życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego,
słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie
trwanie twego pobytu na ziemi” (30, 16. 19-20).
Bezwarunkowe
opowiedzenie się po stronie życia zyskuje pełne znaczenie religijne i
moralne, gdy wypływa z wiary w Chrystusa, jest przez nią ukształtowane i z
niej czerpie moc. Nic bardziej nie pomaga w przyjęciu właściwej postawy
wobec konfliktu między śmiercią i życiem, w którym jesteśmy pogrążeni, niż
wiara w Syna Bożego, który stał się człowiekiem i przyszedł do ludzi, „aby
[owce] miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10): to wiara w
Zmartwychwstałego zwyciężyła śmierć; wiara w krew Chrystusa, „która
przemawia mocniej niż [krew] Abla” (Hbr 12, 24).
Światło i moc
tej wiary pozwala zatem Kościołowi stojącemu wobec wyzwań obecnej sytuacji
głębiej uświadomić sobie, że otrzymał od swego Pana łaskę i zadanie
głoszenia, wysławiania i służenia Ewangelii życia.
Rozdział II
Przyszedłem, aby mieli życie
Chrześcijańskie orędzie o życiu
„Życie
objawiło się. Myśmy je widzieli” (1J 1, 2): wpatrzeni w Chrystusa, „słowo
życia”
29.
Wobec niezliczonych i poważnych niebezpieczeństw, jakie zagrażają życiu we
współczesnym świecie, czujemy się jakby przygnieceni poczuciem
bezsilności: wydaje się, że dobro nigdy nie znajdzie dość sił, aby pokonać
zło!
W obliczu
takiej właśnie sytuacji Lud Boży, a w nim każdy wierzący, zostaje
powołany, aby z pokorą i odwagą wyznać swą wiarę w Jezusa Chrystusa,
„Słowo życia” (por. 1 J 1, 1). Ewangelia życia nie jest jedynie refleksją,
choćby oryginalną i głęboką, nad ludzkim życiem; nie jest też wyłącznie
przykazaniem, które ma uwrażliwiać sumienia i wywołać głębokie przemiany
społeczne; tym bardziej też nie jest złudną obietnicą lepszej przyszłości.
Ewangelia życia jest rzeczywistością konkretną i osobową, gdyż polega na
głoszeniu osoby samego Jezusa. Zwracając się do apostoła Tomasza, a za
jego pośrednictwem do każdego człowieka, Jezus tak mówi o sobie: „Ja
jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). Tak samo określa swoją
tożsamość w rozmowie z Martą, siostrą Łazarza: „Ja jestem
zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć
będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11,
25-26). Jezus jest Synem, który odwiecznie otrzymuje życie od Ojca (por. J
5, 26) i który przyszedł do ludzi, aby dać im udział w tym darze: „Ja
przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości” (J 10,
10).
Tak więc
słowa, czyny i sama osoba Jezusa dają człowiekowi możliwość „poznania”
pełnej prawdy o wartości życia ludzkiego; z tego „źródła” czerpie on
zwłaszcza zdolność doskonałego „czynienia” tej prawdy (por. J 3, 21), to
znaczy przyjęcia i pełnej realizacji obowiązku miłowania ludzkiego życia i
służenia mu, bronienia go i wspomagania.
W Chrystusie
bowiem została ostatecznie ogłoszona i w pełni ofiarowana człowiekowi owa
Ewangelia życia, która — darowana już w Objawieniu Starego Testamentu,
więcej, wpisana w jakiś sposób w serce każdego mężczyzny i kobiety —
rozbrzmiewa w każdym sumieniu „od początku”, to znaczy od chwili
stworzenia, tak że mimo negatywnych wpływów grzechu może być poznana w
swej istotnej treści również przez ludzki rozum. Jak pisze Sobór
Watykański II, Chrystus „przez całą swoją obecność i okazanie się przez
słowa i czyny, przez znaki i cuda, zwłaszcza zaś przez śmierć swoją i
pełne chwały zmartwychwstanie, a wreszcie przez zesłanie Ducha Prawdy,
objawienie doprowadził do końca i do doskonałości oraz świadectwem Bożym
potwierdza, że Bóg jest z nami, by nas z mroków grzechu i śmierci wybawić
i wskrzesić do życia wiecznego”22.
30. Ze
spojrzeniem utkwionym w Chrystusie Panu pragniemy zatem raz jeszcze
usłyszeć od Niego „słowa Boże” (J 3, 34) i rozważyć Ewangelię życia.
Najgłębszy i najpierwotniejszy sens tego rozważania orędzia objawionego o
życiu ludzkim został wyrażony przez apostoła Jana, który tak pisze na
początku swego Pierwszego Listu: „[To wam oznajmiamy], co było od
początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami,
na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce — bo życie objawiło się.
Myśmy je widzieli, o czym świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które
było w Ojcu, a nam zostało objawione — oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i
usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami” (1, 1-3).
W Jezusie,
„Słowie życia”, zostaje nam tedy zapowiedziane i udzielone życie Boże i
wieczne. Dzięki temu objawieniu i temu obdarowaniu fizyczne i duchowe
życie człowieka, także w swoim stadium ziemskim, zyskuje pełną wartość i
znaczenie: życie Boże i wieczne jest bowiem celem, do którego zmierza i
jest powołany człowiek żyjący w tym świecie. Tak więc Ewangelia życia
zawiera w sobie to wszystko, co ludzkie doświadczenie i rozum mówią o
wartości życia człowieka, przejmuje to, wywyższa i dopełnia.
„Pan jest
moją mocą i źródłem męstwa! Jemu zawdzięczam moje ocalenie” (Wj 15, 2):
życie jest zawsze dobrem 31. Pełnia ewangelicznego orędzia o życiu została
w rzeczywistości przygotowana już w Starym Testamencie. Zwłaszcza historia
wyjścia z Egiptu, stanowiąca podstawę wiary Starego Testamentu, pozwala
Izraelowi odkryć, jak cenne jest jego życie w oczach Boga. Kiedy wydaje
się, że naród jest już skazany na zagładę, gdyż wszystkim nowo narodzonym
dzieciom płci męskiej grozi śmierć (por. Wj 1, 15-22), Bóg objawia się mu
jako wybawca, zdolny zapewnić przyszłość ludowi pozbawionemu nadziei. W
ten sposób rodzi się w Izraelu szczególna świadomość: jego życie nie jest
zdane na łaskę faraona, który może samowolnie nim rozporządzać;
przeciwnie, jest ono otoczone czułą i wielką miłością Boga.
Wyprowadzenie
z niewoli oznacza obdarzenie narodu tożsamością i uznanie jego
nieprzemijającej godności, daje też początek nowej historii, w której
odkrywanie Boga idzie w parze z odkrywaniem siebie. Wyjście z Egiptu jest
doświadczeniem konstytutywnym i wzorcowym. Poucza ono Izraela, że za
każdym razem gdy jego istnienie jest zagrożone, wystarczy mu uciec się do
Boga z odnowioną ufnością, aby uzyskać od Niego skuteczną pomoc:
„Ukształtowałem ciebie, jesteś moim sługą. Izraelu, nie pójdziesz u Mnie w
niepamięć” (Iz 44, 21).
Tak więc
Izrael, uświadamiając sobie wartość swojego istnienia jako narodu, coraz
wyraźniej dostrzega też sens i wartość życia jako takiego. Ten kierunek
refleksji rozwijają zwłaszcza Księgi „mądrościowe”, wychodząc od
codziennego doświadczenia „kruchości” życia oraz od stwierdzenia
niebezpieczeństw, jakie mu zagrażają. Sprzeczności egzystencji stanowią
wyzwanie dla wiary i domagają się odpowiedzi z jej strony.
Zwłaszcza
problem cierpienia niepokoi wiarę i wystawia ją na próbę. Czyż medytacja z
Księgi Hioba nie jest jakby jękiem bólu całej ludzkości? Jest zrozumiałe,
że niewinny człowiek, zmiażdżony przez cierpienie, zadaje sobie pytanie:
„Po co się daje życie strapionym, istnienie złamanym na duchu, co śmierci
czekają na próżno, szukają jej bardziej niż skarbu w roli?” (3, 20-21).
Ale nawet pośród najbardziej nieprzeniknionych ciemności wiara prowadzi do
uznania „tajemnicy” z ufnością i uwielbieniem: „Wiem, że Ty wszystko
możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić” (Hi 42, 2).
Objawienie
pozwala stopniowo coraz wyraźniej dostrzec zalążek życia nieśmiertelnego,
umieszczony przez Stwórcę w sercach ludzi: „Uczynił wszystko pięknie w
swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o wieczności” (por. Koh 3, 11). Ten
zalążek doskonałej pełni ma się objawić przez miłość i urzeczywistnić — na
mocy niezasłużonego daru Bożego — przez udział w Jego życiu wiecznym.
„Przez wiarę
w imię Jezusa temu człowiekowi (...) imię to przywróciło siły” (Dz 3, 16):
doświadczając ułomności ludzkiej egzystencji, Jezus urzeczywistnia pełny
sens życia
32.
Doświadczenie ludu Przymierza odnawia się w doświadczeniu wszystkich
„ubogich”, którzy spotykają Jezusa z Nazaretu. Podobnie jak niegdyś Bóg,
„miłośnik życia” (por. Mdr 12, 26) zapewnił Izraelowi bezpieczeństwo
pośród zagrożeń, tak teraz Syn Boży obwieszcza wszystkim, których
egzystencja jest wystawiona na niebezpieczeństwa i podlega ograniczeniom,
że także ich życie jest dobrem, któremu miłość Ojca nadaje sens i wartość.
„Niewidomi
wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi
słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię” (Łk 7, 22).
Tymi słowami proroka Izajasza (35, 5-6; 61, 1) Jezus ukazuje sens swojej
misji: w ten sposób wszyscy, którzy cierpią z powodu jakiegoś
„pomniejszenia” swojej egzystencji, mogą usłyszeć od Niego dobrą nowinę o
tym, że Bóg się nimi interesuje, i przekonują się, iż także ich życie jest
darem zazdrośnie strzeżonym w rękach Ojca (por. Mt 6, 25-34).
Właśnie do
„ubogich” skierowane jest przede wszystkim przepowiadanie i działalność
Jezusa. Rzeszom chorych i zepchniętych na margines, którzy za Nim chodzą i
Go szukają (por. Mt 4, 23-25), Jego słowa i czyny objawiają, jak wielką
wartość ma ich życie i na jak mocnej podstawie jest oparte ich oczekiwanie
zbawienia.
Podobnie
dzieje się od samego początku misji Kościoła. Głosząc Jezusa jako Tego,
który „przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod
władzą diabła, dlatego że Bóg był z Nim” (por. Dz 10, 38), Kościół wie, że
jest zwiastunem orędzia zbawienia, którego nowość jawi się w całej pełni
właśnie w sytuacjach poniżenia i ubóstwa ludzkiego życia. To orędzie
ogłasza Piotr, gdy uzdrawia chromego, którego kładziono każdego dnia przy
wejściu do świątyni jerozolimskiej, w bramie zwanej „Piękną”, aby prosił o
jałmużnę: „Nie mam srebra ani złota — powiedział Piotr — ale co mam, to ci
daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź” (Dz 3, 6). Przez wiarę
w Jezusa, „Dawcę życia” (Dz 3, 15), życie wzgardzone i zdane na łaskę
innych odnajduje swoją tożsamość i pełną godność.
Słowa i czyny
Jezusa i Jego Kościoła nie dotyczą jedynie tych, którzy doświadczają
chorób, cierpień i różnych form odrzucenia przez społeczeństwo. W głębszym
znaczeniu dotyczą samego sensu życia każdego człowieka w jego wymiarze
moralnym i duchowym. Tylko człowiek, który uznaje, że jego życie jest
dotknięte chorobą grzechu, może odnaleźć prawdę i autentyczność swojego
istnienia przez spotkanie z Jezusem Zbawicielem, w myśl Jego własnych
słów: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie
przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Łk 5,
31-32).
Ten
natomiast, kto sądzi — jak bogaty rolnik z ewangelicznej przypowieści — że
potrafi zapewnić sobie życie wyłącznie przez gromadzenie dóbr
materialnych, w rzeczywistości oszukuje samego siebie: życie wymyka się mu
i rychło zostanie mu odebrane, on zaś nigdy nie pojmie jego prawdziwego
sensu: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie, komu
więc przypadnie to, coś przygotował? ” (Łk 12, 20).
33.
Także w życiu samego Jezusa, od początku do końca, spotykamy się z tą
szczególną „dialektyką” między doświadczeniem kruchości ludzkiego życia a
potwierdzeniem jego wartości. Życie Jezusa jest bowiem naznaczone
nietrwałością już od chwili Jego narodzin. Zostaje On co prawda przyjęty
przez sprawiedliwych, którzy przyłączają się do ochoczego i radosnego
„tak” Maryi (por. Łk 1, 38). Lecz zaraz jest także odrzucony przez świat,
który jest Mu wrogi i poszukuje Dziecięcia, „aby Je zgładzić” (Mt 2, 13)
albo okazuje obojętność i brak zainteresowania wobec dokonującej się
tajemnicy tego życia, które przychodzi na świat: „nie było dla nich
miejsca w gospodzie” (Łk 2, 7). Właśnie dzięki temu kontrastowi między
zagrożeniami i niepewnością z jednej strony, a mocą daru Bożego z drugiej,
jaśnieje szczególnym blaskiem chwała promieniująca z nazaretańskiego domu
i betlejemskiej stajni: to rodzące się życie jest zbawieniem dla całej
ludzkości (por. Łk 2, 11).
Jezus
przyjmuje w pełni sprzeczności i całe ryzyko, jakie niesie życie: „będąc
bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor
8, 9). Ubóstwo, o którym mówi Paweł, nie jest tylko ogołoceniem się z
Boskich przywilejów, ale pełnym uczestnictwem w uniżeniu i nietrwałości
ludzkiego życia (por. Flp 2, 6-7). Jezus doświadcza tego ubóstwa przez
całe swoje życie, aż do kulminacyjnego momentu śmierci na krzyżu: „uniżył
samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci — i to śmierci
krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię
ponad wszelkie imię” (Flp 2, 8-9). Właśnie przez swoją śmierć Jezus
objawia całą wielkość i wartość życia, jako że Jego ofiara na krzyżu staje
się źródłem nowego życia dla wszystkich ludzi (por. J 12, 32). W tym
pielgrzymowaniu wśród sprzeczności, a nawet w obliczu utraty życia, Jezus
kieruje się przeświadczeniem, że jest ono w ręku Ojca. Dlatego na krzyżu
może powiedzieć: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 46)
— to znaczy moje życie. Prawdziwie wielka jest wartość ludzkiego życia,
skoro Syn Boży przyjął je i uczynił miejscem, w którym dokonuje się
zbawienie całej ludzkości!
„Powołani
(...) by się stali na wzór obrazu Jego Syna” (Rz 8, 28-29): chwała Boża
jaśnieje na obliczu człowieka
34.
Życie zawsze jest dobrem. Człowiek jest powołany, aby zrozumieć głęboką
motywację tego intuicyjnego przeświadczenia, które jest też faktem
poznawalnym doświadczalnie.
Dlaczego
życie jest dobrem? To pytanie pojawia się w całej Biblii i już na jej
pierwszych stronicach znajduje trafną i zdumiewającą odpowiedź. Życie,
które Bóg daje człowiekowi, jest inne i odrębne od życia wszelkich innych
stworzeń żyjących, jako że człowiek, choć jest spokrewniony z prochem
ziemi (por. Rdz 2, 7; 3, 19; Hi 34, 15; Ps 103 [102], 14; 104 [103], 29),
jest w świecie objawieniem Boga, znakiem jego obecności, śladem jego
chwały (por. Rdz 1, 26-27; Ps 8, 6). Na to właśnie pragnął zwrócić uwagę
św. Ireneusz z Lyonu w swoim znanym powiedzeniu: „Chwałą Bożą jest
człowiek żyjący”23. Człowiek zostaje obdarzony najwyższą godnością, która
jest zakorzeniona w wewnętrznej więzi łączącej go ze Stwórcą: jaśnieje w
nim odblask rzeczywistości samego Boga.
Stwierdza to
Księga Rodzaju w pierwszym opisie stworzenia, ukazując człowieka jako
szczyt i ukoronowanie stwórczego działania Boga, który z bezkształtnego
chaosu wyprowadza stworzenie najdoskonalsze. Wszystko w rzeczywistości
stworzonej jest ukierunkowane ku człowiekowi i jemu poddane: „rozmnażajcie
się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną: abyście
panowali (...) nad wszystkimi zwierzętami” (1, 28) — nakazuje Bóg
mężczyźnie i kobiecie. Podobne orędzie zawiera też drugi opis stworzenia:
„Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał
go i doglądał” (Rdz 2, 15). Potwierdza się w ten sposób prymat człowieka
nad rzeczami: są one jemu podporządkowane i powierzone jego
odpowiedzialności, podczas gdy on sam pod żadnym pozorem nie może być
zniewolony przez swoich bliźnich i jakby zredukowany do rzędu rzeczy.
W opisie
biblijnym odrębność człowieka od innych istot stworzonych jest podkreślona
zwłaszcza przez fakt, że tylko jego stworzenie zostaje przedstawione jako
owoc specjalnej decyzji Boga i Jego postanowienia, by połączyć człowieka
ze Stwórcą szczególną i specyficzną więzią: „Uczyńmy człowieka na Nasz
obraz, podobnego Nam” (Rdz 1, 26). Życie ofiarowane przez Boga człowiekowi
jest darem, dzięki któremu Bóg udziela coś z siebie stworzeniu.
Izrael będzie
pytał wytrwale o sens tej szczególnej i specyficznej więzi człowieka z
Bogiem. Również Księga Mądrości Syracha stwierdza, że Bóg stwarzając ludzi
„przyodział ich w moc podobną do swojej i uczynił ich na swój obraz” (17,
3). Do takiego wniosku, według Autora Księgi, prowadzi nie tylko panowanie
człowieka nad światem, ale także wyposażenie go w jemu tylko właściwe
władze duchowe, takie jak rozum, rozeznanie dobra i zła, wolna wola:
„Napełnił ich wiedzą i rozumem, o złu i dobru ich pouczył” (Syr 17, 7).
Zdolność poznania prawdy i doświadczenie wolności są przywilejem człowieka
jako istoty stworzonej na obraz swego Stwórcy, Boga prawdziwego i
sprawiedliwego (por. Pwt 32, 4). Spośród stworzeń widzialnych tylko
człowiek „zdolny jest do poznania i miłowania swego Stwórcy”24. Życie,
którym Bóg obdarza człowieka, jest czymś więcej niż tylko istnieniem w
czasie. Jest dążeniem ku pełni życia; jest zalążkiem istnienia, które
przekracza granice czasu: „bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka
— uczynił go obrazem swej własnej wieczności” (Mdr 2, 23).
35.
Także jahwistyczny opis stworzenia jest wyrazem tego samego
przeświadczenia. W tym prastarym opowiadaniu mówi się bowiem o tchnieniu
Bożym, którym zostaje napełniony człowiek, aby stać się istotą żyjącą:
„Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie
życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą” (Rdz 2, 7).
Boskie
pochodzenie tego ducha życia wyjaśnia, dlaczego człowiekowi przez całe
życie na ziemi towarzyszy poczucie niespełnienia. Stworzony przez Boga i
noszący w sobie niezatarty ślad Boga, człowiek w naturalny sposób dąży ku
Niemu. Każdy człowiek, wsłuchany w głębokie pragnienia swego serca, musi
uznać, że i do niego odnoszą się słowa prawdy wypowiedziane przez św.
Augustyna: „Uczyniłeś nas, Panie, dla siebie i niespokojne jest serce
nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”25.
Niezwykle
wymownym świadectwem jest poczucie niezaspokojenia, jakiego doznaje
człowiek w raju, dopóki jego jedynym punktem odniesienia jest świat
roślinny i zwierzęcy (por. Rdz 2, 20). Dopiero pojawienie się kobiety, to
znaczy istoty, która jest ciałem z jego ciała i kością z jego kości (por.
Rdz 2, 23), i w której także żyje duch Boga Stwórcy, może zaspokoić
potrzebę dialogu międzyosobowego, mającego tak żywotne znaczenie dla
ludzkiej egzystencji. W bliźnim — mężczyźnie czy kobiecie — można dostrzec
odbicie samego Boga, ostatecznego celu i zaspokojenia każdego człowieka.
„Czym jest
człowiek, że o nim pamiętasz, i czym — syn człowieczy, że się nim
zajmujesz?” — pyta Psalmista (Ps 8, 5). W obliczu bezmiaru wszechświata
człowiek wydaje się istotą niewiele znaczącą, ale właśnie ten kontrast
uwypukla jego wielkość: „Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot
niebieskich [można także tłumaczyć: niewiele mniejszym od Boga], chwałą i
czcią go uwieńczyłeś” (Ps 8, 6). Chwała Boża jaśnieje na obliczu
człowieka. W nim Stwórca znajduje odpoczynek, jak pisze ze wzruszeniem i
zdumieniem św. Ambroży: „Zapadł zmierzch szóstego dnia i stworzenie świata
zakończyło się ukształtowaniem tego arcydzieła, jakim jest człowiek, który
sprawuje władzę nad wszystkimi istotami żywymi i jest jakby zwieńczeniem
wszechświata, najpiękniejszą spośród wszystkich istot stworzonych.
Prawdziwie, powinniśmy zachować pełne bojaźni milczenie, ponieważ Pan
odpoczął po wszystkich ziemskich pracach. Spoczął następnie we wnętrzu
człowieka, spoczął w jego umyśle i w jego myślach, stworzył przecież
człowieka jako istotę rozumną, zdolną Go naśladować, wzorującą się na Jego
cnotach, spragnioną niebiańskich łask. W tych cechach człowieka
zamieszkuje Bóg, który powiedział: «Ja patrzę na tego, który jest biedny i
zgnębiony na duchu, i który z drżeniem czci moje słowo» (Iz 66, 2).
Dziękuję Panu Bogu naszemu za to, że stworzył tak cudowne dzieło, w którym
może znaleźć odpocznienie”26.
36.
Niestety, wspaniały zamysł Boży zostaje przyćmiony przez grzech, który
wdziera się w ludzkie dzieje. Przez grzech człowiek buntuje się przeciw
Stwórcy, co prowadzi go do bałwochwalczej czci stworzenia: „stworzeniu
oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy” (Rz 1, 25). W ten
sposób człowiek nie tylko oszpeca obraz Boży w samym sobie, ale doznaje
pokusy, aby zniekształcić go także w innych, wprowadzając w miejsce
wzajemnej komunii nieufność, obojętność i wrogość, która posuwa się nawet
do zabójczej nienawiści. Kto nie uznaje Boga jako Boga, sprzeniewierza się
głębokiemu pojęciu człowieka i narusza komunię między ludźmi.
Obraz Boży
zajaśniał na nowo w życiu człowieka i objawił się w całej pełni wraz z
przyjściem na świat w ludzkim ciele Syna Bożego: „On jest obrazem Boga
niewidzialnego” (Kol 1, 15), „odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego
istoty” (Hbr 1, 3). On jest doskonałym obrazem Ojca.
Zamysł życia,
powierzony pierwszemu człowiekowi — Adamowi, ostatecznie znajduje
wypełnienie w Chrystusie. Podczas gdy nieposłuszeństwo Adama niszczy i
zniekształca zamysł Boży wobec ludzkiego życia i wprowadza na świat
śmierć, odkupieńcze posłuszeństwo Chrystusa jest źródłem łaski, która
rozlewa się na ludzi, otwierając wszystkim na oścież bramy królestwa życia
(por. Rz 5, 12-21). Apostoł Paweł pisze: „Stał się pierwszy człowiek,
Adam, duszą żyjącą, a ostatni Adam duchem ożywiającym” (1 Kor 15, 45).
Tym, którzy
godzą się pójść za Chrystusem, zostaje ofiarowana pełnia życia: obraz Boży
zostaje w nich przywrócony, odnowiony i doprowadzony do doskonałości. Taki
jest zamysł Boży wobec ludzi, „by się stali na wzór obrazu Jego Syna” (Rz
8, 29). Tylko w ten sposób, w blasku tego obrazu, człowiek może dostąpić
wyzwolenia z niewoli bałwochwalstwa, odbudować zerwane więzi braterstwa i
odnaleźć własną tożsamość.
„Każdy, kto
żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki” (J 11, 26): dar życia wiecznego
37.
Życia, które Syn Boży przyniósł ludziom, nie można sprowadzić wyłącznie do
istnienia w czasie. Życie, które odwiecznie istnieje „w Nim” i jest
„światłością ludzi” (J 1, 4), polega na tym, że człowiek zostaje zrodzony
przez Boga, aby mieć udział w pełni jego miłości: „Wszystkim tym jednak,
którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy
wierzą w imię Jego — którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli
męża, ale z Boga się narodzili” (J 1, 12-13).
Sam Jezus
nazywa niekiedy to życie, które przyniósł w darze, po prostu „życiem”;
ukazuje przy tym, że zrodzenie przez Boga jest niezbędne, aby człowiek
mógł osiągnąć cel, dla którego stworzył go Bóg: „powiadam ci, jeśli się
ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego” (J 3, 3).
Dar tego życia stanowi właściwy przedmiot misji Jezusa: On jest Tym,
„który z nieba zstępuje i życie daje światu” (J 6, 33), może zatem głosić
zgodnie z prawdą: „Kto idzie za Mną (...) będzie miał światło życia” (J 8,
12).
Przy innych
okazjach Jezus mówi o „życiu wiecznym”, przy czym przymiotnik nie oznacza
tu tylko wymiaru ponadczasowego. Życie, które Jezus obiecuje i daje, jest
„wieczne”, bo jest pełnią uczestnictwa w życiu „Wiekuistego”. Każdy, kto
wierzy w Jezusa i zostaje włączony w komunię z Nim, ma życie wieczne (por.
J 3, 15; 6, 40), bo od Niego słyszy jedyne słowa, które objawiają mu
pełnię życia i wnoszą ją w jego egzystencję; są to „słowa życia
wiecznego”, jak stwierdza Piotr w swoim wyznaniu wiary: „Panie, do kogóż
pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego, a myśmy uwierzyli i poznali, że
Ty jesteś Świętym Boga” (J 6, 68-69). Sam Jezus natomiast ukazuje, na czym
polega życie wieczne, zwracając się do Ojca w swej modlitwie
arcykapłańskiej: „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego
prawdziwego Boga oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17, 3).
Poznać Boga i Jego Syna znaczy przyjąć tajemnicę komunii miłości Ojca,
Syna i Ducha Świętego we własnym życiu, które już teraz otwiera się na
życie wieczne przez uczestnictwo w życiu Bożym.
38.
Życie wieczne jest zatem życiem samego Boga i zarazem życiem synów Bożych.
Wobec tej nieoczekiwanej i nieogarnionej prawdy, która przychodzi do nas
od Boga w Chrystusie, reakcją wierzącego musi być nie słabnące zdumienie i
bezgraniczna wdzięczność. Człowiek wierzący powtarza wówczas za apostołem
Janem: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani
dziećmi Bożymi, i rzeczywiście nimi jesteśmy. (...) Umiłowani, obecnie
jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy.
Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim,
jakim jest” (1 J 3, 1-2).
W ten sposób
osiąga swój szczyt chrześcijańska prawda a życiu. Godność życia nie wynika
jedynie z jego źródeł, czyli z faktu, że pochodzi ono od Boga, ale także z
jego celu, z jego przeznaczenia do komunii z Bogiem przez poznanie Go i
umiłowanie. Właśnie w świetle tej prawdy św. Ireneusz uściśla i uzupełnia
swoją pochwałę człowieka: tak, „człowiek żyjący” jest „chwałą Bożą”, ale
„życie człowieka to oglądanie Boga”27
Wynikają stąd
bezpośrednie konsekwencje dla życia człowieka nawet w jego ziemskiej
kondycji, w której już zakiełkowało i wzrasta życie wieczne. Jeśli
człowiek instynktownie miłuje życie, bo jest ono dobrem, to miłość taka
znajduje ostateczne uzasadnienie i moc, rozszerza się i pogłębia w Boskich
wymiarach tego dobra. W podobnej perspektywie miłość do życia, jaką ma
każda istota ludzka, nie ogranicza się do zwykłego szukania przestrzeni
pozwalającej na realizowanie siebie i na nawiązanie stosunków z innymi,
ale rozwija się w radosnym przeświadczeniu, że można uczynić z własnej
egzystencji „miejsce” objawienia się Boga, spotkania i komunii z Nim.
Życie, którym obdarza nas Jezus, nie pozbawia wartości naszej doczesnej
egzystencji, ale ją ogarnia i prowadzi ku jej ostatecznemu przeznaczeniu:
„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. (...) Każdy, kto żyje i wierzy we
Mnie, nie umrze na wieki” (J 11, 25-26).
„Upomnę się
(...) u każdego o życie brała” (Rdz 9, 5): cześć i miłość wobec każdego
ludzkiego życia
39.
Życie człowieka pochodzi od Boga, jest Jego darem, Jego obrazem i
odbiciem, udziałem w Jego ożywczym tchnieniu. Dlatego Bóg jest jedynym
Panem tego życia: człowiek nie może nim rozporządzać. Bóg sam przypomina o
tym Noemu po potopie: „Upomnę się też u człowieka o życie człowieka i u
każdego — o życie brata” (Rdz 9, 5). Autor tekstu biblijnego stara się w
tym miejscu podkreślić, że fundamentem świętości życia jest Bóg i Jego
działanie stwórcze: „bo człowiek został stworzony na obraz Boga” (Rdz 9,
6).
Życie i
śmierć człowieka są zatem w ręku Boga, w Jego mocy: „w Jego ręku —
tchnienie życia i dusza każdego człowieka”, woła Hiob (12, 10). „To Pan
daje śmierć i życie, wtrąca do Szeolu i zeń wyprowadza” (1 Sm 2, 6). Tylko
Bóg może powiedzieć: „Ja zabijam i Ja sam ożywiam” (Pwt 32, 39).
Ta władza
sprawowana przez Boga nie jest jednak zagrażającą samowolą, ale opiekuńczą
i pełną miłości troską, którą otacza On swoje stworzenia. To prawda, że
życie człowieka jest w ręku Boga, ale prawdą jest też, że są to ręce
miłujące, podobne dłoniom matki, która tuli, karmi i pielęgnuje swoje
dziecko: „wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej
matki, jak niemowlę — tak we mnie jest moja dusza” (Ps 131 [130], 2; por.
Iz 49, 15; 66, 12-13; Oz 11, 4). Tak więc Izrael nie patrzy na dzieje
narodów i ludzi jako na owoc czystego przypadku albo ślepego losu, ale
widzi w nich realizację zamysłu miłości, zgodnie z którym Bóg gromadzi
wszystkie moce życia i przeciwstawia je siłom zła zrodzonym z grzechu: „Bo
śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył
bowiem wszystko po to, aby było” (Mdr 1, 13-14).
40. Z
prawdy o świętości życia wynika zasada jego nienaruszalności, wpisana od
początku w serce człowieka, w jego sumienie. Pytanie: „Cóżeś uczynił?”
(Rdz 4, 10), które Bóg zadał Kainowi, gdy ten zabił swego brata Abla,
wyraża doświadczenie każdego człowieka: głos przemawiający w głębi jego
sumienia przypomina mu zawsze o nienaruszalności życia — własnego i innych
— jako rzeczywistości, która do niego nie należy, bo jest własnością i
darem Boga, Stwórcy i Ojca.
Przykazanie
mówiące o nienaruszalności ludzkiego życia rozbrzmiewa pośród „dziesięciu
słów” przymierza synajskiego (por. Wj 34, 28). Zakazuje przede wszystkim
zabójstwa: „Nie będziesz zabijał” (Wj 20, 13); „nie wydasz wyroku śmierci
na niewinnego i sprawiedliwego” (Wj 23, 7); ale zabrania także — jak to
precyzuje późniejsze prawodawstwo Izraela — zranienia w jakikolwiek sposób
ciała bliźniego (por. Wj 21, 12-27). Trzeba oczywiście przyznać, że w
Starym Testamencie ta wrażliwość na wartość życia, choć już tak wyraźna,
nie ma jeszcze owej subtelności, wyrażonej w Kazaniu na Górze, czego
świadectwem są niektóre aspekty prawodawstwa wówczas obowiązującego, które
przewidywało dotkliwe kary cielesne, a nawet karę śmierci. Lecz to ogólne
przesłanie, które zostanie udoskonalone przez Nowy Testament, jest
stanowczym wezwaniem do uszanowania zasady nienaruszalności życia
fizycznego i integralności osobistej, zaś jego punktem kulminacyjnym jest
pozytywne przykazanie, które każe poczuwać się do odpowiedzialności za
bliźniego jak za siebie samego: „będziesz miłował bliźniego jak siebie
samego” (Kpł 19, 18).
41.
Przykazanie „nie zabijaj”, zawarte w pozytywnym przykazaniu miłości
bliźniego i przez nie pogłębione, zostaje potwierdzone w całej swej mocy
przez Pana Jezusa. Na pytanie bogatego młodzieńca: „Nauczycielu, co
dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?”, Jezus odpowiada: „jeśli
chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania” (Mt 19, 16. 17). I jako
pierwsze z nich wymienia przykazanie „nie zabijaj” (w. 18). W Kazaniu na
Górze Jezus żąda od swoich uczniów sprawiedliwości doskonalszej niż
sprawiedliwość uczonych w piśmie i faryzeuszów, także w dziedzinie
poszanowania życia: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!;
a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy,
kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi” (Mt 5, 21-22).
Przez swoje
słowa i czyny Jezus jeszcze wyraźniej ukazuje pozytywne wymogi przykazania
dotyczącego nienaruszalności życia. Można je odnaleźć już w Starym
Testamencie, którego prawodawstwo starało się chronić życie w chwilach
słabości i zagrożenia, otaczając opieką cudzoziemców, wdowy, sieroty,
chorych, wszelkiego rodzaju ubogich oraz życie nie narodzonych (por. Wj
21, 22; 22, 20-26). Dzięki Jezusowi te pozytywne wymogi zyskują nową
żywotność i rozmach, ukazując cały swój zasięg i głębię: obejmują nie
tylko troskę o życie brata (krewnego, członka tego samego narodu czy
cudzoziemca mieszkającego w kraju Izraela), ale także odpowiedzialność za
obcych, a nawet miłość nieprzyjaciół.
Żaden
człowiek nie jest obcy dla tego, kto powinien być bliźnim wszystkich
potrzebujących i poczuwać się do odpowiedzialności za ich życie, jak
naucza wymowna i przekonująca przypowieść o dobrym Samarytaninie (por. Łk
10, 25-37). Nawet wróg przestaje być wrogiem dla tego, kto ma obowiązek go
kochać (por. Mt 5, 38-48; Łk 6, 27-35) i „czynić mu dobro” (por. Łk 6, 27.
33. 35), zaspokajając gorliwie i bezinteresownie jego życiowe potrzeby
(por. Łk 6, 34-35). Szczytem tej miłości jest modlitwa za nieprzyjaciół,
która współbrzmi z przewidującą miłością Boga: „A Ja wam powiadam:
Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was
prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie;
ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On
zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5, 44-45; por. Łk
6, 28. 35).
Tak więc
najgłębszym wymiarem Bożego przykazania, chroniącego życie człowieka, jest
wymóg okazywania czci i miłości każdej osobie i jej życiu. Takie pouczenie
kieruje do chrześcijan Rzymu apostoł Paweł, nawiązując do słów Jezusa
(por. Mt 19, 17-18): „Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie
kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne — streszczają się w tym nakazie:
Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość nie wyrządza zła
bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13,
9-10).
„Bądźcie
płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie
poddaną” (Rdz 2, 28): odpowiedzialność człowieka za życie
42.
Bronić życia i umacniać je, czcić je i kochać — oto zadanie, które Bóg
powierza każdemu człowiekowi, powołując go — jako swój żywy obraz — do
udziału w Jego panowaniu nad światem: „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc
do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i
uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad
ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi»”
(Rdz 1, 28).
Tekst
biblijny ukazuje w pełnym świetle rozległość i głębię panowania, jakim Bóg
obdarza człowieka. Chodzi nade wszystko o panowanie nad ziemia i każdą
istotą żyjącą, jak przypomina Księga Mądrości: „Boże przodków i Panie
miłosierdzia, (...) w Mądrości swojej stworzyłeś człowieka, by panował nad
stworzeniami, co przez Ciebie się stały, by władał światem w świętości i
sprawiedliwości” (9, 1-3). Także Psalmista opiewa panowanie człowieka jako
znak chwały i godności nadanej mu przez Stwórcę: „Obdarzyłeś go władzą nad
dziełami rąk Twoich; złożyłeś wszystko pod jego stopy: owce i bydło
wszelakie, a nadto i polne stada, ptactwo powietrzne oraz ryby morskie,
wszystko, co szlaki mórz przemierza” (Ps 8, 7-9).
Człowiek
został powołany, aby uprawiać ogród ziemi i strzec go (por. Rdz 2, 15),
jest zatem w szczególny sposób odpowiedzialny za środowisko życia, to
znaczy za rzeczywistość stworzoną, która z woli Boga ma służyć jego
osobowej godności i jego życiu: odpowiedzialny nie tylko wobec obecnej
epoki, ale i przyszłych pokoleń. Na tym polega kwestia ekologiczna z
wszystkimi jej aspektami — od ochrony naturalnych „habitatów” różnych
gatunków zwierząt i form życia po „ekologię człowieka” w ścisłym sensie28;
drogę do jej rozwiązania, szanującego to wielkie dobro, jakim jest życie,
każde życie, wskazują zasady etyczne, jasno i stanowczo sformułowane na
stronicach Biblii. W istocie, „panowanie, przekazane przez Stwórcę
człowiekowi, nie oznacza władzy absolutnej, nie może też być mowy o
wolności «używania» lub dowolnego dysponowania rzeczami. Ograniczenie
nałożone od początku na człowieka przez samego Stwórcę i wyrażone w sposób
symboliczny w zakazie «spożywania owocu drzewa» (por. Rdz 2, 16-17) jasno
ukazuje, że w odniesieniu do widzialnej natury jesteśmy poddani nie tylko
prawom biologicznym, ale także moralnym, których nie można bezkarnie
przekraczać”29.
43.
Pewien udział człowieka w panowaniu Boga ujawnia się także w szczególnej
odpowiedzialności, jaka została mu powierzona w odniesieniu do życia
prawdziwie ludzkiego. Najwznioślejszym przejawem tej odpowiedzialności
jest przekazywanie życia przez akt zrodzenia, dokonany przez mężczyznę i
kobietę w małżeństwie, jak przypomina nam Sobór Watykański II: „Bóg sam to
powiedział: «Nie jest dobrze człowiekowi być samemu» (Rdz 2, 18), i
«uczynił człowieka od początku jako mężczyznę i niewiastę» (Mt 19, 14),
chcąc dać mu pewne specjalne uczestnictwo w swoim własnym dziele
stwórczym, pobłogosławił mężczyźnie i kobiecie mówiąc: «bądźcie płodni i
rozmnażajcie się» (Rdz 1, 28)”30.
Mówiąc o
„pewnym specjalnym uczestnictwie” mężczyzny i kobiety w „stwórczym dziele”
Boga, Sobór pragnie podkreślić, że zrodzenie dziecka jest wydarzeniem
głęboko ludzkim i wysoce religijnym, gdyż angażuje małżonków, tworzących
„jedno ciało” (por. Rdz 2, 24), a zarazem Boga samego, który jest obecny.
Jak napisałem w Liście do Rodzin, „gdy z małżeńskiej jedności dwojga rodzi
się nowy człowiek, to przynosi on z sobą na świat szczególny obraz i
podobieństwo Boga samego: w biologię rodzenia wpisana jest genealogia
osoby. Jeśli mówimy, że małżonkowie jako rodzice są współpracownikami
Boga-Stwórcy w poczęciu i zrodzeniu nowego człowieka, to sformułowaniem
tym nie wskazujemy tylko na prawa biologii, ale na to, że w ludzkim
rodzicielstwie sam Bóg jest obecny — obecny w inny jeszcze sposób niż to
ma miejsce w każdym innym rodzeniu w świecie widzialnym, «na ziemi».
Przecież od Niego tylko może pochodzić «obraz i podobieństwo», które jest
właściwe istocie ludzkiej, tak jak przy stworzeniu. Rodzenie jest
kontynuacją stworzenia”31.
Taką naukę
przekazuje prostym i wymownym językiem biblijnym tekst, który przytacza
radosny okrzyk pierwszej kobiety, „matki wszystkich żyjących” (por. Rdz 3,
20). Ewa, świadoma Bożej interwencji, woła: „Otrzymałam mężczyznę od Pana”
(Rdz 4, 1). Tak więc w akcie rodzenia, w którym rodzice przekazują życie
dziecku, zostaje też przekazany — dzięki stworzeniu nieśmiertelnej duszy32
— obraz i podobieństwo samego Boga. Taki jest sens słów, które
rozpoczynają „rodowód potomków Adama”: „Gdy Bóg stworzył człowieka, na
podobieństwo Boga stworzył go; stworzył mężczyznę i niewiastę,
pobłogosławił ich i dał im nazwę «ludzie», wtedy gdy ich stworzył. Gdy
Adam miał sto trzydzieści lat, urodził mu się syn, podobny do niego jako
jego obraz, i dał mu na imię Set” (Rdz 5, 1-3). Właśnie ta rola
współpracowników Boga przekazującego swój obraz nowej istocie stanowi o
wielkości małżonków, gotowych „współdziałać z miłością Stwórcy i
Zbawiciela, który przez nich wciąż powiększa i wzbogaca swoją rodzinę”33.
Zgodnie z tą wizją biskup Amfiloch wywyższał wartość „świętego małżeństwa,
wybranego i wyniesionego ponad wszystkie ziemskie dary” jako wspólnoty,
która „rodzi człowieczeństwo i tworzy obrazy Boże”34.
Tak więc
mężczyzna i kobieta zjednoczeni w małżeństwie zostają włączeni w Boże
dzieło: poprzez akt zrodzenia dar Boży zostaje przyjęty i nowe życie
otwiera się na przyszłość.
Niezależnie
jednak od specyficznej misji rodziców, zadanie opieki nad życiem i
służenie mu spoczywa na wszystkich, zwłaszcza w sytuacjach, gdy życie jest
szczególnie słabe i bezbronne. Przypomina nam o tym sam Chrystus, żądając,
byśmy Go kochali w braciach dotkniętych przez wszelkiego rodzaju
cierpienie: w głodnych, spragnionych i cudzoziemcach, w nagich, chorych,
uwięzionych... To, co czynimy jednemu z nich, czynimy samemu Chrystusowi
(por. Mt 25, 31-46).
„Ty bowiem
utworzyłeś moje nerki” (Ps 139 [138], 13): godność dziecka jeszcze nie
narodzonego
44.
Życie ludzkie jest szczególnie słabe i kruche, kiedy przychodzi na świat
oraz kiedy opuszcza doczesność, aby osiągnąć wieczność. Słowo Boże
wielokrotnie wzywa do otoczenia życia opieką i szacunkiem, zwłaszcza życia
naznaczonego przez chorobę i starość. Jeżeli brak w Biblii bezpośrednich i
jednoznacznych wezwań do ochrony życia u jego początków, zwłaszcza przed
narodzeniem, podobnie zresztą jak w obliczu bliskiego już kresu, można to
łatwo wyjaśnić faktem, że nawet sama możliwość działania przeciw życiu,
napaści na nie lub wręcz odebrania życia w takich okolicznościach nie
mieściła się w pojęciach religijnych i kulturowych Ludu Bożego.
Lud Starego
Testamentu bał się bezpłodności jako przekleństwa, zaś liczne potomstwo
uważał za błogosławieństwo: „Oto synowie są darem Pana, a owoc łona
nagrodą” (Ps 127 [126], 3; por. Ps 128 [127], 3-4). To przekonanie wynika
między innymi ze świadomości, że Izrael jest ludem Przymierza, powołanym,
aby się rozmnażać zgodnie z obietnicą daną Abrahamowi: „Spójrz w niebo i
policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić; (...) Tak liczne będzie twoje
potomstwo” (Rdz 15, 5). Przede wszystkim jednak do głosu dochodzi tu
przeświadczenie, że życie przekazywane przez rodziców ma źródło w Bogu,
czego świadectwo można znaleźć na wielu stronicach Biblii, które ze czcią
i miłością mówią o poczęciu, o kształtowaniu się życia w łonie matki, o
narodzinach i o ścisłej więzi, jaka zachodzi między pierwszą chwilą
istnienia a działaniem Boga Stwórcy.
„Zanim
ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat,
poświęciłem cię” (Jr 1, 5): życie każdego człowieka od samego początku
przebiega zgodnie z Bożym zamysłem. Hiob, pogrążony w cierpieniu, oddaje
się kontemplacji działania Bożego, które dostrzega w przedziwnym procesie
kształtowania się swego ciała w łonie matki, i to pozwala mu zachować
ufność oraz wyrazić pewność, że istnieje Boży plan wobec jego życia: „Twe
ręce ukształtowały mnie, uczyniły: opuszczonego dokoła chcesz zniszczyć?
Wspomnij, żeś mnie ulepił z gliny: i chcesz mnie obrócić w proch? Czy mnie
nie zlałeś jak mleko, czyż zsiąść się nie dałeś jak serowi? Odziałeś mnie
skórą i ciałem i spiąłeś żyłami i kośćmi, darzyłeś miłością, bogactwem,
troskliwość Twa strzegła mi ducha” (10, 8-12). Także niektóre psalmy
wyrażają pełne czci zdumienie działaniem Boga, który kształtuje życie
człowieka w łonie matki35.
Czyż jest to
do pomyślenia, by choćby przez chwilę ten cudowny proces rodzenia się
życia nie podlegał mądremu i miłującemu działaniu Stwórcy i był wydany na
łaskę ludzkiej samowoli? Z pewnością nie sądzi tak matka siedmiu braci,
która wyraża swą wiarę w Boga jako źródło i rękojmię życia od chwili
poczęcia, a zarazem fundament nadziei na nowe życie po śmierci: „Nie wiem,
w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i
życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata bowiem,
który ukształtował człowieka i wynalazł początek wszechrzeczy, w swojej
litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego, że wy gardzicie sobą
teraz dla Jego praw” (2 Mch 7, 22-23).
45.
Objawienie Nowego Testamentu potwierdza bezwarunkowe uznanie wartości
życia od chwili poczęcia. Gdy Elżbieta staje się brzemienną, wypowiada swą
radość słowami, które wyrażają pochwałę płodności i pełne troski
oczekiwanie na nowe życie: „Pan (...) wejrzał łaskawie i zdjął ze mnie
hańbę” (Łk 1, 25). Jednakże wartość osoby od chwili jej poczęcia zostaje
jeszcze mocniej podkreślona w spotkaniu Maryi Dziewicy i Elżbiety, a
zarazem dwojga dzieci, ukrytych w łonie matek. To właśnie one — dzieci —
obwieszczają nadejście ery mesjańskiej: w chwili spotkania zaczyna działać
odkupieńcza moc obecności Syna Bożego wśród ludzi. „Natychmiast — pisze
św. Ambroży — stają się odczuwalne dobrodziejstwa, jakie płyną z przybycia
Maryi i z obecności Pana. (...) Elżbieta jako pierwsza usłyszała głos, ale
Jan pierwszy odczuł działanie łaski; ona usłyszała w porządku natury, on
rozradował się ze względu na tajemnicę; ona usłyszała nadchodzącą Maryję,
on zaś Chrystusa; niewiasta spostrzegła przybycie Niewiasty, a dziecię
przybycie Dziecięcia. One rozmawiają o otrzymanych łaskach, oni zaś,
pozostając w łonach swych matek, urzeczywistniają łaskę i tajemnicę
miłosierdzia dla dobra samych matek, tak że na mocy podwójnego cudu
prorokują one pod natchnieniem synów, których noszą w łonie. O synu jest
powiedziane, że się rozradował, a o matce, że została napełniona Duchem
Świętym. To nie matka była pierwsza napełniona Duchem, ale Syn, pełen
Ducha. Świętego, napełnił także matkę”36.
„Ufałem,
nawet gdy mówiłem: «jestem w wielkim ucisku»” (Ps 116 [115], 10): życie w
starości i cierpieniu
46.
Również jeśli chodzi o ostatnie chwile życia, byłoby anachronizmem
szukanie w Objawieniu biblijnym treści bezpośrednio związanych z aktualną
problematyką dotyczącą poszanowania osób starszych i chorych czy wyraźnego
potępienia prób spowodowania przemocą ich przedwczesnej śmierci:
znajdujemy się bowiem w kontekście kulturowym i religijnym, w którym tego
rodzaju pokusy nie są znane, a przeciwnie, w osobie starca, z uwagi na
jego mądrość i doświadczenie, dostrzega się niezastąpione bogactwo dla
rodziny i społeczeństwa.
Starość
cieszy się poważaniem i jest otoczona czcią, (por. 2 Mch 6, 23).
Sprawiedliwy nie prosi o uwolnienie od starości i od jej ciężaru,
przeciwnie, modli się słowami: „Ty bowiem, mój Boże, jesteś moją nadzieją,
Panie, ufności moja od moich lat młodych! (...) Lecz i w starości, w wieku
sędziwym nie opuszczaj mnie, Boże, gdy [moc] Twego ramienia głosić będę,
całemu przyszłemu pokoleniu — Twą potęgę” (Ps 71 [70], 5. 18). Era
mesjańska jest przedstawiana jako czas, kiedy „nie będzie już (...)
starca, który by nie dopełnił swych lat” (Iz 65, 20).
Jak jednak w
latach starości stawić czoło nieuchronnemu schyłkowi życia? Jaką postawę
przyjąć w obliczu śmierci? Człowiek wierzący wie, że jego życie jest w
ręku Boga: „Ty, Panie, mój los zabezpieczasz” (por. Ps 16 [15], 5) i godzi
się przyjąć od Niego także śmierć: „Taki jest wyrok wydany przez Pana na
wszelkie ciało: i po co odrzucać to, co się podoba Najwyższemu?” (Syr 41,
4). Człowiek nie jest panem śmierci, tak jak nie jest panem życia; w życiu
i w śmierci musi zawierzyć się całkowicie „woli Najwyższego”, zamysłowi
Jego miłości.
Także w
czasie choroby człowiek zostaje powołany, aby okazać podobne zawierzenie
Panu i odbudować w sobie głębokie zaufanie do Tego, który „leczy wszystkie
(...) niemoce” (Ps 103 [102], 3). Kiedy człowiekowi wydaje się, że nie ma
już szans na odzyskanie zdrowia — tak że chciałby zawołać: „Dni moje są
podobne do wydłużonego cienia, a ja usycham jak trawa” (Ps 102 [101], 12)
— nawet wówczas wierzący jest pełen niezłomnej ufności w ożywiającą moc
Boga. Choroba nie pogrąża go w rozpaczy i nie każe mu szukać śmierci, ale
raczej wołać z nadzieją: „Ufałem, nawet gdy mówiłem: «Jestem w wielkim
ucisku»” (Ps 116 [115], 10); „Panie, mój Boże, do Ciebie wołałem, a Tyś
mnie uzdrowił. Panie, dobyłeś mnie z Szeolu, przywróciłeś mnie do życia
spośród schodzących do grobu” (Ps 30 [29], 3-4).
47.
Misja Jezusa i liczne dokonane przezeń uzdrowienia pokazują, jak bardzo
Bóg troszczy się także o cielesne życie człowieka. Jako „lekarz ciała i
ducha”37, Jezus został posłany przez Ojca, aby głosił dobrą nowinę ubogim
i opatrywał rany serc złamanych (por. Łk 4, 18; Iz 61, 1). Z kolei On sam,
rozsyłając w świat swoich uczniów, powierza im misję, w której głoszenie
Ewangelii łączy się z uzdrawianiem chorych: „Idźcie i głoście: «Bliskie
już jest królestwo niebieskie». Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie
umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy !” (Mt 10, 7-8;
por. Mk 6, 13; 16, 18).
Życie
cielesne w swojej ziemskiej kondycji bez wątpienia nie jest dla wierzącego
wartością absolutną, tak że może on zostać wezwany, aby je porzucić dla
wyższego dobra; jak mówi Jezus, „kto chce zachować swoje życie, straci je;
a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (Mk 8, 35).
Liczne są w tej materii świadectwa Nowego Testamentu. Jezus nie waha się
poświęcić samego siebie i dobrowolnie składa własne życie w ofierze Ojcu i
za swoich przyjaciół (por. J 10, 15-17). Także śmierć Jana Chrzciciela,
przygotowującego nadejście Zbawiciela poświadcza, że życie ziemskie nie
jest dobrem absolutnym: ważniejsza od niego jest wierność słowu Bożemu,
nawet wówczas, gdy może kosztować życie (por. Mk 6, 17-19). Szczepan zaś —
kiedy mają odebrać mu doczesne życie, gdyż świadczył wiernie o
zmartwychwstaniu Chrystusa — naśladuje Mistrza i wychodzi na spotkanie
swoich oprawców ze słowami przebaczenia (por. Dz 7, 59-60), otwierając
drogę nieprzeliczonej rzeszy męczenników, od początku otoczonych czcią
Kościoła.
Żaden
człowiek nie może jednak samowolnie decydować o tym, czy ma żyć, czy
umrzeć; jedynym i absolutnym Panem, władnym podjąć taką decyzję, jest
Stwórca — Ten, w którym „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28).
„Wszyscy,
którzy się go trzymają, żyć będą” (Ba 4, 1): od prawa nadanego na Synaju
po dar Ducha Świętego
48.
Życie nosi w sobie niezatarty zapis swojej prawdy. Człowiek, przyjmując
dar Boży, powinien dążyć do zachowania życia w tej prawdzie, która należy
do samej istoty życia. Oderwać się od niej znaczy skazać samego siebie na
egzystencję pozbawioną znaczenia i nieszczęśliwą, a w konsekwencji stać
się wręcz zagrożeniem dla istnienia innych, jako że zostają zniesione
bariery, które gwarantują poszanowanie i obronę życia w każdej sytuacji.
Prawda życia
zostaje objawiona przez Boże przykazanie. Słowo Boże wskazuje konkretny
kierunek, w którym powinno zmierzać życie, aby uszanować swoją prawdę i
zachować godność. Nie tylko specjalne przykazanie „nie będziesz zabijał” (Wj
20, 13; Pwt 5, 17) zapewnia ochronę życia: całe Prawo Pańskie służy jego
ochronie, ponieważ objawia ową prawdę, w której życie odnajduje pełne
znaczenie.
Nic dziwnego
zatem, że Przymierze, jakie Bóg zawiera ze swoim ludem, jest tak mocno
związane z perspektywą życia, także w jego wymiarze cielesnym. Przykazanie
zostaje tu przedstawione jako droga życia: „Kładę dziś przed tobą życie i
szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga
twego, i chodzić jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy,
abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju,
który idziesz posiąść” (Pwt 30, 15-16). Chodzi tu nie tylko o ziemię
Kanaan i istnienie ludu Izraela, ale o świat dzisiejszy i przyszły oraz o
istnienie całej ludzkości. Jest to bowiem absolutnie niemożliwe, aby życie
zachowało swój autentyzm i pełnię, odrywając się od dobra; dobro zaś
należy do samej istoty przykazań Bożych, czyli „prawa życia” (por. Syr 17,
11). Dobro, które należy czynić, nie zostaje narzucone życiu niczym
przytłaczający je ciężar, ale to ono właśnie stanowi istotną rację życia,
które można budować wyłącznie poprzez czynienie dobra.
Tak więc
Prawo jako całość w pełni chroni życie człowieka. Tłumaczy to, dlaczego
tak trudno jest dochować wierności przykazaniu „nie zabijaj”, jeśli nie
przestrzega się innych „słów życia” (por. Dz 7, 38), z którymi jest
związane to przykazanie. Wyrwane z tej perspektywy, staje się ono
ostatecznie tylko zwykłym zewnętrznym zakazem, zaś człowiek rychło zaczyna
się doszukiwać jego ograniczeń, sposobów złagodzenia go i uchylenia w
wyjątkowych sytuacjach. Tylko wówczas, gdy otwiera się na pełnię prawdy o
Bogu, o człowieku i o historii, przykazanie „nie zabijaj” odzyskuje swój
pełny blask jako dobro dla człowieka we wszystkich jego wymiarach i
relacjach. W tej perspektywie możemy dostrzec pełnię prawdy zawartej w
słowach Księgi Powtórzonego Prawa, przywołanych przez Jezusa jako
odpowiedź na pierwsze kuszenie na pustyni: „nie samym tylko chlebem żyje
człowiek, ale (...) wszystkim, co pochodzi z ust Pana” (8, 3; por. Mt 4,
4).
Słuchając
słowa Bożego, człowiek może żyć godnie i sprawiedliwie, przestrzegając
Prawa Bożego, człowiek może przynosić owoce życia i szczęścia: „Wszyscy,
którzy się go trzymają, żyć będą. Którzy je zaniedbują, pomrą” (Ba 4, 1).
49.
Dzieje Izraela ukazują, jak trudno jest dochować wierności prawu życia,
które Bóg wpisał w serca ludzi i powierzył ludowi Przymierza na górze
Synaj. Gdy niektórzy poszukiwali wizji życia niezgodnych z Bożym planem,
przede wszystkim Prorocy przypominali z mocą, że tylko Bóg jest prawdziwym
źródłem życia. Czytamy zatem u Jeremiasza: „podwójne zło popełnił mój
naród: opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny,
cysterny popękane, które nie utrzymują wody” (2, 13). Prorocy oskarżają
tych, którzy gardzą życiem i łamią prawa osoby: „w prochu ziemi depcą
głowy biednych” (Am 2, 7); „napełnili to miejsce krwią niewinnych” (Jr 19,
4). Prorok Ezechiel wielokrotnie piętnuje za to Jerozolimę, nazywając ją
„krwawym miastem” (por. 22, 2; 24, 6. 9) i „miastem, które przelewa własną
krew” (por. 22, 3).
Demaskując
przestępstwa przeciw życiu, Prorocy starali się przede wszystkim wzbudzić
oczekiwanie na nową zasadę życia, zdolną położyć fundamenty pod odnowioną
więź z Bogiem i braćmi, otwierając nieznane dotąd i niezwykłe możliwości
zrozumienia i realizacji wszystkich wymogów Ewangelii życia. Stanie się to
możliwe wyłącznie dzięki darowi Bożemu, który oczyszcza i odnawia:
„pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od
wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe i
ducha nowego tchnę do waszego wnętrza” (Ez 36, 25-26; por. Jr 31, 31-34).
To „serce nowe” pozwala zrozumieć i urzeczywistnić najprawdziwszy i
najgłębszy sens życia: jest nim dar, który się spełnia w dawaniu siebie.
To wzniosłe orędzie o wartości życia wyraża biblijna postać Sługi
Pańskiego: „Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo,
dni swe przedłuży (...). Po udrękach swej duszy, ujrzy światło” (Iz 53,
10-11).
Prawo
wypełnia się w życiu i działalności Jezusa z Nazaretu, zaś nowe serce
zostaje dane człowiekowi za pośrednictwem Jego Ducha. Jezus bowiem nie
odrzuca Prawa, ale doprowadza do jego wypełnienia: Prawo i Prorocy
mieszczą się w złotej regule wzajemnej miłości (por. Mt 7, 12). W Jezusie
Prawo staje się ostatecznie „ewangelią”, dobrą nowiną o Bożym panowaniu
nad światem, które sprowadza wszelkie istnienie na nowo do jego korzeni i
do pierwotnych perspektyw. Jest to Nowe Prawo, „prawo Ducha, który daje
życie w Chrystusie Jezusie” (Rz 8, 2), a jego podstawowym wyrazem, na wzór
Chrystusa oddającego życie za przyjaciół swoich (por. J 15, 13), jest dar
z siebie z miłości do braci: „My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do
życia, bo miłujemy braci” (1 J 3, 14). Jest to prawo wolności, radości i
szczęścia.
„Będą patrzeć
na Tego, którego przebili” (J 19, 37): na drzewie Krzyża wypełnia się
Ewangelia życia 50. Kończąc ten rozdział, poświęcony rozważaniu
chrześcijańskiego orędzia o życiu, chciałbym zatrzymać się na chwilę z
każdym z was, aby wspólnie kontemplować Tego, którego przebili i który
wszystkich przyciąga ku sobie (por. J 19, 37; 12, 32). Patrząc na
„widowisko” krzyża (Łk 23, 48), możemy dostrzec w tym chwalebnym drzewie
wypełnienie i pełne objawienie całej Ewangelii życia.
Wczesnym
popołudniem w Wielki Piątek „mrok ogarnął całą ziemię (...). Słońce się
zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek” (Łk 23, 44-45).
Jest to obraz wielkiego kosmicznego wstrząsu i nadludzkiego zmagania
między siłami dobra i siłami zła, między życiem i śmiercią. I my
znajdujemy się dziś w samym centrum dramatycznej walki między „kulturą
śmierci” i „kulturą życia”. Ale blask Krzyża nie zostaje przesłonięty
przez ten mrok — przeciwnie, na jego tle Krzyż jaśnieje jeszcze mocniej i
wyraźniej, jawi się jako centrum, sens i cel całej historii i każdego
ludzkiego życia.
Jezus zostaje
przybity do krzyża i wywyższony nad ziemię. Przeżywa chwile swej
największej „niemocy”, a Jego życie wydaje się całkowicie zdane na
szyderstwa przeciwników i przemoc oprawców: drwią z Niego, wyśmiewają Go i
znieważają (por. Mk 15, 24-36). Ale właśnie w obliczu tego wszystkiego,
„widząc, że w ten sposób oddał ducha”, rzymski setnik woła: „Prawdziwie,
ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15, 39). Tak więc tożsamość Syna Bożego
objawia się w chwili Jego skrajnej słabości: na Krzyżu ukazuje się Jego
chwała!
Przez swoją
śmierć Jezus rzuca światło na sens życia i śmierci każdej istoty ludzkiej.
Przed śmiercią modli się do Ojca o przebaczenie dla swoich prześladowców
(por. Łk 23, 34), zaś łotrowi, który prosi Go, by pamiętał o nim w swoim
królestwie, odpowiada: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w
raju” (Łk 23, 43). Po Jego śmierci „groby się otworzyły i wiele ciał
Świętych, którzy umarli, powstało” (Mt 27, 52). Zbawienie dokonane przez
Jezusa jest darem życia i zmartwychwstania. Przez całe swoje życie Jezus
obdarzał ludzi zbawieniem także przez to, że ich uzdrawiał i dobrze czynił
wszystkim (por. Dz 10, 38). Cuda zaś, uzdrowienia, a nawet wskrzeszenia
były znakiem innego zbawienia, polegającego na przebaczeniu grzechów,
czyli na uwolnieniu człowieka od najgłębszej choroby i wyniesieniu go do
życia samego Boga.
Na Krzyżu
odnawia się i dokonuje, zyskując pełną i ostateczną doskonałość, cud węża
wywyższonego przez Mojżesza na pustyni (por. J 3, 14-15; Lb 21, 8-9).
Także dzisiaj każdy człowiek zagrożony w swoim istnieniu może skierować
wzrok ku Temu, który został przebity, aby odnaleźć niezawodną nadzieję
wyzwolenia i odkupienia.
51.
Jest jeszcze jedno wydarzenie, które przyciąga moją uwagę i skłania mnie
do głębokiej kontemplacji. „A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Wykonało
się! I skłoniwszy głowę oddał ducha” (J 19, 30). Zaś jeden z rzymskich
żołnierzy „włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda” (J
19, 34).
Wszystko się
już wypełniło. Wyrażenie „oddał ducha” opisuje śmierć Jezusa, podobną do
śmierci każdego innego człowieka, ale wydaje się wskazywać także na „dar
Ducha”, przez który On wybawia nas od śmierci i otwiera na nowe życie.
Człowiek
otrzymuje udział w życiu samego Boga. Poprzez sakramenty Kościoła —
których symbolami są krew i woda wypływające z boku Chrystusa — to życie
jest nieustannie przekazywane synom Bożym, przez co stają się oni ludem
Nowego Przymierza. Z Krzyża — źródła życia — rodzi się i rozrasta „lud
życia”.
Kontemplacja
Krzyża prowadzi nas w ten sposób do najgłębszych korzeni tego, co się
wydarzyło. Jezus, który przychodząc na świat powiedział: „Oto idę, abym
spełniał, o Boże, wolę Twoją” (por. Hbr 10, 9), stał się we wszystkim
posłuszny Ojcu i „umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J
13, 1), oddając za nich bez reszty samego siebie.
On, który
„nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup
za wielu” (Mk 10, 45), osiąga na Krzyżu szczyt miłości: „nikt nie ma
większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”
(J 15, 13). On zaś umarł za nas, gdyśmy jeszcze byli grzesznikami (por. Rz
5, 8).
Tym samym
obwieszcza On, że życie osiąga swój szczyt, swój sens i swoją pełnię,
kiedy zostaje złożone w darze.
W tym miejscu
nasze rozważanie staje się uwielbieniem i dziękczynieniem, a zarazem
skłania nas do naśladowania Jezusa i pójścia za Nim (por. 1 P 2, 21).
Także i my
jesteśmy powołani, aby oddać życie za braci, urzeczywistniając w ten
sposób prawdziwy sens i przeznaczenie naszej egzystencji.
Jesteśmy do
tego zdolni, bo Ty, o Panie, dałeś nam przykład i przekazałeś nam moc
Twego Ducha. Zdołamy to uczynić, jeżeli każdego dnia, z Tobą i tak jak Ty,
będziemy posłusznie spełniać wolę Ojca.
Dozwól zatem,
byśmy umieli z sercem uległym i ofiarnym słuchać każdego słowa, które
wychodzi z ust Bożych: w ten sposób nauczymy się nie tylko „nie zabijać”
ludzkiego życia, ale będziemy też umieli je czcić, miłować i umacniać.
Rozdział III
Nie zabijaj
Święte prawo Boże
„Jeśli
chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania” (Mt 19, 17): ewangelia i
przykazanie
52. „A
oto podszedł do Niego pewien człowiek i zapytał: «Nauczycielu, co dobrego
mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?»” (Mt 19, 16). Jezus odpowiedział:
„jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania” (Mt 19, 17).
Nauczyciel mówi o życiu wiecznym, to znaczy o uczestnictwie w życiu samego
Boga. Droga do tego życia prowadzi przez zachowywanie przykazań Bożych, a
więc także przykazania „nie zabijaj”. Jest to pierwszy z zakazów Dekalogu,
które Jezus przypomina młodzieńcowi pytającemu Go, jakich przykazań ma
przestrzegać: „Jezus odpowiedział: «Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie
kradnij»” (Mt 19, 18).
Przykazania
Bożego nie można nigdy oddzielać od miłości Boga: zawsze jest darem, który
ma służyć rozwojowi człowieka i jego radości. Jako takie stanowi istotny
aspekt i nieodłączny element Ewangelii, więcej — samo jawi się jako
„ewangelia”, czyli dobra i radosna nowina. Także Ewangelia życia jest
wielkim darem Boga i zarazem zobowiązującym zadaniem dla człowieka. Budzi
podziw i wdzięczność wolnej osoby i domaga się od niej, by ją przyjęła,
chroniła i ceniła z żywym poczuciem odpowiedzialności: dając człowiekowi
życie, Bóg żąda, by człowiek to życie kochał, szanował i rozwijał. W ten
sposób dar staje się przykazaniem, a samo przykazanie jest darem.
Stwórca
chciał, aby człowiek, żywy obraz Boga, był królem i panem. „Bóg uczynił
człowieka — pisze św. Grzegorz z Nyssy — w taki sposób, aby mógł on
sprawować swą funkcję króla ziemi. (...) Człowiek został stworzony na
podobieństwo Tego, który rządzi wszechświatem. Wszystko to wskazuje, że od
samego początku jego natura nosi znamię królewskości. (...) Także człowiek
jest królem. Stworzony, aby panować nad światem, otrzymał podobieństwo do
króla wszechświata, jest żywym obrazem, który przez swoją godność
uczestniczy w doskonałości Boskiego wzoru”38. Człowiek — powołany, aby być
płodnym i rozmnażać się, by czynić sobie ziemię poddaną i panować nad
wszystkimi istotami niższymi od niego (por. Rdz 1, 28) — jest królem i
panem nie tylko rzeczy, ale także i przede wszystkim samego siebie39, a w
pewnym sensie życia, które zostało mu dane i które może przekazywać przez
dzieło rodzenia, wypełniane w miłości i z poszanowaniem dla zamysłu
Bożego. Nie jest to jednak panowanie absolutne, ale służebne — rzeczywisty
odblask jedynego i nieskończonego panowania Boga. Dlatego człowiek
powinien je wypełniać z mądrością i miłością, uczestnicząc w niezmierzonej
mądrości i miłości Boga. Dokonuje się to przez posłuszeństwo Jego świętemu
Prawu: posłuszeństwo wolne i radosne (por. Ps 119 [118]), którego źródłem
i pokarmem jest świadomość, że przykazania Pańskie są darem łaski,
powierzonym człowiekowi tylko i wyłącznie dla jego dobra, aby strzec jego
godności osobowej i prowadzić go do szczęścia.
Człowiek nie
jest absolutnym władcą i samowolnym sędzią rzeczy, a tym bardziej życia,
ale jest „sługą planu ustalonego przez Stwórcę”40 — i na tym polega jego
niezrównana wielkość.
Życie zostaje
powierzone człowiekowi jako skarb, którego nie wolno mu roztrwonić i jako
talent do wykorzystania. Człowiek musi się z niego rozliczyć przed swoim
Panem (por. Mt 25, 14-30; Łk 19, 12-27).
„Upomnę się
(...) u człowieka o życie człowieka” (Rdz 9, 5): życie ludzkie jest święte
i nienaruszalne
53.
„Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się
«stwórczego działania Boga» i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu
do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem życia, od jego
początku aż do końca. Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa
do bezpośredniego zniszczenia niewinnej istoty ludzkiej”41. W tych słowach
Instrukcja Donum vitae wyraża zasadniczą treść Bożego Objawienia o
świętości i nienaruszalności życia ludzkiego.
Pismo Święte
rzeczywiście ukazuje człowiekowi przykazanie „Nie będziesz zabijał” jako
nakaz Boży (Wj 20, 13; Pwt 5, 17). Znajduje się ono — jak już podkreśliłem
— w Dekalogu, w samym sercu Przymierza, zawartego przez Boga z ludem
wybranym; ale było obecne już w pierwotnym przymierzu, które Bóg zawarł z
ludzkością po oczyszczającej karze potopu, wywołanej przez
rozprzestrzenianie się grzechu i przemocy (por. Rdz 9, 5-6).
Bóg ogłasza,
że jest absolutnym Panem życia człowieka, ukształtowanego na Jego obraz i
podobieństwo (por. Rdz 1, 26-28). Życie ludzkie ma zatem charakter święty
i nienaruszalny, w którym odzwierciedla się nienaruszalność samego
Stwórcy. Dlatego właśnie sam Bóg będzie surowym sędzią każdego pogwałcenia
przykazania „nie zabijaj”, stanowiącego podstawę wszelkiego współżycia
społecznego. To On jest „goelem”, czyli obrońcą niewinnego (por. Rdz 4,
9-15; Iz 41, 14; Jr 50, 34; Ps 19 [18], 15). Także w ten sposób Bóg
ukazuje, że „nie cieszy się ze zguby żyjących” (Mdr 1, 13). Tylko Szatan
może się nią cieszyć: przez jego zawiść śmierć weszła na świat (por. Mdr
2, 24). On to, który jest „zabójcą od początku”, jest też „kłamstwem i
ojcem kłamstwa” (por. J 8, 44): zwodząc człowieka, prowadzi go do grzechu
i śmierci, które ukazuje jako cel i owoc życia.
54.
Przykazanie „nie zabijaj” ma wyraźnie treść negatywną: wskazuje na istotną
granicę, której nigdy nie można przekroczyć. Pośrednio jednak skłania do
przyjęcia pozytywnej postawy absolutnego szacunku dla życia, prowadząc do
jego obrony i do postępowania drogą miłości, która składa siebie w darze,
przyjmuje i służy. Także lud Przymierza, choć powoli i wśród trudności,
dojrzewał stopniowo do takiej postawy, przygotowując się w ten sposób na
wielką zapowiedź Jezusa: przykazanie miłości bliźniego jest podobne do
przykazania miłości Boga; „Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe
Prawo i Prorocy” (por. Mt 22, 36-40). „Albowiem przykazania: (...) nie
zabijaj (...) i wszystkie inne — podkreśla św. Paweł — streszczają się w
tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego” (Rz 13, 9; por. Ga
5, 14). Przykazanie „nie zabijaj”, przejęte i wypełnione w Nowym Prawie,
pozostaje nieodzownym warunkiem „otrzymania życia” (por. Mt 19, 16-19). W
tej samej perspektywie mieszczą się także stanowcze słowa apostoła Jana:
„Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden
zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego” (1 J 3, 15).
Od samego
początku żywa Tradycja Kościoła na nowo potwierdziła, w sposób stanowczy,
przykazanie „nie zabijaj”, jak o tym świadczy Didache, najstarszy
pozabiblijny tekst chrześcijański: „Dwie są drogi, jedna żywota, druga
śmierci, różnica zaś wielka między tymi drogami. (...) Drugie zaś
przykazanie nauki jest takie: nie zabijaj, (...) nie zabijaj płodu, nie
odbieraj życia niemowlęciu. (...) A oto droga śmierci: (...) nie znają
litości wobec nieszczęśliwego, nie pomagają utrudzonemu, nie liczą się ze
Stwórcą, lecz bez skrupułów zabijają niemowlęta i spędzają płód, odwracają
się od ubogiego, dręczą uciśnionego, bronią bogaczy, a biednych sądzą
niesprawiedliwie i w ogóle wszelkie możliwe popełniają grzechy. Wy,
dzieci, nie miejcie z tym nic wspólnego!”
W miarę
upływu czasu ta sama Tradycja Kościoła zawsze i jednoznacznie nauczała o
absolutnej i trwałej wartości przykazania „nie zabijaj”. Powszechnie
wiadomo, że w pierwszych wiekach zabójstwo zaliczano do grupy trzech
największych grzechów — wraz z apostazją i cudzołóstwem — i że skruszony
zabójca musiał odbyć wyjątkowo długą i uciążliwą pokutę publiczną, zanim
udzielono mu przebaczenia i ponownie przyjęto do wspólnoty kościelnej.
55.
Nie powinno to dziwić, ponieważ zabójstwo ludzkiej istoty, która jest
obrazem Bożym, stanowi grzech szczególnie ciężki. Tylko Bóg jest Panem
życia! Jednakże wobec licznych i często dramatycznych przypadków, jakie
zdarzają się w życiu indywidualnym i społecznym, refleksja ludzi
wierzących zmierzała zawsze do pełniejszego i głębszego zrozumienia tego,
czego przykazanie Boże zabrania i co nakazuje. Zdarzają się bowiem
sytuacje, w których wartości zawarte w Prawie Bożym przybierają formę
prawdziwego paradoksu. Na przykład jest tak w przypadku uprawnionej
obrony, kiedy prawo do ochrony własnego życia oraz obowiązek nieszkodzenia
życiu drugiego człowieka okazują się w konkretnych okolicznościach trudne
do pogodzenia. Nie ulega wątpliwości, że wewnętrzna wartość życia oraz
obowiązek miłości samego siebie w takiej samej mierze jak innych są
podstawą autentycznego prawa do obrony własnej. Nawet wymagające
przykazanie miłości bliźniego, ogłoszone w Starym Testamencie i
potwierdzone przez Jezusa, przyjmuje za punkt odniesienia miłość samego
siebie: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mk 12, 31).
Nikt zatem nie może wyrzec się prawa do obrony własnej tylko dlatego, że
nie dość miłuje życie lub samego siebie, ale jedynie na mocy heroicznej
miłości, która pogłębia i przemienia miłość samego siebie, zgodnie z
duchem ewangelicznych błogosławieństw (por. Mt 5, 38-48), w radykalną
gotowość do ofiary, której najwyższym wzorem jest Chrystus Pan.
Z drugiej
strony, „uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym
obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby, za
wspólne dobro rodziny lub państwa”44. Zdarza się niestety, że konieczność
odebrania napastnikowi możliwości szkodzenia prowadzi czasem do
pozbawienia go życia. W takim przypadku spowodowanie śmierci należy
przypisać samemu napastnikowi, który naraził się na nią swoim działaniem,
także w sytuacji, kiedy nie ponosi moralnej odpowiedzialności ze względu
na brak posługiwania się rozumem45.
56. W
tej perspektywie należy też rozpatrywać problem kary śmierci. Zarówno w
Kościele, jak i w społeczności cywilnej oraz powszechnej zgłasza się
postulat jak najbardziej ograniczonego jej stosowania albo wręcz
całkowitego zniesienia. Problem ten należy umieścić w kontekście
sprawiedliwości karnej, która winna coraz bardziej odpowiadać godności
człowieka, a tym samym — w ostatecznej analizie — zamysłowi Boga względem
człowieka i społeczeństwa. Istotnie, kara wymierzana przez społeczeństwo
ma przede wszystkim na celu „naprawienie nieporządku wywołanego przez
wykroczenie”46. Władza publiczna powinna przeciwdziałać naruszaniu praw
osobowych i społecznych, wymierzając sprawcy odpowiednią do przestępstwa
karę, jako warunek odzyskania prawa do korzystania z własnej wolności. W
ten sposób władza osiąga także cel, jakim jest obrona ładu publicznego i
bezpieczeństwa osób, a dla samego przestępcy kara stanowi bodziec i pomoc
do poprawy oraz wynagrodzenia za winy47.
Jest
oczywiste, że aby osiągnąć wszystkie te cele, wymiar i jakość kary powinny
być dokładnie rozważone i ocenione, i nie powinny sięgać do najwyższego
wymiaru, czyli do odebrania życia przestępcy, poza przypadkami absolutnej
konieczności, to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa.
Dzisiaj jednak, dzięki coraz lepszej organizacji instytucji
penitencjarnych, takie przypadki są bardzo rzadkie, a być może już nie
zdarzają się wcale.
W każdym
razie pozostaje w mocy zasada wskazana przez nowy Katechizm Kościoła
Katolickiego: „Jeśli środki bezkrwawe wystarczają do obrony życia
ludzkiego przed napastnikiem i do ochrony porządku publicznego oraz
bezpieczeństwa osób, władza powinna stosować te środki, gdyż są bardziej
zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej
odpowiadają godności osoby ludzkiej”48.
57.
Jeśli tak wielką uwagę zwraca się na szacunek dla każdego życia, nawet dla
życia przestępcy i niesprawiedliwego napastnika, to przykazanie „nie
zabijaj” ma wartość absolutną w odniesieniu do osoby niewinnej, i to tym
bardziej wówczas, gdy jest to człowiek słaby i bezbronny, który jedynie w
absolutnej mocy Bożego przykazania znajduje radykalną obronę przed
samowolą i przemocą innych.
Istotnie,
absolutna nienaruszalność niewinnego życia ludzkiego jest prawdą moralną
bezpośrednio wynikającą z nauczania Pisma Świętego, niezmiennie uznawaną
przez Tradycję Kościoła i jednomyślnie głoszoną przez jego Magisterium. Ta
jednomyślność jest oczywistym owocem owego „nadprzyrodzonego zmysłu
wiary”, wzbudzonego i umacnianego przez Ducha Świętego, który chroni od
błędu Lud Boży, gdy „ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i
obyczajów”49.
Wobec
stopniowego zacierania się w sumieniach i w społeczeństwie świadomości, że
bezpośrednie odebranie życia jakiejkolwiek niewinnej ludzkiej istocie,
zwłaszcza na początku i na końcu jej egzystencji, jest absolutnym i
ciężkim wykroczeniem moralnym, Magisterium Kościoła nasiliło swoje
wystąpienia w obronie świętości i nienaruszalności życia ludzkiego. Z
Magisterium papieskim, które szczególnie często powracało do tego
zagadnienia, było zawsze złączone nauczanie biskupów, zawarte w licznych i
obszernych dokumentach doktrynalnych i duszpasterskich, ogłaszanych
zarówno przez Konferencje Episkopatów, jak i przez poszczególnych
biskupów. Również Sobór Watykański II poświęcił tej sprawie zwięzłą, ale
stanowczą i jednoznaczną wypowiedź50.
Dlatego mocą
Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego Następcom, w komunii z
biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że bezpośrednie i umyślne
zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym.
Doktryna ta, oparta na owym niepisanym prawie, które każdy człowiek dzięki
światłu rozumu znajduje we własnym sercu (por. Rz 2, 14-15), jest
potwierdzona w Piśmie Świętym, przekazana przez Tradycję Kościoła oraz
nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne51.
Świadoma i
dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze
złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona ani jako
cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego
nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga, jego
twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami
sprawiedliwości i miłości. „Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia
niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy
dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierający. Ponadto nikt
nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa wobec niego samego
lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio
ani pośrednio wyrazić na to zgody. Żadna władza nie ma prawa do tego
zmuszać ani na to przyzwalać”52.
Pod względem
prawa do życia każda niewinna istota ludzka jest absolutnie równa
wszystkim innym. Ta równość stanowi podstawę wszelkich autentycznych
relacji społecznych, które rzeczywiście zasługują na to miano tylko
wówczas, gdy są oparte na prawdzie i na sprawiedliwości, uznając i broniąc
każdego człowieka jako osoby, a nie jako rzeczy, którą można rozporządzać.
Wobec normy moralnej, która zabrania bezpośredniego zabójstwa niewinnej
istoty ludzkiej, „nie ma dla nikogo żadnych przywilejów ani wyjątków. Nie
ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim
«nędzarzem» na tej ziemi: wobec wymogów moralnych jesteśmy wszyscy
absolutnie równi”53.
„Kiedy w
ukryciu powstawałem, oczy twoje już wtedy mnie widziały” (por. Ps 139
[138], 15-16): odrażająca zbrodnia przerywania ciąży 58. Wśród wszystkich
przestępstw przeciw życiu, jakie człowiek może popełnić, przerwanie ciąży
ma cechy, które czynią z niego występek szczególnie poważny i godny
potępienia. Sobór Watykański II określa je wraz z dzieciobójstwem jako
„okropne przestępstwa”54.
Dzisiaj
jednak świadomość jego zła zaciera się stopniowo w sumieniach wielu ludzi.
Akceptacja przerywania ciąży przez mentalność, obyczaj i nawet przez prawo
jest wymownym znakiem niezwykle groźnego kryzysu zmysłu moralnego, który
stopniowo traci zdolność rozróżnienia między dobrem i złem, nawet wówczas,
gdy chodzi o podstawowe prawo do życia. Wobec tak groźnej sytuacji
szczególnie potrzebna jest dziś odwaga, która pozwala spojrzeć prawdzie w
oczy i nazywać rzeczy po imieniu, nie ulegając wygodnym kompromisom czy
też pokusie oszukiwania siebie. Kategorycznie brzmi w tym kontekście
przestroga Proroka: „Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem,
którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności” (Iz 5,
20). Właśnie w przypadku przerywania ciąży można się dziś często spotkać z
dwuznacznymi określeniami, jak na przykład „zabieg”, które zmierzają do
ukrycia jego prawdziwej natury i złagodzenia jego ciężaru w świadomości
opinii publicznej. Być może, samo to zjawisko językowe jest już objawem
niepokoju nurtującego sumienia. Jednak żadne słowo nie jest w stanie
zmienić rzeczywistości: przerwanie ciąży jest — niezależnie od tego, w
jaki sposób zostaje dokonane — świadomym i bezpośrednim zabójstwem istoty
ludzkiej w początkowym stadium jej życia, obejmującym okres między
poczęciem a narodzeniem.
Ciężar
moralny przerywania ciąży ukazuje się w całej prawdzie, jeśli się uzna, że
chodzi tu o zabójstwo, a zwłaszcza jeśli rozważy się szczególne
okoliczności, które je określają. Tym, kto zostaje zabity, jest istota
ludzka u progu życia, a więc istota najbardziej niewinna, jaką w ogóle
można sobie wyobrazić: nie sposób uznać jej za napastnika, a tym bardziej
za napastnika niesprawiedliwego! Jest ona słaba i bezbronna do tego
stopnia, że jest pozbawiona nawet tej znikomej obrony, jaką stanowi dla
nowo narodzonego dziecka jego błagalne kwilenie i płacz. Jest całkowicie
powierzona trosce i opiece tej, która nosi ją w łonie. Ale czasem to
właśnie ona, matka, podejmuje decyzję i domaga się zabójstwa tej istoty, a
nawet sama je powoduje.
To prawda, że
często przerwanie ciąży jest dla matki przeżyciem dramatycznym i bolesnym,
ponieważ decyzja o pozbyciu się owocu poczęcia nie zostaje podjęta z racji
czysto egoistycznych i dla wygody, ale w celu ratowania pewnych ważnych
dóbr, takich jak własne zdrowie albo godziwy poziom życia innych członków
rodziny. Czasem zachodzi obawa, że poczęte dziecko będzie musiało żyć w
tak złych warunkach, iż lepiej się stanie, jeśli się nie narodzi. Jednakże
wszystkie te i tym podobne racje, jakkolwiek poważne i dramatyczne, nigdy
nie mogą usprawiedliwić umyślnego pozbawienia życia niewinnej istoty
ludzkiej.
59.
Decyzję o zabójstwie dziecka jeszcze nie narodzonego podejmuje często nie
tylko matka, ale inne jeszcze osoby. Winien może być przede wszystkim
ojciec dziecka, nie tylko wówczas, gdy bezpośrednio nakłania kobietę do
przerwania ciąży, ale także kiedy pośrednio przyczynia się do podjęcia
przez nią takiej decyzji, pozostawiając ją samą w obliczu problemów
związanych z ciążą55: w ten sposób rodzina zostaje śmiertelnie zraniona i
zbezczeszczona w swej naturze jako wspólnota miłości oraz w swym
powołaniu, jako „sanktuarium życia”. Nie należy też pomijać nacisków,
jakie są wywierane przez szersze środowisko rodziny i przyjaciół.
Nierzadko kobieta poddawana jest tak silnej presji, że czuje się
psychicznie zmuszona do wyrażenia zgody na przerwanie ciąży: nie ulega
wątpliwości, że w takim przypadku odpowiedzialność moralna spoczywa w
szczególny sposób na tych, którzy bezpośrednio lub pośrednio zmusili ją do
przerwania ciąży. Odpowiedzialni są także lekarze i pracownicy służby
zdrowia, gdy oddają na służbę śmierci wiedzę i umiejętności zdobyte po to,
by bronić życia.
Ale
odpowiedzialność spada też na prawodawców, którzy poparli i zatwierdzili
prawa dopuszczające przerywanie ciąży oraz — w takiej mierze, w jakiej
sprawa ta od nich zależy — na zarządzających instytucjami służby zdrowia,
w których dokonuje się przerywania ciąży. Ogólna i nie mniej poważna
odpowiedzialność spoczywa zarówno na tych, którzy przyczynili się do
rozpowszechnienia postawy permisywizmu seksualnego i lekceważenia
macierzyństwa, jak i na tych, którzy powinni byli zatroszczyć się — a nie
uczynili tego — o skuteczną politykę rodzinną i społeczną, wspomagającą
rodziny, zwłaszcza wielodzietne albo zmagające się ze szczególnymi
trudnościami materialnymi i wychowawczymi. Na koniec, nie należy
lekceważyć zorganizowanego sprzysiężenia, ogarniającego także instytucje
międzynarodowe, fundacje i stowarzyszenia, które prowadzą programową walkę
o legalizację i rozpowszechnienie aborcji na świecie. W tym sensie problem
przerywania ciąży wykracza poza sferę odpowiedzialności poszczególnych
osób, a zło przez nie wyrządzone przyjmuje daleko idący wymiar społeczny:
przerwanie ciąży jest niezwykle bolesną raną zadaną społeczeństwu i jego
kulturze przez tych, którzy powinni być jego budowniczymi i obrońcami. Jak
napisałem w moim Liście do Rodzin, „stajemy tu wobec olbrzymiego
zagrożenia nie tylko poszczególnego jednostkowego życia ludzkiego, ale
całej naszej cywilizacji”56. Stajemy wobec czegoś, co można określić jako
„strukturę grzechu” wymierzoną przeciw jeszcze nie narodzonemu życiu
ludzkiemu.
60.
Niektórzy próbują usprawiedliwić przerywanie ciąży, uważając, że owoc
poczęcia przed upływem pewnej liczby dni nie może być uważany za osobowe
życie ludzkie. W rzeczywistości, „od chwili zapłodnienia komórki jajowej
rozpoczyna się życie, które nie jest życiem ojca ani matki, ale nowej
istoty ludzkiej, która rozwija się samoistnie. Nie stanie się nigdy
człowiekiem, jeżeli nie jest nim od tego momentu. Tę oczywistą prawdę,
zawsze uznawaną, (...) nowoczesna genetyka potwierdza cennymi dowodami.
Ukazała ona, że od pierwszej chwili istnieje dokładny program tego, kim
będzie ta żywa istota: człowiekiem, tym konkretnym człowiekiem, którego
cechy szczególne są w pełni określone. Od zapłodnienia rozpoczynają się
dzieje życia człowieka, choć potrzeba czasu, aby każda z jego wielkich
potencjalnych zdolności w pełni się ukształtowała i mogła być
wykorzystana”57. Chociaż obecność rozumnej duszy nie może być stwierdzona
w żaden sposób doświadczalnie, to jednak sama wiedza naukowa o embrionie
ludzkim „dostarcza cennej wskazówki dla rozumowego rozpoznania obecności
osobowej od pierwszego momentu pojawienia się życia ludzkiego: czy
jednostka ludzka nie jest osobą ludzką?”58.
Chodzi tu
zresztą o sprawę tak wielką z punktu widzenia powinności moralnej, że
nawet samo prawdopodobieństwo istnienia osoby wystarczyłoby dla
usprawiedliwienia najbardziej kategorycznego zakazu wszelkich interwencji
zmierzających do zabicia embrionu ludzkiego. Właśnie dlatego, niezależnie
od dyskusji naukowych i stwierdzeń filozoficznych, w które Magisterium nie
angażowało się bezpośrednio, Kościół zawsze nauczał i nadal naucza, że
owoc ludzkiej prokreacji od pierwszego momentu swego istnienia ma prawo do
bezwarunkowego szacunku, jaki moralnie należy się ludzkiej istocie w jej
integralności oraz jedności cielesnej i duchowej: „Istota ludzka powinna
być szanowana i traktowana jako osoba od momentu swego poczęcia i dlatego
od tego samego momentu należy jej przyznać prawa osoby, wśród których
przede wszystkim nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty ludzkiej do
życia”59.
61.
Teksty Pisma Świętego, które w ogóle nie mówią o dobrowolnym przerwaniu
ciąży, a więc nie zawierają bezpośredniego i określonego potępienia tego
czynu, wyrażają wielki szacunek dla ludzkiej istoty w łonie matczynym, co
każe nam wyciągnąć logiczny wniosek, że także ona jest objęta Bożym
przykazaniem: „nie zabijaj”.
Życie ludzkie
jest święte i nienaruszalne w każdej chwili swego istnienia, także w fazie
początkowej, która poprzedza narodziny. Człowiek już w łonie matki należy
do Boga, bo Ten, który wszystko przenika i zna, tworzy go i kształtuje
swoimi rękoma, widzi go, gdy jest jeszcze małym, bezkształtnym embrionem i
potrafi w nim dostrzec dorosłego człowieka, którym stanie się on w
przyszłości i którego dni są już policzone, a powołanie już zapisane w
„księdze żywota” (por. Ps 139 [138], 1. 13-16). Jak poświadczają liczne
teksty biblijne60, także człowiek ukryty jeszcze w łonie matki jest w
pełni osobową istotą, ku której zwraca się miłościwa i ojcowska Opatrzność
Boga.
Tradycja
chrześcijańska — jak ukazuje wyraźnie Deklaracja opublikowana w tej
sprawie przez Kongregację Nauki Wiary61 — od początku aż do naszych czasów
jest jasna i jednomyślna, określając przerwanie ciąży jako szczególnie
poważny nieład moralny. Od pierwszej chwili zetknięcia się ze światem
grecko-rzymskim, w którym były szeroko praktykowane przerywanie ciąży i
dzieciobójstwo, wspólnota chrześcijańska stanowczo sprzeciwiała się swoim
nauczaniem i postępowaniem obyczajom przyjętym w ówczesnym społeczeństwie,
jak o tym świadczy już cytowane tu Didache62. Atenagoras, jeden z greckich
pisarzy kościelnych, przypomina, że chrześcijanie uważają za zabójczynie
kobiety, które stosują środki poronne, ponieważ dzieci, chociaż jeszcze
ukryte w łonie matki, „są już otoczone opieką Bożej Opatrzności”63.
Tertulian, pisarz łaciński, stwierdza: „Kto nie pozwala człowiekowi się
narodzić, zabija go przed czasem: nie ma znaczenia, czy zabija się osobę
już narodzoną, czy też powoduje się śmierć w chwili narodzin. Jest już
człowiekiem ten, kto ma nim być”64
Na
przestrzeni dwóch prawie tysięcy lat istnienia Kościoła tę naukę głosili
niezmiennie Ojcowie Kościoła, jego Pasterze i Doktorzy. Także dyskusje w
zakresie nauk ścisłych i filozofii, dotyczące konkretnej chwili, w której
następuje zjednoczenie z duszą rozumną, nigdy w najmniejszym stopniu nie
podważyły moralnego potępienia aborcji.
62.
Najnowsze nauczanie papieskie bardzo stanowczo potwierdziło tę powszechną
doktrynę. W szczególności Pius XI w Encyklice Casti connubii odrzucił
fałszywe usprawiedliwienia przerywania ciąży65; Pius XII potępił wszelką
aborcję bezpośrednią, to znaczy każdy akt, który zmierza wprost do zabicia
jeszcze nie narodzonego życia ludzkiego, „niezależnie od tego, czy
zabójstwo stanowi cel sam w sobie, czy też jest tylko środkiem do celu”66;
Jan XXIII potwierdził prawdę, że życie ludzkie jest święte, ponieważ „od
samego początku wymaga działania Boga Stwórcy”67. Sobór Watykański II, jak
już zostało wspomniane, bardzo surowo potępił przerywanie ciąży: „Należy
(...) z największą troską ochraniać życie od samego jego poczęcia;
spędzanie płodu, jak i dzieciobójstwo są okropnymi przestępstwami”68.
Już od
pierwszych wieków dyscyplina kanoniczna Kościoła nakładała sankcje karne
na tych, którzy splamili się grzechem przerywania ciąży i taka praktyka,
przewidująca lżejsze lub cięższe kary, znalazła potwierdzenie w różnych
okresach historii. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku za przerwanie
ciąży groził karą ekskomuniki69. Także odnowione prawodawstwo kanoniczne
idzie po tej samej linii, gdy stwierdza: „Kto powoduje przerwanie ciąży,
po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa”70,
to znaczy przez sam fakt popełnienia przestępstwa. Ekskomunika obejmuje
wszystkich, którzy dopuszczają się tego przestępstwa, wiedząc, jaką jest
obłożone karą, a więc także tych współsprawców, bez których udziału to
przestępstwo nie zostałoby popełnione71. Za pomocą takiej surowej kary
Kościół wskazuje na to przestępstwo jako na jedno z najcięższych i
najbardziej niebezpiecznych, zachęcając sprawcę do gorliwego poszukiwania
drogi nawrócenia. W Kościele bowiem kara ekskomuniki wymierzana jest po
to, aby w pełni uświadomić winnemu powagę popełnionego grzechu, a z kolei
by doprowadzić go do koniecznego nawrócenia i pokuty.
Ta wielka
jednomyślność tradycji doktrynalnej i dyscyplinarnej Kościoła pozwoliła
Pawłowi VI stwierdzić, że nauczanie w tej dziedzinie „nie zmieniło się i
jest niezmienne”72. Dlatego mocą władzy, którą Chrystus udzielił Piotrowi
i jego Następcom, w komunii z Biskupami — którzy wielokrotnie potępili
przerywanie ciąży, zaś w ramach wspomnianej wcześniej konsultacji wyrazili
jednomyślnie — choć byli rozproszeni po świecie — aprobatę dla tej
doktryny — oświadczam, że bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy
zamierzone jako cel czy jako środek, jest zawsze poważnym nieładem
moralnym, gdyż jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej.
Doktryna ta, oparta na prawie naturalnym i na słowie Bożym spisanym, jest
przekazana przez Tradycję Kościoła i nauczana przez Magisterium zwyczajne
i powszechne73.
Żadna
okoliczność, żaden cel, żadne prawo na świecie nigdy nie będą mogły
uczynić godziwym aktu, który sam w sobie jest niegodziwy, ponieważ
sprzeciwia się Prawu Bożemu, zapisanemu w sercu każdego człowieka,
poznawalnemu przez sam rozum i głoszonemu przez Kościół.
63.
Ocena moralna przerywania ciąży dotyczy także nowych form zabiegów
dokonywanych na embrionach ludzkich, które chociaż zmierzają do celów z
natury swojej godziwych, prowadzą nieuchronnie do zabicia embrionów.
Odnosi się to do eksperymentów na embrionach, coraz powszechniej
dokonywanych w ramach badań biomedycznych i dopuszczanych przez prawo
niektórych państw. Choć „należy uznać za dopuszczalne zabiegi dokonywane
na embrionie ludzkim, pod warunkiem że uszanują życie i integralność
embrionu, nie narażając go na ryzyko nieproporcjonalnie wielkie, ale są
podejmowane w celu leczenia, poprawy jego stanu zdrowia lub dla ratowania
zagrożonego życia”74, trzeba zarazem stwierdzić, że wykorzystywanie
embrionów i płodów ludzkich jako przedmiotu eksperymentów jest
przestępstwem przeciw ich godności istot ludzkich, które mają prawo do
takiego samego szacunku jak dziecko już narodzone i jak każdy człowiek75.
Na takie samo
potępienie moralne zasługuje także praktyka wykorzystywania embrionów i
płodów ludzkich jeszcze żywych — czasem wyprodukowanych „specjalnie w tym
celu w drodze zapłodnienia” w probówce — już to jako „materiału
biologicznego” do wykorzystania , już to jako źródła organów albo tkanek
do przeszczepów, służących leczeniu niektórych chorób. W rzeczywistości
zabójstwo niewinnych istot ludzkich, nawet gdy przynosi korzyść innym,
jest aktem absolutnie niedopuszczalnym.
Należy
zwrócić specjalną uwagę na ocenę moralną prenatalnych technik
diagnostycznych, które pozwalają na wczesne wykrycie ewentualnych anomalii
w organizmie jeszcze nie narodzonego dziecka. W istocie ze względu na
złożoność tych technik ich ocena winna być dokładniejsza i bardziej
określona. Są one moralnie godziwe, gdy nie stwarzają nadmiernych zagrożeń
dla dziecka i dla matki i gdy stosowane są po to, by umożliwić wczesne
leczenie lub też by dopomóc w spokojnym i świadomym przyjęciu mającego się
narodzić dziecka. Zważywszy jednak, że możliwości leczenia przed
narodzeniem są jeszcze dziś ograniczone, nierzadko zdarza się, że techniki
te służą mentalności eugenicznej, która dopuszcza selektywne przerywanie
ciąży, aby zapobiegać narodzinom dzieci dotkniętych przez różnego rodzaju
anomalie. Tego rodzaju mentalność jest haniebna i w najwyższym stopniu
naganna, ponieważ rości sobie prawo do mierzenia wartości ludzkiego życia
wyłącznie według kryteriów „normalności” i zdrowia fizycznego, otwierając
tym samym drogę do uprawomocnienia także dzieciobójstwa i eutanazji.
W
rzeczywistości jednak właśnie odwaga i radość, z jaką idą przez życie
liczni nasi bracia dotknięci poważnymi upośledzeniami, jeśli zaznają
akceptacji i miłości z naszej strony, stanowi niezwykle wymowne świadectwo
autentycznych wartości, które kształtują życie i sprawiają, że nawet w
trudnych warunkach jest ono cenne samo w sobie i dla innych. Kościół stoi
u boku tych małżonków, którzy z wielkim niepokojem i bólem godzą się
przyjąć dzieci dotknięte poważnymi upośledzeniami, jest też wdzięczny tym
wszystkim rodzinom, które przez adopcję przyjmują dzieci porzucone przez
rodziców z powodu kalectwa lub choroby.
„Ja zabijam
i ja sam ożywiam” (Pwt 32, 39): dramat eutanazji
64. U
kresu życia człowiek staje w obliczu tajemnicy śmierci. Dzisiaj, w wyniku
postępu medycyny i w kontekście kulturowym zamkniętym często na
transcendencję, doświadczenie umierania nabiera pewnych nowych cech
charakterystycznych. Kiedy bowiem zaczyna przeważać tendencja do uznawania
życia za wartościowe tylko w takiej mierze, w jakiej jest ono źródłem
przyjemności i dobrobytu, cierpienie jawi się jako nieznośny ciężar, od
którego trzeba się za wszelką cenę uwolnić. Śmierć jest uważana za
„bezsensowną”, kiedy niespodziewanie kładzie kres życiu otwartemu jeszcze
na przyszłość, która może przynieść wiele interesujących doświadczeń;
staje się natomiast „upragnionym wyzwoleniem”, gdy ludzka egzystencja
zostaje uznana za pozbawioną dalszego sensu, ponieważ jest pogrążona w
bólu i nieuchronnie wystawiona na coraz dotkliwsze cierpienie.
Ponadto
człowiek, odrzucając swą podstawową więź z Bogiem lub zapominając o niej,
sądzi, że sam jest dla siebie kryterium i normą oraz uważa, że ma prawo
domagać się również od społeczeństwa, by zapewniło mu możliwość i sposoby
decydowania o własnym życiu w pełnej i całkowitej autonomii. Postępuje tak
zwłaszcza człowiek żyjący w krajach rozwiniętych: skłania go do tego
między innymi nieustanny postęp medycyny i jej technik, coraz bardziej
zaawansowanych. Dzięki wykorzystaniu niezwykle skomplikowanych metod i
urządzeń współczesna wiedza i praktyka medyczna są w stanie skutecznie
działać w przypadkach dawniej beznadziejnych i łagodzić lub usuwać ból, a
także podtrzymywać i przedłużać życie w sytuacjach skrajnej słabości,
sztucznie reanimować osoby, których podstawowe funkcje biologiczne uległy
gwałtownemu załamaniu oraz interweniować w celu uzyskania organów do
przeszczepów.
W takim
kontekście coraz silniejsza staje się pokusa eutanazji, czyli zawładnięcia
śmiercią poprzez spowodowanie jej przed czasem i „łagodne” zakończenie
życia własnego lub cudzego. W rzeczywistości to, co mogłoby się wydawać
logiczne i humanitarne, przy głębszej analizie okazuje się absurdalne i
nieludzkie. Stajemy tu w obliczu jednego z najbardziej niepokojących
objawów „kultury śmierci”, szerzącej się zwłaszcza w społeczeństwach
dobrobytu, charakteryzujących się mentalnością nastawioną na wydajność,
według której obecność coraz liczniejszych ludzi starych i niesprawnych
wydaje się zbyt kosztowna i uciążliwa. Ludzie ci bardzo często są
izolowani przez rodziny i społeczeństwo, kierujące się prawie wyłącznie
kryteriami wydajności produkcyjnej, wedle których życie nieodwracalnie
upośledzone nie ma już żadnej wartości.
65.
Aby sformułować poprawną ocenę moralną eutanazji, trzeba ją przede
wszystkim jasno zdefiniować. Przez eutanazję w ścisłym i właściwym sensie
należy rozumieć czyn lub zaniedbanie, które ze swej natury lub w intencji
działającego powoduje śmierć w celu usunięcia wszelkiego cierpienia.
„Eutanazję należy zatem rozpatrywać w kontekście intencji oraz
zastosowanych metod”76.
Od eutanazji
należy odróżnić decyzję o rezygnacji z tak zwanej „uporczywej terapii”, to
znaczy z pewnych zabiegów medycznych, które przestały być adekwatne do
realnej sytuacji chorego, ponieważ nie są już współmierne do rezultatów,
jakich można by oczekiwać, lub też są zbyt uciążliwe dla samego chorego i
dla jego rodziny. W takich sytuacjach, gdy śmierć jest bliska i
nieuchronna, można w zgodzie z sumieniem „zrezygnować z zabiegów, które
spowodowałyby jedynie nietrwałe i bolesne przedłużenie życia, nie należy
jednak przerywać normalnych terapii, jakich wymaga chory w takich
przypadkach”77. Istnieje oczywiście powinność moralna leczenia się i
poddania się leczeniu, ale taką powinność trzeba określać w konkretnych
sytuacjach: należy mianowicie ocenić, czy stosowane środki lecznicze są
obiektywnie proporcjonalne do przewidywanej poprawy zdrowia. Rezygnacja ze
środków nadzwyczajnych i przesadnych nie jest równoznaczna z samobójstwem
lub eutanazją; wyraża raczej akceptację ludzkiej kondycji w obliczu
śmierci78.
We
współczesnej medycynie coraz większe znaczenie zyskują tak zwane „terapie
paliatywne”, których celem jest złagodzenie cierpienia w końcowym stadium
choroby i zapewnienie pacjentowi potrzebnego mu ludzkiego wsparcia. W tym
kontekście wyłania się między innymi problem godziwości stosowania różnego
rodzaju środków przeciwbólowych i uspokajających w celu ulżenia
cierpieniom chorego, gdy wiąże się to z ryzykiem skrócenia mu życia. Jeśli
bowiem można uznać za godną pochwały postawę kogoś, kto dobrowolnie
przyjmuje cierpienie, rezygnując z terapii uśmierzającej ból, aby zachować
pełną świadomość i uczestniczyć świadomie — jeśli jest wierzący — w męce
Chrystusa, to nie sposób utrzymywać, że wszyscy są zobowiązani do takiej
„heroicznej” postawy. Już Pius XII stwierdził, że jest dozwolone
uśmierzanie bólu za pomocą narkotyków, nawet gdy w konsekwencji prowadzi
to do ograniczenia świadomości i skrócenia życia, „jeżeli nie istnieją
inne środki i jeśli w danych okolicznościach nie przeszkadza to
wypełnieniu innych powinności religijnych i moralnych”79. W takim
przypadku bowiem nie pragnie się śmierci i nie dąży do niej, choć z
uzasadnionych przyczyn dopuszcza się ryzyko śmierci: pragnie się jedynie
skutecznie złagodzić ból, stosując środki przeciwbólowe udostępnione przez
medycynę. Niemniej jednak „nie należy pozbawiać umierającego świadomości
bez poważnych przyczyn”80: w obliczu zbliżającej się śmierci ludzie
powinni być w stanie wypełnić swoje obowiązki moralne i rodzinne,
zwłaszcza zaś powinni mieć możliwość w pełni świadomego przygotowania się
na ostateczne spotkanie z Bogiem.
Poczyniwszy
te rozróżnienia, w zgodzie z Magisterium moich Poprzedników81 i w komunii
z Biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że eutanazja jest poważnym
naruszeniem Prawa Bożego jako moralnie niedopuszczalne dobrowolne
zabójstwo osoby ludzkiej. Doktryna ta jest oparta na prawie naturalnym i
na słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła oraz
nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne82.
Praktyka
eutanazji zawiera — zależnie od okoliczności — zło cechujące samobójstwo
lub zabójstwo.
66.
Samobójstwo zaś jest zawsze moralnie niedopuszczalne w takiej samej
mierze, jak zabójstwo. Tradycja Kościoła niezmiennie je odrzucała jako
czyn zdecydowanie zły83. Chociaż określone uwarunkowania psychologiczne,
kulturowe i społeczne mogą skłonić do popełnienia czynu tak radykalnie
sprzecznego z wrodzoną skłonnością każdego człowieka do zachowania życia,
łagodząc lub eliminując odpowiedzialność subiektywną, z obiektywnego
punktu widzenia samobójstwo jest aktem głęboko niemoralnym, ponieważ
oznacza odrzucenie miłości do samego siebie i uchylenie się od obowiązku
sprawiedliwości i miłości wobec bliźniego, wobec różnych wspólnot, do
których się należy i wobec społeczeństwa jako całości84. W swej
najgłębszej istocie jest ono odrzuceniem absolutnej władzy Boga nad życiem
i śmiercią, o której tak mówi w modlitwie starożytny mędrzec Izraela: „Ty
masz władzę nad życiem i śmiercią: Ty wprowadzasz w bramy Otchłani i Ty
wyprowadzasz” (Mdr 16, 13).
Kto popiera
samobójczy zamiar drugiego człowieka i współdziała w jego realizacji
poprzez tak zwane „samobójstwo wspomagane”, staje się wspólnikiem, a
czasem wręcz bezpośrednim sprawcą niesprawiedliwości, która nigdy nie może
być usprawiedliwiona, nawet wówczas, gdy zostaje dokonana na żądanie.
Zdumiewającą aktualność mają tu słowa św. Augustyna: „Nigdy nie wolno
zabić drugiego człowieka: nawet gdyby sam tego chciał, gdyby wręcz o to
prosił i stojąc na granicy między życiem i śmiercią błagał, by pomóc mu w
uwolnieniu duszy, która zmaga się z więzami ciała i pragnie się z nich
wyrwać; nie wolno nawet wówczas, gdy chory nie jest już w stanie żyć”85.
Także w przypadku, gdy motywem eutanazji nie jest egoistyczna odmowa
ponoszenia trudów związanych z egzystencją osoby cierpiącej, trzeba
eutanazję określić mianem fałszywej litości, a nawet uznać ją za
niepokojące „wynaturzenie”: prawdziwe „współczucie” bowiem skłania do
solidarności z cudzym bólem, a nie do zabicia osoby, której cierpienia nie
potrafi się znieść. Czyn eutanazji zatem wydaje się tym większym
wynaturzeniem, gdy zostaje dokonany przez tych, którzy — jak na przykład
krewni chorego — powinni opiekować się nim cierpliwie i z miłością, albo
też przez tych, którzy — jak lekarze — ze względu na naturę swojego zawodu
powinni leczyć chorego nawet w końcowych i najcięższych stadiach choroby.
Eutanazja
staje się aktem jeszcze bardziej godnym potępienia, gdy przybiera formę
zabójstwa, dokonanego przez innych na osobie, która w żaden sposób jej nie
zażądała ani nie wyraziła na nią nigdy zgody. Szczytem zaś samowoli i
niesprawiedliwości jest sytuacja, w której niektórzy — na przykład lekarze
lub prawodawcy — roszczą sobie władzę decydowania o tym, kto ma żyć, a kto
powinien umrzeć. Pojawia się tu znów pokusa z Edenu: stać się jak Bóg,
„poznając dobro i zło” (por. Rdz 3, 5). Ale tylko Bóg ma władzę
decydowania o śmierci i życiu: „Ja zabijam i Ja sam ożywiam” (Pwt 32, 39;
por. 1 Sm 2, 6; 2 Krl 5, 7). Sprawuje On swą władzę, kierując się zawsze i
wyłącznie zamysłem mądrości i miłości. Kiedy człowiek, zaślepiony przez
głupotę i egoizm, uzurpuje sobie tę władzę, nieuchronnie czyni z niej
narzędzie niesprawiedliwości i śmierci. W ten sposób życie słabszego
zostaje oddane w ręce silniejszego; w społeczeństwie zanika poczucie
sprawiedliwości i zostaje podważone u samych korzeni wzajemne zaufanie —
fundament wszelkiej autentycznej relacji między osobami.
67.
Zupełnie inna jest natomiast droga miłości i prawdziwej litości, którą nam
nakazuje nasze wspólne człowieczeństwo i którą wiara w Chrystusa
Odkupiciela, umarłego i zmartwychwstałego, rozjaśnia światłem nowych
uzasadnień. Prośba, jaka wypływa z serca człowieka w chwili ostatecznego
zmagania z cierpieniem i śmiercią, zwłaszcza wówczas, gdy doznaje on
pokusy pogrążenia się w rozpaczy i jakby unicestwia się w niej, to przede
wszystkim prośba o obecność, o solidarność i o wsparcie w godzinie próby.
Jest to prośba o pomoc w zachowaniu nadziei, gdy wszystkie ludzkie
nadzieje zawodzą. Jak przypomina nam Sobór Watykański II, „tajemnica losu
ludzkiego ujawnia się najbardziej w obliczu śmierci”; jednakże człowiek
„instynktem swego serca słusznie osądza sprawę, jeśli wzdryga się przed
całkowitą zagładą i ostatecznym końcem swej osoby, i myśl o tym odrzuca.
Zaród wieczności, który nosi w sobie, jako niesprowadzalny do samej tylko
materii, buntuje się przeciw śmierci”86.
Ta naturalna
odraza do śmierci i ten zalążek nadziei nieśmiertelności znajduje
uzasadnienie i spełnienie w wierze chrześcijańskiej, która zapowiada i
daje udział w zwycięstwie zmartwychwstałego Chrystusa: jest to zwycięstwo
Tego, który przez swą odkupieńczą śmierć uwolnił człowieka od śmierci,
która jest „zapłatą za grzech” (Rz 6, 23), i dał mu Ducha jako zadatek
zmartwychwstania i życia (por. Rz 8, 11). Pewność przyszłej
nieśmiertelności i nadzieja na obiecane zmartwychwstanie rzucają nowe
światło na tajemnicę cierpienia i śmierci i napełniają wierzącego
niezwykłą mocą, która pozwala mu zaufać zamysłowi Bożemu.
Apostoł Paweł
wyraził tę nową rzeczywistość w kategoriach całkowitej przynależności do
Pana, która ogarnia każdą ludzką kondycję: „Nikt zaś z nas nie żyje dla
siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla
Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci
należymy do Pana” (Rz 14, 7-8). Umrzeć dla Pana oznacza przeżywać własną
śmierć jako najwyższy akt posłuszeństwa Ojcu (por. Flp 2, 8), godząc się
przyjąć ją w „godzinie” określonej i wybranej przez Tego (por. J 13, 1),
który sam tylko może uznać, kiedy ziemska wędrówka człowieka winna się
zakończyć. Żyć dla Pana znaczy także uznać, że cierpienie, choć samo w
sobie pozostaje złem i próbą, zawsze może się stać źródłem dobra. Staje
się nim, jeśli jest przeżywane dla miłości i z miłością i jeśli jest
uczestnictwem — na mocy niezasłużonego daru Bożego i dobrowolnego wyboru
człowieka — w cierpieniach samego ukrzyżowanego Chrystusa. W ten sposób,
kto przeżywa swoje cierpienie w Panu, bardziej upodabnia się do Niego
(por. Flp 3, 10; 1 P 2, 21) i zostaje głębiej zespolony z Jego dziełem
odkupienia dla dobra Kościoła i ludzkości87. Takie jest doświadczenie
Apostoła, do przeżycia którego wezwany jest także każdy człowiek
cierpiący: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim
ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest
Kościół” (Kol 1, 24).
„Trzeba
bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29): prawo cywilne a prawo moralne
68.
Jak już powiedzieliśmy kilkakrotnie, jednym z charakterystycznych zjawisk
towarzyszących współczesnym zamachom na ludzkie życie jest tendencja do
żądania ich uznania prawnego, jak gdyby chodziło tu o prawa, które państwo
— przynajmniej w określonych warunkach — zobowiązane jest przyznać
obywatelom; w konsekwencji wymaga się też, aby były one wykonywane przy
fachowej i bezpłatnej pomocy lekarzy i pracowników służby zdrowia.
Nierzadko
uważa się, że życie człowieka jeszcze nie narodzonego lub głęboko
upośledzonego jest dobrem tylko względnym: w myśl logiki
proporcjonalistycznej lub z czystego wyrachowania należałoby je porównać z
innymi dobrami i ocenić w odniesieniu do nich. Utrzymuje się także, że
tylko człowiek znajdujący się w konkretnej sytuacji i osobiście w nią
zaangażowany może dokonać poprawnej oceny dóbr, z jakimi ma do czynienia:
w konsekwencji, tylko on sam mógłby orzekać o moralności swojej decyzji.
Państwo zatem, mając na uwadze zgodne współżycie i harmonię społeczną
powinno by uszanować tę decyzję posuwając się nawet do dopuszczenia
przerywania ciąży i eutanazji.
Kiedy indziej
znów uważa się, że prawo cywilne nie może żądać od wszystkich obywateli,
aby moralny poziom ich życia był wyższy niż ten, który oni sami uważają za
właściwy. Dlatego prawo powinno wyrażać zawsze opinię i wolę większości
obywateli i przyznawać im — przynajmniej w pewnych skrajnych wypadkach —
także prawo do przerywania ciąży i eutanazji. W takich przypadkach zresztą
— argumentuje się — wprowadzenie zakazu i karalności przerywania ciąży i
eutanazji doprowadziłoby nieuchronnie do rozpowszechnienia się praktyk
nielegalnych, te zaś wymykałyby się spod koniecznej kontroli społecznej i
byłyby wykonywane bez należytego zabezpieczenia medycznego. Zadaje się też
pytanie, czy utrzymywanie prawa, którego nie można wyegzekwować w
praktyce, nie prowadzi ostatecznie do podważenia autorytetu wszelkich
innych praw.
Wreszcie,
według opinii najbardziej radykalnych, nowoczesne i pluralistyczne
społeczeństwo powinno pozostawiać każdej osobie pełną autonomię w
dysponowaniu życiem własnym oraz życiem tego, który się jeszcze nie
narodził: nie jest zatem rzeczą prawa dokonywanie wyboru pomiędzy różnymi
poglądami moralnymi, a tym bardziej nie powinno ono dążyć do narzucenia
jednej szczególnej opinii na niekorzyść innych.
69. W
każdym razie, we współczesnej kulturze demokratycznej szeroko
rozpowszechnił się pogląd, wedle którego porządek prawny społeczeństwa
powinien ograniczać się do utrwalania i przyswajania sobie przekonań
większości i w konsekwencji winien być zbudowany wyłącznie na tym, co
większość obywateli stosuje i uznaje za moralne. Jeśli następnie uważa się
wręcz, iż prawda wspólna i obiektywna jest w rzeczywistości niedostępna,
to szacunek dla wolności obywateli — którzy w systemie demokratycznym
uchodzą za prawdziwych suwerenów — nakazywałby w zakresie prawnym uznanie
autonomii sumienia jednostki, to znaczy, że ustanawiając te normy, które w
każdym przypadku są niezbędne dla współżycia społecznego, należałoby
kierować się wyłącznie wolą większości, jakakolwiek by ona była. W ten
sposób każdy polityk w swojej działalności powinien by wyraźnie oddzielać
sferę osobistego sumienia od sfery aktywności publicznej.
W
konsekwencji można zaobserwować dwie tendencje, na pozór diametralnie
sprzeczne. Z jednej strony pojedyncze osoby roszczą sobie prawo do
całkowitej autonomii moralnego wyboru i żądają od państwa, aby nie
opowiadało się po stronie żadnej określonej koncepcji etycznej i nie
narzucało jej innym, ale by ograniczyło się do zapewnienia każdemu
możliwie jak największej przestrzeni wolności, której jedynym
ograniczeniem zewnętrznym jest zasada nienaruszania przestrzeni autonomii,
do jakiej ma prawo każdy inny obywatel. Z drugiej strony uważa się, że
szacunek dla wolności wyboru innych wymaga, aby w sprawowaniu funkcji
publicznych i zawodowych nikt nie kierował się własnymi przekonaniami, ale
każdy starał się spełniać wszelkie żądania obywateli, uznawane i
gwarantowane przez ustawy prawne, przyjmując jako jedyne kryterium moralne
w wypełnianiu swoich funkcji to, co zostało określone w tychże ustawach. W
ten sposób odpowiedzialność osoby zostaje powierzona prawu cywilnemu, co
oznacza rezygnację z własnego sumienia przynajmniej w sferze działalności
publicznej.
70.
Wspólnym korzeniem wszystkich tych tendencji jest relatywizm etyczny,
cechujący znaczną część współczesnej kultury. Można się spotkać z
poglądem, że relatywizm ten jest warunkiem demokracji, jako że tylko on
miałby gwarantować tolerancję, wzajemny szacunek między ludźmi i uznanie
decyzji większości, podczas gdy normy moralne uważane za obiektywne i
wiążące prowadziłyby rzekomo do autorytaryzmu i nietolerancji.
Ale właśnie
problematyka szacunku dla życia pozwala dostrzec, jakie dwuznaczności i
sprzeczności — a w ślad za nimi przerażające konsekwencje praktyczne —
kryją się za tym poglądem.
To prawda, że
historia zna przypadki zbrodni dokonywanych w imię „prawdy”. Ale do czynów
równie zbrodniczych i do radykalnego pogwałcenia wolności dochodziło też i
nadal dochodzi pod wpływem „relatywizmu etycznego”. Gdy większość
parlamentarna lub społeczna uchwala, że zabicie jeszcze nie narodzonego
życia ludzkiego jest prawnie dopuszczalne, choćby nawet pod pewnymi
warunkami, to czyż nie podejmuje tym samym decyzji „tyrańskiej” wobec
najsłabszej i najbardziej bezbronnej ludzkiej istoty? Sumienie powszechne
słusznie wzdryga się w obliczu zbrodni przeciw ludzkości, które stały się
tak smutnym doświadczeniem naszego stulecia. Czyż te zbrodnie przestałyby
być zbrodniami, gdyby nie popełnili ich pozbawieni skrupułów dyktatorzy,
ale gdyby nadała im prawomocność zgoda większości?
W
rzeczywistości demokracji nie można przeceniać, czyniąc z niej namiastkę
moralności lub „cudowny środek” na niemoralność. Jest ona zasadniczo
„porządkiem” i jako taka środkiem do celu, a nie celem. Charakter
„moralny” demokracji nie ujawnia się samoczynnie, ale zależy od jej
zgodności z prawem moralnym, któremu musi być podporządkowana podobnie jak
każda inna działalność ludzka: zależy zatem od moralności celów, do
których zmierza, i środków, jakimi się posługuje jeśli wartość demokracji
jest dziś prawie powszechnie uznawana, to należy w tym widzieć pozytywny
„znak czasów”, co również stwierdził wielokrotnie Urząd Nauczycielski
Kościoła88. Ale wartość demokracji rodzi się albo zanika wraz z
wartościami, które ona wyraża i popiera: do wartości podstawowych i
koniecznych należy z pewnością godność każdej ludzkiej osoby, poszanowanie
jej nienaruszalnych i niezbywalnych praw, a także uznanie „dobra
wspólnego” za cel i kryterium rządzące życiem politycznym.
Podstawą tych
wartości nie mogą być tymczasowe i zmienne „większości” opinii publicznej,
ale wyłącznie uznanie obiektywnego prawa moralnego, które jako „prawo
naturalne”, wpisane w serce człowieka, jest normatywnym punktem
odniesienia także dla prawa cywilnego. Gdyby na skutek tragicznego
zagłuszenia sumienia zbiorowego sceptycyzm podał w wątpliwość nawet
fundamentalne zasady prawa moralnego, zachwiałoby to samymi podstawami
ładu demokratycznego, tak że stałby się on jedynie mechanizmem empirycznej
regulacji różnych i przeciwstawnych dążeń89.
Mógłby ktoś
pomyśleć, że również taka funkcja demokracji, z braku czegoś lepszego, ma
swoją wartość, jako że służy pokojowi społecznemu. Nawet uznając pewien
element prawdy w takiej ocenie, trudno nie zauważyć, iż bez zakorzenienia
w obiektywnej moralności nawet demokracja nie może zapewnić trwałego
pokoju, tym bardziej, że pokój, jeśli jego miarą nie są wartości takie jak
godność każdego człowieka i solidarność wszystkich ludzi, nierzadko
okazuje się pozorny. W systemach władzy opartych na zasadzie uczestnictwa
regulowanie interesów odbywa się często na korzyść silniejszych, gdy
potrafią oni skuteczniej sterować nie tylko mechanizmami władzy, ale także
procesem kształtowania się zgodnej opinii. W takiej sytuacji demokracja
łatwo staje się pustym słowem.
71.
Tak więc w trosce o przyszłość społeczeństwa i rozwój zdrowej demokracji
trzeba pilnie odkryć na nowo istnienie wartości ludzkich i moralnych,
należących do samej istoty i natury człowieka, które wynikają z prawdy o
człowieku oraz wyrażają i chronią godność osoby: wartości zatem, których
żadna jednostka, żadna większość ani żadne państwo nie mogą tworzyć,
zmieniać ani niszczyć, ale które winny uznać, szanować i umacniać.
W tym celu
trzeba przypomnieć podstawowe elementy relacji między prawem cywilnym a
prawem moralnym, tak jak je przedstawia Kościół, a które należą też do
dziedzictwa wielkich tradycji prawodawstwa ludzkości.
Nie ulega
wątpliwości, że zadanie prawa cywilnego jest inne niż prawa moralnego, a
zakres jego oddziaływania węższy. Jednak „w żadnej dziedzinie życia prawo
cywilne nie może zastąpić sumienia ani narzucać norm, które przekraczają
jego kompetencje”90, do których należy ochrona wspólnego dobra osób
poprzez uznanie i obronę ich podstawowych praw, umacnianie pokoju i
moralności publicznej91. Zadaniem prawa cywilnego jest bowiem ochrona ładu
społecznego opartego na prawdziwej sprawiedliwości, tak abyśmy „mogli
prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością” (1 Tm 2,
2). Właśnie dlatego prawo cywilne musi zapewnić wszystkim członkom
społeczeństwa poszanowanie pewnych podstawowych praw, które należą do
natury osoby i które musi uznać i chronić każde prawo stanowione. Wśród
nich pierwszym i podstawowym jest nienaruszalne prawo do życia każdej
niewinnej ludzkiej istoty. Chociaż władza państwowa może niekiedy
powstrzymać się od zakazania czegoś, co — gdyby zostało zabronione —
spowodowałoby jeszcze poważniejsze szkody92, nigdy jednak nie może uznać,
że jest prawem jednostek — nawet jeśli stanowiłyby one większość
społeczeństwa — znieważanie innych osób przez łamanie ich tak podstawowego
prawa, jakim jest prawo do życia. Prawna tolerancja przerywania ciąży lub
eutanazji nie może więc w żadnym przypadku powoływać się na szacunek dla
sumienia innych właśnie dlatego, że społeczeństwo ma prawo i obowiązek
bronić się przed nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem
wolności93.
W Encyklice
Pacem in terris Jan XXIII pisał na ten temat: „Podkreśla się dzisiaj, że
prawdziwe dobro wspólne polega przede wszystkim na poszanowaniu praw i
obowiązków ludzkiej osoby. Wobec tego głównym zadaniem sprawujących władzę
w państwie jest dbać z jednej strony o uznawanie tych praw, ich
poszanowanie, uzgadnianie, ochronę i stały ich wzrost, z drugiej zaś
strony to, aby każdy mógł łatwiej wypełniać swoje obowiązki. Albowiem
«podstawowym zadaniem wszelkiej władzy publicznej jest strzec
nienaruszalnych praw człowieka i dbać o to, by każdy mógł z większą
łatwością wypełniać swe obowiązki». Dlatego, jeśli sprawujący władzę nie
uznają praw człowieka, albo je gwałcą, to nie tylko sprzeniewierzają się
powierzonemu im zadaniu; również wydawane przez nich zarządzenia
pozbawione są wszelkiej mocy obowiązującej”94.
72. W
ciągłości z całą Tradycją Kościoła pozostaje także nauczanie o koniecznej
zgodności prawa cywilnego z prawem moralnym, jak to przedstawia cytowana
Encyklika Jana XXIII: „Władzy rozkazywania domaga się porządek duchowy i
wywodzi się ona od Boga. Jeśli więc sprawujący władzę w państwie wydają
prawa względnie nakazują coś wbrew temu porządkowi, a tym samym wbrew woli
Bożej, to ani ustanowione w ten sposób prawa, ani udzielone kompetencje
nie zobowiązują obywateli (...). Wtedy w rzeczywistości kończy się władza,
a zaczyna potworne bezprawie”95. Takie też jest jednoznaczne nauczanie św.
Tomasza z Akwinu, który pisze między innymi: „Prawo ludzkie jest prawem w
takiej mierze, w jakiej jest zgodne z prawym rozumem, a tym samym wypływa
z prawa wiecznego. Kiedy natomiast jakieś prawo jest sprzeczne z rozumem,
nazywane jest prawem niegodziwym; w takim przypadku jednak przestaje być
prawem i staje się raczej aktem przemocy”96. A w innym miejscu: „Każde
prawo ustanowione przez ludzi o tyle ma moc prawa, o ile wypływa z prawa
naturalnego. Jeśli natomiast pod jakimś względem sprzeciwia się prawu
naturalnemu, nie jest już prawem, ale wypaczeniem prawa”97
Otóż to
nauczanie odnosi się przede wszystkim i bezpośrednio do ludzkiego
ustawodawstwa, które nie uznaje podstawowego i pierwotnego prawa każdego
człowieka do życia. Tak więc ustawy, które dopuszczają bezpośrednie
zabójstwo niewinnych istot ludzkich, poprzez przerywanie ciąży i
eutanazję, pozostają w całkowitej i nieusuwalnej sprzeczności z
nienaruszalnym prawem do życia, właściwym wszystkim ludziom, i tym samym
zaprzeczają równości wszystkich wobec prawa. Można by wysunąć
zastrzeżenie, że nie dotyczy to eutanazji, gdy zostaje ona dokonana na w
pełni świadome żądanie zainteresowanego. Jednakże państwo, które uznałoby
takie żądanie za prawomocne i zezwoliłoby na jego spełnienie,
usankcjonowałoby swoistą formę samobójstwa-zabójstwa, wbrew podstawowym
zasadom, które zabraniają rozporządzać życiem i nakazują ochraniać każde
niewinne życie. W ten sposób zmierza się do osłabienia szacunku dla życia
i otwiera drogę postawom niszczącym zaufanie w relacjach społecznych.
Prawa, które dopuszczają oraz ułatwiają przerywanie ciąży i eutanazję, są
zatem radykalnie sprzeczne nie tylko z dobrem jednostki, ale także z
dobrem wspólnym i dlatego są całkowicie pozbawione rzeczywistej mocy
prawnej. Nieuznanie prawa do życia, właśnie dlatego, że prowadzi do
zabójstwa osoby, której społeczeństwo ma służyć, gdyż to stanowi rację
jego istnienia, przeciwstawia się zdecydowanie i nieodwracalnie możliwości
realizacji dobra wspólnego. Wynika stąd, że gdy prawo cywilne dopuszcza
przerywanie ciąży i eutanazję, już przez ten sam fakt przestaje być
prawdziwym prawem, moralnie obowiązującym.
73.
Przerywanie ciąży i eutanazja są zatem zbrodniami, których żadna ludzka
ustawa nie może uznać za dopuszczalne. Ustawy, które to czynią, nie tylko
nie są w żaden sposób wiążące dla sumienia, ale stawiają wręcz człowieka
wobec poważnej i konkretnej powinności przeciwstawienia się im poprzez
sprzeciw sumienia. Od samych początków Kościoła przepowiadanie apostolskie
pouczało chrześcijan o obowiązku posłuszeństwa władzom publicznym
prawomocnie ustanowionym (por. Rz 13, 1-7; 1 P 2, 13-14), ale zarazem
przestrzegało stanowczo, że „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz
5, 29). Już w Starym Testamencie znajdujemy wymowny przykład oporu wobec
niesprawiedliwego rozporządzenia władz — i to właśnie takiego, które było
wymierzone przeciw życiu. Żydowskie położne sprzeciwiły się faraonowi,
który nakazał zabijać wszystkie nowo narodzone dzieci płci męskiej: „nie
wykonały rozkazu króla egipskiego, pozostawiając przy życiu [nowo
narodzonych] chłopców” (Wj 1, 17). Trzeba jednak zwrócić uwagę na głęboki
motyw takiej postawy: „położne bały się Boga” (tamże). Właśnie z
posłuszeństwa Bogu — któremu należy się bojaźń, wyrażająca uznanie Jego
absolutnej i najwyższej władzy — człowiek czerpie moc i odwagę, aby
przeciwstawiać się niesprawiedliwym ludzkim prawom. Jest to moc i odwaga
tego, kto gotów jest nawet iść do więzienia lub zginąć od miecza, gdyż
jest przekonany, że „tu się okazuje wytrwałość i wiara świętych” (Ap 13,
10).
Tak więc w
przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo
dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego
stosować „ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej
takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu”98.
Szczególny
problem sumienia mógłby powstać w przypadku, w którym głosowanie w
parlamencie miałoby zdecydować o wprowadzeniu prawa bardziej
restryktywnego, to znaczy zmierzającego do ograniczenia liczby legalnych
aborcji, a stanowiącego alternatywę dla prawa bardziej permisywnego, już
obowiązującego lub poddanego głosowaniu. Takie przypadki nie są rzadkie.
Można bowiem zauważyć, że podczas gdy w niektórych częściach świata nadal
prowadzi się kampanie na rzecz wprowadzenia ustaw dopuszczających
przerywanie ciąży, popierane nierzadko przez potężne organizacje
międzynarodowe, w innych natomiast krajach — zwłaszcza tych, które
doświadczyły już gorzkich konsekwencji takiego permisywnego ustawodawstwa
— pojawia się coraz więcej oznak ponownego przemyślenia sprawy. W
omawianej tu sytuacji, jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite
zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży, parlamentarzysta, którego osobisty
absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim,
postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem
jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób
do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i
moralności publicznej. Tak postępując bowiem, nie współdziała się w sposób
niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje
się słuszną i godziwą próbę ograniczenia jego szkodliwych aspektów.
74.
Wprowadzenie niesprawiedliwych ustaw prawnych stawia często ludzi moralnie
prawych przed trudnymi problemami sumienia dotyczącymi kwestii współpracy,
a wynikającymi z obowiązku obrony własnego prawa do odmowy uczestnictwa w
działaniach moralnie złych. Decyzje, które trzeba wówczas podjąć, są
nieraz bolesne i mogą wymagać rezygnacji z osiągniętej pozycji zawodowej
albo wyrzeczenia się słusznych oczekiwań związanych z przyszłą karierą. W
innych przypadkach może się zdarzyć, że wykonywanie pewnych działań, ze
swej natury obojętnych albo wręcz pozytywnych, przewidzianych przez ustawy
prawne globalnie niesprawiedliwe, pozwala na ratowanie zagrożonego życia
ludzkiego. Z drugiej jednak strony można się słusznie obawiać, że gotowość
do wykonywania tych działań nie tylko wywoła zgorszenie i przyczyni się do
osłabienia niezbędnego sprzeciwu wobec zamachów na życie, ale doprowadzi
niepostrzeżenie do coraz powszechniejszego ulegania permisywnej logice.
Aby wyjaśnić
tę trudną kwestię moralną, należy przypomnieć ogólne zasady dotyczące
współudziału w złych czynach. Stanowczy nakaz sumienia zabrania
chrześcijanom, podobnie jak wszystkim ludziom dobrej woli, formalnego
współudziału w praktykach, które zostały co prawda dopuszczone przez
prawodawstwo państwowe, ale są sprzeczne z Prawem Bożym. Z moralnego
punktu widzenia nigdy nie wolno formalnie współdziałać w czynieniu zła.
Takie współdziałanie ma miejsce wówczas, gdy dokonany czyn — już to z
samej swej natury, już to ze względu na określony kontekst kształtujących
go okoliczności — ma charakter bezpośredniego uczestnictwa w działaniu
przeciwko niewinnemu życiu ludzkiemu albo też wyraża poparcie dla
niemoralnej intencji głównego sprawcy. Takiego współdziałania nie można
nigdy usprawiedliwić ani powołując się na zasadę poszanowania wolności
drugiego człowieka, ani też wykorzystując fakt, że prawo cywilne je
przewiduje i nakazuje: za czyny dokonywane osobiście przez każdego
istnieje bowiem odpowiedzialność moralna, od której nikt nie może się
uchylić i z której będzie sądzony przez samego Boga (por. Rz 2, 6; 14,
12).
Odmowa
współudziału w niesprawiedliwości to nie tylko obowiązek moralny, ale
także podstawowe ludzkie prawo. Gdyby tak nie było, człowiek byłby
zmuszony popełniać czyny z natury swojej uwłaczające jego godności i w ten
sposób jego wolność, której autentyczny sens i cel polega na dążeniu do
prawdy i dobra, zostałaby radykalnie naruszona. Chodzi tu zatem o prawo
podstawowe, które właśnie z tego względu powinno być przewidziane w
ustawodawstwie państwowym i przez nie chronione. Oznacza to, że lekarze,
personel medyczny i pielęgniarski oraz osoby kierujące instytucjami służby
zdrowia, klinik i ośrodków leczniczych powinny mieć zapewnioną możliwość
odmowy uczestnictwa w planowaniu, przygotowywaniu i dokonywaniu czynów
wymierzonych przeciw życiu. Kto powołuje się na sprzeciw sumienia, nie
może być narażony nie tylko na sankcje karne, ale także na żadne inne
ujemne konsekwencje prawne, dyscyplinarne, materialne czy zawodowe.
„Będziesz
miłował (...) swego bliźniego jak siebie samego” (Łk 10, 27): „umacniaj”
życie
75.
Boże przykazania wskazują nam drogę życia. Negatywne nakazy moralne, to
znaczy te, które uznają wybór określonego czynu za moralnie
niedopuszczalny, mają dla ludzkiej wolności wartość absolutną: obowiązują
zawsze i we wszystkich okolicznościach, bez żadnych wyjątków. Wskazują, że
wybór określonych postaw jest radykalnie sprzeczny z miłością do Boga i z
godnością osoby, stworzonej na. Tego obraz: takiego wyboru nie można zatem
uzasadnić żadną dobrą intencją ani konsekwencją; pozostaje on w jaskrawej
sprzeczności z komunią między osobami i przeciwstawia się podstawowej
decyzji podporządkowania własnego życia Bogu99.
Już w tym
sensie negatywne nakazy moralne spełniają niezwykle ważną funkcję
pozytywną: zawarte w nich bezwarunkowe „nie” określa nieprzekraczalną
granicę, poniżej której człowiek wolny nie może schodzić, a zarazem
wskazuje pewne minimum, które musi on zachowywać i od którego musi
rozpocząć wypowiadanie niezliczonych „tak”, zdolnych ogarniać stopniowo
cały horyzont dobra (por. Mt 5, 48). Przykazania, a zwłaszcza negatywne
nakazy moralne, są początkiem i koniecznym pierwszym etapem drogi do
wolności: „Pierwsza wolność — pisze św. Augustyn — polega na uwolnieniu
się od występków, (...) takich jak zabójstwo, cudzołóstwo, nierząd,
kradzież, oszustwo, świętokradztwo i tym podobne. Kiedy człowiek zaczyna
być wolny od tych występków (a nie powinien ich popełniać żaden
chrześcijanin), zaczyna podnosić głowę ku wolności, ale jest to dopiero
początek wolności, a nie wolność doskonała”100.
76.
Przykazanie „nie zabijaj” stanowi więc początek drogi prawdziwej wolności,
która prowadzi nas do energicznych działań na rzecz obrony życia i
kształtowania określonych postaw i zachowań jemu służących: czyniąc tak,
wywiązujemy się z naszej odpowiedzialności za osoby powierzone naszej
opiece i wyrażamy przez czyny i głoszenie prawdy wdzięczność Bogu za
wielki dar życia (por. Ps 139 [138], 13-14).
Stwórca
powierzył życie człowieka jego odpowiedzialnej trosce nie po to, by nim
samowolnie dysponował, ale by go mądrze strzegł oraz zarządzał nim wiernie
i z miłością. Bóg Przymierza powierzył życie każdego człowieka drugiemu
człowiekowi — jego bratu, zgodnie z prawem wzajemności dawania i
otrzymywania, składania siebie w darze i przyjmowania daru bliźniego. Gdy
nadeszła pełnia czasu, Syn Boży, wcielając się i oddając życie za
człowieka, ukazał, jakie wyżyny i głębie może osiągnąć to prawo
wzajemności. Przez dar swego Ducha Chrystus nadaje nową treść i znaczenie
prawu wzajemności, zawierzeniu człowieka człowiekowi. Duch, sprawca
komunii w miłości, tworzy między ludźmi nowe braterstwo i solidarność,
prawdziwy odblask tajemnicy wzajemnego dawania i przyjmowania, właściwej
Trójcy Przenajświętszej. Sam Duch staje się nowym prawem, które daje
wierzącym moc i budzi w nich odpowiedzialność, aby w życiu umieli
wzajemnie czynić dar z siebie i przyjmować drugiego człowieka,
uczestnicząc w miłości samego Jezusa Chrystusa i na Jego miarę.
77. To
nowe prawo ożywia i kształtuje także przykazanie „nie zabijaj”. Tak więc
dla chrześcijanina przykazanie to zawiera najwyższy nakaz szanowania,
kochania i wspierania życia każdego brata, stosownie do wymogów i wymiarów
miłości, jaką Bóg okazał w Jezusie Chrystusie. „On oddał za nas życie
swoje. My także winniśmy oddać życie za braci” (1 J 3, 16).
Przykazanie
„nie zabijaj” także w swojej treści najbardziej pozytywnej, jako nakaz
szanowania, kochania i umacniania życia, jest wiążące dla wszystkich
ludzi. Rozbrzmiewa bowiem w sumieniu każdego człowieka niczym nie milknące
echo pierwotnego przymierza Boga Stwórcy z człowiekiem; wszyscy mogą je
poznać dzięki światłu rozumu i zachowywać dzięki tajemniczemu działaniu
Ducha Świętego, który tchnąc tam, gdzie chce (por. J 3, 8), dosięga i
ogarnia każdego człowieka żyjącego na tym świecie.
Wszyscy zatem
mamy nieść naszemu bliźniemu posługę miłości, broniąc jego życia i
wspomagając je zawsze, a zwłaszcza wówczas, gdy jest słabe lub zagrożone.
Powinniśmy troszczyć się o nie tylko jako jednostki, ale także jako
wspólnota, czyniąc z bezwarunkowego szacunku dla życia ludzkiego fundament
nowego społeczeństwa.
Jesteśmy
wezwani, aby kochać i szanować życie każdego człowieka oraz dążyć wytrwale
i z odwagą do tego, by w naszej epoce, w której mnożą się zbyt liczne
oznaki śmierci, zapanowała wreszcie nowa kultura życia, owoc kultury
prawdy i miłości.
Rozdział IV
Mnieście to uczynili
O nową kulturę życia ludzkiego
„Wy zaś
jesteście ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła
jego potęgi” (por. 1 P 2, 9): lud życia i dla życia
78.
Kościół otrzymał Ewangelię jako orędzie oraz źródło radości i zbawienia.
Otrzymał ją w darze od Jezusa, posłanego przez Ojca, aby „ubogim niósł
dobrą nowinę” (Łk 4, 18). Otrzymał ją za pośrednictwem Apostołów, przez
Niego posłanych na cały świat (por. Mk 16, 15; Mt 28, 19-20). W Kościele
zrodzonym z tego głoszenia Ewangelii nieustannie rozbrzmiewa echo
przestrogi Apostoła: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” (2 Kor 9,
16). „Obowiązek ewangelizacji — pisał papież Paweł VI — należy uważać za
łaskę i właściwe powołanie Kościoła; wyraża on najprawdziwszą jego
właściwość. Kościół jest dla ewangelizacji”101.
Ewangelizacja
jest działaniem globalnym i dynamicznym, które ogarnia cały Kościół
uczestniczący w prorockiej, kapłańskiej i królewskiej misji Pana Jezusa.
Dlatego do jej nieodłącznych elementów należy przepowiadanie, celebracja i
posługa miłości. Jest aktem głęboko eklezjalnym, który domaga się udziału
wszystkich pracowników Ewangelii — każdego wedle właściwego mu charakteru
i posługi.
Dotyczy to
także głoszenia Ewangelii życia, stanowiącej integralną część Ewangelii,
którą jest Jezus Chrystus. Tej Ewangelii służymy, podtrzymywani
przekonaniem, że otrzymaliśmy ją w darze i zostaliśmy posłani, by ją
głosić całej ludzkości, „aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8). Tak więc
zachowujemy pokorną i wdzięczną świadomość, że jesteśmy ludem życia i dla
życia, i jako ten lud stajemy wobec świata.
79.
Jesteśmy ludem życia, ponieważ Bóg w swojej bezinteresownej miłości dał
nam Ewangelię życia, przez którą zostaliśmy przemienieni i zbawieni.
Zostaliśmy na powrót zdobyci przez „Dawcę życia” (Dz 3, 15) za cenę Jego
bezcennej krwi (por. 1 Kor 6, 20; 7, 23; 1 P 1, 19), a poprzez obmycie
wodą chrztu zostaliśmy wszczepieni w Niego (por. Rz 6, 4-5; Kol 2, 12)
niczym gałęzie, które z jednego drzewa czerpią soki i zdolność owocowania
(por. J 15, 5). Wewnętrznie odnowieni łaską Ducha, „Pana i Ożywiciela”,
staliśmy się ludem dla życia i mamy postępować zgodnie z tym powołaniem.
Jesteśmy
powołani: służba życiu nie jest dla nas powodem do wynoszenia się, ale
obowiązkiem, który rodzi się ze świadomości, że jesteśmy „ludem [Bogu] na
własność przeznaczonym, abyśmy ogłaszali dzieła Jego potęgi” (por. 1 P 2,
9). W naszej wędrówce prowadzi nas i umacnia prawo miłości: źródłem i
wzorem tej miłości jest wcielony Syn Boży, który stał się człowiekiem i
„przez swoją śmierć dał życie światu”102,
Jesteśmy
posłani jako lud. Obowiązek służby życiu spoczywa na wszystkich i na
każdym z nas. Jest to zadanie w ścisłym sensie „eklezjalne”, wymagające
zgodnego i ofiarnego działania wszystkich członków i wszystkich środowisk
chrześcijańskiej wspólnoty. Wspólnotowy charakter tego zadania nie
pozbawia ani nie umniejsza jednak odpowiedzialności osoby, do której
skierowany jest nakaz Chrystusa, by „stawała się bliźnim” każdego
człowieka: „Idź i ty czyń podobnie!” (Łk 10, 37).
Wszyscy razem
poczuwamy się do obowiązku głoszenia Ewangelii życia, celebrowania jej w
liturgii i w całym życiu oraz służenia jej poprzez różne inicjatywy i za
pośrednictwem struktur, które mają być dla niej oparciem i narzędziem
promocji.
„Oznajmiamy
wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli” (1J 1, 3): głosić Ewangelię życia
80.
„To (...), co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co
ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce
(...) — oznajmiamy wam, (...) abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami”
(1 J 1, 1. 3). Jezus jest jedyną Ewangelią: nie możemy mówić ani świadczyć
o niczym innym.
Właśnie
głoszenie Jezusa jest głoszeniem życia. On bowiem jest „Słowem życia”
(por. 1 J 1, 1). W Nim życie „objawiło się” (1 J 1, 2), więcej — On sam
jest „życiem wiecznym, które było w Ojcu, a nam zostało objawione” (por.
tamże). To samo życie dzięki darowi Ducha zostało udzielone człowiekowi.
Skierowane ku pełni życia, czyli ku „życiu wiecznemu”, także życie
ziemskie każdego człowieka zyskuje swój pełny sens.
Oświeceni
przez tę Ewangelię życia, odczuwamy potrzebę głoszenia jej i świadczenia o
jej niezwykłej nowości: ponieważ jest ona tożsama z Jezusem, który
przynosi wszelką nowość103 i przezwycięża to, co „stare”, a co bierze się
z grzechu i prowadzi do śmierci104, Ewangelia ta przerasta wszelkie
oczekiwania człowieka i objawia, na jakie wspaniałe wyżyny zostaje
wyniesiona mocą łaski godność osoby. Tak mówi o niej św. Grzegorz z Nyssy:
„Człowiek, który niczym się nie wyróżnia spośród stworzeń, który jest
prochem, zielskiem i marnością, gdy zostanie przybrany za syna przez Boga
wszechświata, staje się członkiem rodziny tej Istoty, której wspaniałości
i wielkości nikt nie może zobaczyć, usłyszeć ani pojąć. Jakież słowo, myśl
czy poryw ducha zdoła wysłowić przeobfitość tej łaski? Człowiek przerasta
własną naturę: ze śmiertelnego staje się nieśmiertelny, ze zniszczalnego
niezniszczalny, z przemijalnego wieczny, zaś z człowieka staje się
Bogiem”105,
Wdzięczność i
radość z niezmierzonej godności człowieka każe nam dzielić się z
wszystkimi tym orędziem: „oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli,
abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami” (1 J 1, 3). Trzeba dotrzeć z
Ewangelia życia do serca każdego człowieka i wprowadzić ją do samego
wnętrza ludzkiego społeczeństwa.
81.
Trzeba przede wszystkim głosić najistotniejszą treść tej Ewangelii. Jest
ona zwiastowaniem Boga żywego i bliskiego, który wzywa nas do głębokiego
zjednoczenia z sobą i otwiera nas na niezawodną nadzieję życia wiecznego;
jest potwierdzeniem nierozerwalnej więzi, jaka łączy osobę, jej życie i
jej cielesność; jest ukazywaniem życia ludzkiego jako życia „w relacji”,
jako daru Boga, owocu i znaku Jego miłości; jest proklamacją niezwykłej
więzi Jezusa z każdym człowiekiem, która pozwala rozpoznać w każdej
ludzkiej twarzy oblicze Chrystusa; jest ukazywaniem, że „bezinteresowny
dar z siebie” to zadanie i miejsce pełnej realizacji własnej wolności.
Zarazem
trzeba też wskazać na wszystkie konsekwencje tej Ewangelii, które tak
można ująć: życie ludzkie, jako cenny dar Boży, jest święte i
nienaruszalne, co oznacza w szczególności, że absolutnie niedopuszczalne
jest przerywanie ciąży i eutanazja; życia ludzkiego nie tylko nie wolno
zabijać, ale trzeba je chronić, otaczając je troskliwą opieką; życie
znajduje swój sens, gdy daje się i odzyskuje miłość, z której rodzi się
pełna prawda o ludzkiej płciowości i prokreacji; ta miłość nadaje sens
także cierpieniu i śmierci, a choć pozostają one okryte tajemnicą, mogą
się stać wydarzeniami zbawczymi; szacunek dla życia wymaga, aby nauka i
technika były zawsze podporządkowane człowiekowi i jego integralnemu
rozwojowi; całe społeczeństwo powinno szanować, chronić i umacniać godność
każdej osoby ludzkiej, w każdej chwili i stanie jej życia.
82.
Aby być naprawdę ludem służącym życiu, musimy konsekwentnie i odważnie
głosić te prawdy już na pierwszym etapie ewangelizacji, a następnie w
katechezie i różnych formach przepowiadania, w dialogu osobowym i we
wszelkich działaniach wychowawczych. Wychowawcy, nauczyciele, katecheci i
teolodzy winni podkreślać racje antropologiczne, które uzasadniają i
umacniają szacunek dla każdego życia ludzkiego. W ten sposób ukażemy w
pełnym blasku pierwotną nowość Ewangelii życia i pomożemy wszystkim
odkryć, także w świetle rozumu i doświadczenia, że chrześcijańskie orędzie
ukazuje pełnię prawdy o człowieku oraz o sensie jego bytu i istnienia;
odkryjemy cenne możliwości spotkania i dialogu także z niewierzącymi i
wszyscy razem będziemy kształtować nową kulturę życia.
W sytuacji,
gdy z różnych stron wypowiadane są najbardziej sprzeczne opinie i gdy
wielu odrzuca zdrową naukę o ludzkim życiu, zdajemy sobie sprawę, że także
do nas skierowana jest usilna prośba, z jaką św. Paweł zwracał się do
Tymoteusza: „głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, [w razie potrzeby]
wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć
nauczasz” (2 Tm 4, 2). Ta zachęta winna rozbrzmiewać ze szczególną mocą w
sercach tych, którzy w Kościele z różnego tytułu uczestniczą bardziej
bezpośrednio w jego misji „nauczyciela” życia. Niech zabrzmi zwłaszcza dla
nas Biskupów: od nas przede wszystkim oczekuje się, że będziemy
niestrudzonymi głosicielami Ewangelii życia, na mocy powierzonego nam
zadania mamy też czuwać nad integralnym i wiernym przekazem nauczania na
nowo ujętego w tej Encyklice oraz stosować wszelkie odpowiednie środki,
aby chronić wiernych przed każdą doktryną sprzeczną z tym nauczaniem.
Szczególną uwagę winniśmy poświęcić trosce o to, aby na uczelniach
teologicznych, w seminariach i w różnych instytucjach katolickich
głoszono, wyjaśniano i pogłębiano znajomość zdrowej nauki106. Niech
usłyszą słowa Pawłowego wezwania teolodzy, pasterze i wszyscy inni, którzy
zajmują się nauczaniem, katechezą i formacją sumień: świadomi swoich
zadań, niech wystrzegają się poważnego wykroczenia, jakim jest zdrada
prawdy i własnej misji przez głoszenie osobistych poglądów sprzecznych z
Ewangelią życia, wiernie przedstawioną na nowo i interpretowaną przez
Magisterium.
Głosząc tę
Ewangelię nie powinniśmy się lękać sprzeciwów i niepopularności, ale
odrzucać wszelkie kompromisy i dwuznaczności, które upodobniłyby nas do
tego świata (por. Rz 12, 2). Mamy być w świecie, ale nie ze świata (por. J
15, 19; 17, 16), czerpiąc moc z Chrystusa, który przez swoją śmierć i
zmartwychwstanie zwyciężył świat (por. J 16, 33).
„Dziękuję
Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie” (Ps 139 [138], 14): wysławiać
Ewangelię życia
83.
Jesteśmy posłani do świata jako „lud dla życia” i dlatego nasze głoszenie
musi wyrażać się także przez wysławianie Ewangelii życia w pełnym tego
słowa znaczeniu. Więcej — właśnie to wysławianie, dzięki sugestywnej
wymowie swoich gestów, symboli i obrzędów, powinno stać się cennym i
ważnym sposobem ukazywania piękna i wielkości tej Ewangelii.
W tym celu
należy przede wszystkim pielęgnować w nas samych i w innych postawę
kontemplacji107. Rodzi się ona z wiary w Boga życia, który stworzył
każdego człowieka i cudownie go ukształtował (por. Ps 139 [138], 14). Jest
to postawa tego, kto widzi życie w całej jego głębi, kto dostrzega jego
bezinteresowność i piękno oraz przyjmuje je jako wezwanie do wolności i
odpowiedzialności. Jest to postawa tego, kto nie próbuje zagarnąć dla
siebie rzeczywistości, ale przyjmuje ją jako dar, odkrywając w każdej
rzeczy odblask Stwórcy, a w każdej osobie Jego żywy obraz (por. Rdz 1, 27;
Ps 8, 6). Kto zachowuje taką postawę, nie poddaje się zniechęceniu, gdy
widzi człowieka chorego, cierpiącego, odepchniętego albo na progu śmierci;
wszystkie te sytuacje przyjmuje jako wezwanie do poszukiwania sensu i
właśnie w takich okolicznościach otwiera się, aby w twarzy każdej osoby
dostrzec zaproszenie do spotkania, do dialogu, do solidarności.
Czas już,
abyśmy wszyscy przyjęli taką postawę i na nowo nauczyli się czcić i
szanować każdego człowieka z sercem pełnym religijnego zachwytu, jak nam
zalecał Paweł VI w jednym ze swoich orędzi na Boże Narodzenie108. Nowy lud
odkupionych, który przyjął taką postawę kontemplacji, nie może wyrazić
tego inaczej, jak tylko przez hymny radości, chwały i dziękczynienia za
bezcenny dar życia, za tajemnicę powołania każdego człowieka do
uczestnictwa w Chrystusie w życiu łaski i do wiecznego istnienia w komunii
z Bogiem Stwórcą i Ojcem.
84.
Wysławiać Ewangelię życia znaczy oddawać cześć Bogu życia — Bogu, który
daje życie: „Musimy wysławiać życie wieczne, od którego pochodzi wszelkie
inne życie. Od niego otrzymuje życie, stosownie do swojej miary, każda
istota, która w jakiś sposób ma udział w życiu. To Boskie Życie, które
jest ponad wszelkim innym życiem, ożywia i zachowuje życie. Każde życie i
każdy proces życiowy pochodzi od tego Życia, które przerasta wszelkie
życie i wszelką zasadę życia. To jemu zawdzięczają dusze swoją
niezniszczalność, podobnie jak dzięki niemu żyją wszystkie zwierzęta i
rośliny, w których echo życia jest słabsze. Ludziom, jako istotom złożonym
z ducha i materii, Życie udziela życia. Gdy potem nadchodzi czas, aby je
porzucić, wtedy Życie, mocą swojej przeobfitej miłości do człowieka,
przemienia nas i przywołuje do siebie. Nie tylko: obiecuje doprowadzić nas
z duszą i ciałem do życia doskonałego, do nieśmiertelności. Nie dość
powiedzieć, że to Życie żyje: ono jest Początkiem życia, Przyczyną i
jedynym Źródłem życia. Każda istota żyjąca winna je kontemplować i
wielbić: z tego Życia tryska życie”109.
Także my,
wzorem Psalmisty, w codziennej modlitwie osobistej i wspólnotowej chwalimy
i błogosławimy Boga, naszego Ojca, który utkał nas w matczynym łonie,
widział nas i umiłował, gdyśmy powstawali w ukryciu (por. Ps 139 [138],
13. 15-16), i przepełnieni ogromną radością wołamy: „Dziękuję Ci, że mnie
stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz
moją duszę” (Ps 139 [138], 14). Doprawdy, „to śmiertelne życie — mimo jego
trudów, jego niezbadanych tajemnic, cierpień i nieuniknionej
przemijalności — jest czymś niezwykle pięknym, cudem zawsze nowym i
zachwycającym, wydarzeniem godnym tego, by opiewać je z radością i
uwielbieniem”110. Co więcej, człowiek i jego życie jawią się nam jako
jeden z najwspanialszych cudów stworzenia: Bóg obdarzył bowiem człowieka
niemal Boską godnością (por. Ps 8, 6-7). W każdym rodzącym się dziecku i w
każdym człowieku, który żyje lub umiera, dostrzegamy obraz Bożej chwały:
tę chwałę wysławiamy w każdym człowieku, znaku Boga żywego, ikonie Jezusa
Chrystusa.
Jesteśmy
powołani, aby wyrażać zachwyt i wdzięczność za życie otrzymane w darze
oraz by przyjmować z radością i przekazywać Ewangelię życia nie tylko w
modlitwie osobistej i wspólnotowej, ale przede wszystkim przez celebrację
roku liturgicznego. Należy tu zwłaszcza wymienić Sakramenty, które są
skutecznymi znakami obecności i zbawczego działania Chrystusa Pana w
chrześcijańskim życiu: dają ludziom udział w Boskim życiu, zapewniając im
potrzebną duchową energię, aby mogli urzeczywistnić pełny i prawdziwy sens
życia, cierpienia i śmierci. Celebracje liturgiczne, zwłaszcza
sakramentalne, dzięki ponownemu odkryciu autentycznego znaczenia tych
obrzędów i ich należytemu docenieniu, będą mogły coraz lepiej wyrażać
pełnię prawdy o narodzinach, życiu, cierpieniu i śmierci, pomagając
ludziom przeżywać te rzeczywistości jako udział w paschalnej tajemnicy
Chrystusa umarłego i zmartwychwstałego.
85.
Wysławiając i głosząc Ewangelię życia, należy umieć docenić i wykorzystać
także gesty i symbole, których tak wiele jest w różnych tradycjach
kulturowych i obyczajach ludowych. Są to przejawy i formy porozumiewania
się ludzi, którzy w różnych krajach i kulturach wyrażają za ich
pośrednictwem radość z narodzin nowego życia, poszanowanie i wolę obrony
każdego ludzkiego istnienia, troskę o cierpiącego i potrzebującego,
bliskość z człowiekiem starym i umierającym, współczucie w żałobie,
nadzieję i pragnienie nieśmiertelności.
W tym
kontekście proponuję, nawiązując także do sugestii Kardynałów
zgromadzonych na Konsystorzu w 1991 r., aby corocznie w każdym kraju
obchodzono Dzień Życia, podobnie jak dzieje się to już z inicjatywy
niektórych Konferencji Episkopatów. Trzeba, aby dzień ten był przygotowany
i obchodzony przy czynnym udziale wszystkich członków Kościoła lokalnego.
Jego podstawowym celem jest budzenie w sumieniach, w rodzinach, w Kościele
i w społeczeństwie świeckim wrażliwości na sens i wartość ludzkiego życia
w każdym momencie i w każdej kondycji: należy zwłaszcza ukazywać, jak
wielkim złem jest przerywanie ciąży i eutanazja, nie należy jednak pomijać
innych momentów i aspektów życia, które trzeba każdorazowo starannie
rozważyć w kontekście zmieniającej się sytuacji historycznej.
86.
Logika kultu duchowego przyjemnego Bogu (por. Rz 12, 1) wymaga, aby
sławienie Ewangelii życia dokonywało się przede wszystkim w codziennym
życiu i wyrażało się przez miłość do innych i dar z samego siebie. W ten
sposób całe nasze istnienie będzie się stawać autentycznym i
odpowiedzialnym przyjmowaniem daru życia oraz szczerym i wdzięcznym
chwaleniem Boga, który ofiarował nam ten dar. To właśnie dokonuje się w
tak wielu gestach ofiary, często niepozornej i ukrytej, spełnianej przez
mężczyzn i kobiety, dzieci i dorosłych, młodych i starszych, ludzi
zdrowych i chorych.
W takim
kontekście, bogatym w wartości ludzkie i w miłość, rodzą się także gesty
heroiczne. Są one najbardziej uroczystym wysławianiem Ewangelii życia,
ponieważ głoszą ją poprzez całkowity dar z siebie; są chwalebnym
objawieniem miłości największej, która każe oddać życie za ukochaną osobę
(por. J 15, 13); są uczestnictwem w tajemnicy Krzyża, w której Jezus
objawia, jak wielką wartość ma dla Niego życie każdego człowieka i jak
realizuje się ono w pełni poprzez bezinteresowny dar z siebie. Oprócz
faktów powszechnie znanych, istnieje jeszcze heroizm dnia codziennego, na
który składają się małe lub wielkie gesty bezinteresowności, umacniające
autentyczną kulturę życia. Pośród tych gestów na szczególne uznanie
zasługuje oddawanie organów, zgodnie z wymogami etyki, w celu ratowania
zdrowia, a nawet życia chorym, pozbawionym niekiedy wszelkiej nadziei.
Ten heroizm
dnia codziennego obejmuje milczące, ale niezwykle płodne i wymowne
świadectwo „tych wszystkich heroicznych matek, które bez reszty poświęcają
się swoim rodzinom, które cierpią wydając dzieci na świat, a potem gotowe
są podjąć wszelkie trudy, ponieść wszelkie ofiary, ażeby tym dzieciom
przekazać wszystko, co mają w sobie najlepszego”111. Spełniając w życiu
swoją misję, „nie zawsze te heroiczne matki znajdują oparcie w swoim
środowisku. Wręcz przeciwnie, modele cywilizacji, często kreowane i
propagowane przez środki społecznego przekazu, nie sprzyjają
macierzyństwu. W imię postępu i nowoczesności prezentuje się jako
przestarzałe takie wartości, jak wierność, czystość, poświęcenie, którymi
wyróżniały się i nadal wyróżniają rzesze chrześcijańskich matek i
narzeczonych. (...) Dziękujemy wam, heroiczne matki, za waszą miłość
niczym nie przezwyciężoną! Dziękujemy za heroiczne zawierzenie Bogu i Jego
miłości. Dziękujemy za ofiarę, którą złożyłyście ze swojego życia. (...)
Chrystus oddaje wam w tajemnicy paschalnej ten dar, jakiście Mu złożyły.
On bowiem ma moc oddać życie, które przyniosłyście Mu w ofierze”112.
„Jaki z tego
pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie
spełniał uczynków?” (Jk 2, 14): służyć Ewangelii życia
87.
Obrona i promocja życia ludzkiego jest przejawem uczestnictwa w misji
królewskiej Chrystusa i dlatego powinna mieć charakter posługi miłości,
która wyraża się przez świadectwo osobiste, różne formy wolontariatu,
działalności społecznej i zaangażowania politycznego. Jest to potrzeba
szczególnie nagląca w chwili obecnej, gdy „kultura śmierci” tak agresywnie
atakuje „kulturę życia” i często wydaje się nad nią przeważać. Przede
wszystkim jednak jest to potrzeba zrodzona z wiary, „która działa przez
miłość” (Ga 5, 6), jak nam o tym przypomina List św. Jakuba: „jaki z tego
pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie
spełniał uczynków? Czy [sama] wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład
brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś
z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» — a
nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała — to na co się to
przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa
jest sama w sobie” (2, 14-17).
W posłudze
miłości powinna nas ożywiać i wyróżniać określona postawa: musimy
zatroszczyć się o bliźniego jako o osobę, którą Bóg powierzył naszej
odpowiedzialności. Jako uczniowie Jezusa jesteśmy wezwani, aby stawać się
bliźnim każdego człowieka (por. Łk 10, 29-37), poświęcając szczególną
uwagę ubogim, samotnym, potrzebującym. Właśnie poprzez pomoc okazaną
człowiekowi głodnemu, spragnionemu, obcemu, nagiemu, choremu, uwięzionemu
— a także jeszcze nie narodzonemu dziecku albo starcowi dotkniętemu przez
cierpienie lub bliskiemu śmierci — jest nam dane służyć Jezusowi, który
sam powiedział: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich
najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Dlatego musimy uznać, że
także do nas odnosi się wezwanie i osąd zawarty w zawsze aktualnych
słowach św. Jana Złotoustego: „Chcesz czcić Chrystusa? Nie gardź Nim, gdy
ujrzysz Go nagim. Nie oddawaj Mu czci w świątyni, odzianemu w jedwabie,
aby potem wzgardzić Nim za bramą, gdzie cierpi zimno i nagość”113,
Posługa
miłości wobec życia powinna obejmować wszystko i wszystkich: nie może
tolerować jednostronności ani dyskryminacji, ponieważ życie ludzkie jest
święte i nienaruszalne w każdej swojej fazie i kondycji; jest ono dobrem
niepodzielnym. Trzeba zatem „zatroszczyć się” o całe życie i o życie
wszystkich. Więcej — trzeba dotrzeć jeszcze głębiej, do samych korzeni
życia i miłości.
Właśnie taka
głęboka miłość do każdego człowieka dała początek niezwykle bogatej
historii działalności charytatywnej, która rozwijała się przez stulecia i
dzięki której pojawiły się w życiu Kościoła i społeczeństwa bardzo liczne
struktury służące życiu. Budzą one podziw każdego obserwatora pozbawionego
uprzedzeń. Każda chrześcijańska wspólnota, przeniknięta zawsze żywym
poczuciem odpowiedzialności, powinna zapisywać kolejne karty tej historii
poprzez różnorodną działalność duszpasterską i społeczną. W tym duchu
należy w sposób dyskretny i skuteczny towarzyszyć rodzącemu się życiu,
otaczając szczególną opieką te matki, które nie boją się wydać na świat
dziecka i wychować je nawet bez udziału ojca. Podobną troskę należy okazać
życiu ludzi cierpiących i osamotnionych, zwłaszcza w jego końcowych
fazach.
88.
Wszystko to stwarza konieczność podjęcia cierpliwej i odważnej pracy
wychowawczej, która zachęci wszystkich i każdego do wzięcia na własne
barki brzemion innych (por. Ga 6, 2); wymaga nieustannej troski o
powołania do służby, zwłaszcza wśród młodzieży; nakazuje realizację
konkretnych projektów i inicjatyw, trwałych i ożywianych ewangelicznym
duchem.
Istnieją
liczne metody tej pracy, które należy stosować w sposób kompetentny i z
głębokim zaangażowaniem. Rodzącemu się życiu służą ośrodki upowszechniania
naturalnych metod regulacji płodności: należy je rozwijać, ponieważ
skutecznie pomagają one w stosowaniu zasad odpowiedzialnego ojcostwa i
macierzyństwa, dzięki którym każda osoba — poczynając od dziecka — jest
uznawana i szanowana ze względu na swą samoistną wartość, zaś kryterium
wszelkich decyzji jest bezinteresowny dar z siebie. Także pracownicy
poradnictwa małżeńskiego i rodzinnego, którzy pełnią właściwą sobie misję
doradzania i prewencji, kierując się antropologią zgodną z chrześcijańską
wizją osoby, małżeństwa i płciowości, oddają cenną przysługę wszystkim
rodzinom, pomagając im na nowo odkryć sens życia i miłości, wspomagając je
i towarzysząc w ich misji jako „sanktuarium życia”. Służą rodzącemu się
życiu także ośrodki pomocy życiu i domy czy ośrodki opieki nad życiem.
Dzięki ich działalności liczne niezamężne matki i pary małżeńskie
znajdujące się w trudnym położeniu odzyskują poczucie sensu i motywację
oraz znajdują potrzebną pomoc i oparcie w przezwyciężaniu problemów i
lęków, związanych z przyjęciem poczętego czy nowo narodzonego życia.
W obliczu
różnych życiowych trudności, patologii, chorób i odtrącenia przez
społeczeństwo, także inne metody działalności — takie jak wspólnoty
terapeutyczne dla narkomanów, ośrodki opieki nad nieletnimi lub chorymi
umysłowo, ośrodki leczenia i opieki dla chorych na AIDS, stowarzyszenia
pomocy, przede wszystkim niepełnosprawnym — stanowią wymowny przykład
tego, czego potrafi dokonać chrześcijańska miłość, aby każdemu przywrócić
nadzieję i stworzyć konkretne możliwości życia.
Gdy zaś
ziemskie życie człowieka zbliża się ku końcowi, jest jeszcze miłość, która
potrafi znaleźć najwłaściwsze sposoby, aby zapewnić osobom starszym,
zwłaszcza gdy nie są już samodzielne, oraz chorym w tak zwanej ostatniej
fazie życia pomoc prawdziwie humanitarną i należycie zaspokoić ich
potrzeby, a przede wszystkim złagodzić ich lęki i poczucie osamotnienia. W
tych przypadkach niezastąpiona jest rola rodziny, ale osoby te mogą
znaleźć wielką pomoc w strukturach opieki społecznej, a kiedy jest to
konieczne w leczeniu paliatywnym, korzystając z odpowiednich usług
sanitarnych i społecznych, działających zarówno w miejscach zorganizowanej
opieki, jak i w domu.
Pod
szczególną rozwagę należy wziąć na nowo rolę szpitali, klinik i ośrodków
rekonwalescencji: zgodnie ze swoją prawdziwą tożsamością nie są one
jedynie instytucjami, w których otacza się opieką chorych i umierających,
ale przede wszystkim środowiskami, w których dostrzega się i przeżywa
ludzki i prawdziwie chrześcijański sens choroby, cierpienia i śmierci. Ta
tożsamość powinna być szczególnie widoczna w instytucjach prowadzonych
przez zakony lub w jakiś sposób związanych z Kościołem.
89. Te
struktury i miejsca służące życiu, a także wszystkie inne formy pomocy i
solidarności, które okazują się doraźnie potrzebne w określonych
sytuacjach, muszą być prowadzone przez osoby bezinteresownie zaangażowane
i głęboko świadome tego, jak decydujące znaczenie ma Ewangelia życia dla
dobra jednostki i społeczeństwa.
Szczególna
odpowiedzialność spoczywa na personelu służby zdrowia: lekarzach,
farmaceutach, pielęgniarkach i pielęgniarzach, kapelanach, zakonnikach i
zakonnicach, pracownikach administracyjnych i wolontariuszach. Ich zawód
każe im strzec ludzkiego życia i służyć mu. W dzisiejszym kontekście
kulturowym i społecznym, w którym nauka i sztuka medyczna zdają się tracić
swój wrodzony wymiar etyczny, mogą doznawać oni często silnej pokusy
manipulowania życiem, z czasem wręcz powodowania śmierci. Wobec istnienia
takiej pokusy wzrasta niezmiernie ich odpowiedzialność, która znajduje
najgłębszą inspirację i najmocniejsze oparcie właśnie we wrodzonym i
niezbywalnym wymiarze etycznym zawodu lekarskiego, o czym świadczy już
starożytna, ale zawsze aktualna przysięga Hipokratesa, według której każdy
lekarz jest zobowiązany okazywać najwyższy szacunek życiu ludzkiemu i jego
świętości.
Absolutne
poszanowanie każdego niewinnego życia ludzkiego nakazuje także skorzystać
z prawa do sprzeciwu sumienia wobec aborcji i eutanazji. „Uśmiercenie”
nigdy nie może zostać uznane za działanie lecznicze, nawet wówczas, gdy
jedyną intencją jest spełnienie żądania pacjenta: jest to raczej
sprzeniewierzenie się zawodowi lekarskiemu, który można określić jako
żarliwe i stanowcze „tak” wobec życia. Także w dziedzinie poszukiwań
biomedycznych, fascynującej i zapowiadającej nowe wielkie odkrycia służące
dobru ludzkości, należy zawsze unikać eksperymentów, badań i zastosowań,
które lekceważąc nienaruszalną godność ludzkiej istoty przestają służyć
człowiekowi i choć pozornie mu pomagają, w rzeczywistości są wymierzone
przeciw niemu.
90.
Szczególną rolę mają do odegrania osoby zaangażowane w wolontariat: wnoszą
one cenny wkład w służbę życiu, gdy potrafią połączyć kwalifikacje
zawodowe z wielkoduszną i bezinteresowną miłością. Ewangelia życia
przynagla je, aby postawę zwykłej filantropii wynosiły na wyżyny miłości
Chrystusa; aby każdego dnia, mimo trudów i zmęczenia, odnawiały w sobie
świadomość godności każdego człowieka; aby starały się odkrywać potrzeby
ludzi i wytyczać — jeśli to konieczne — nowe drogi tam, gdzie potrzeby są
pilniejsze, zaś słabsi wymagają większej uwagi i pomocy.
Konsekwentny
realizm miłości nakazuje służyć Ewangelii życia także poprzez różne formy
działalności społecznej i aktywności politycznej, polegające na głoszeniu
i obronie wartości życia w naszych coraz bardziej złożonych i
pluralistycznych społeczeństwach. Jednostki, rodziny, grupy i
stowarzyszenia są odpowiedzialne — choć z różnego tytułu i na różne
sposoby — za tę działalność społeczną i za realizację przedsięwzięć w
dziedzinie kultury, gospodarki, polityki i prawodawstwa, które kierując
się szacunkiem dla wszystkich i logiką demokratycznego współistnienia,
przyczyniają się do budowania społeczeństwa opartego na uznaniu i ochronie
godności każdej osoby oraz na obronie i promocji życia wszystkich.
Jest to
zadanie, które spoczywa przede wszystkim na odpowiedzialnych za sprawy
publiczne. Powołani do służby człowiekowi i dobru wspólnemu, mają oni
obowiązek opowiadać się odważnie po stronie życia, zwłaszcza w sferze
rozporządzeń prawnych. W systemie demokratycznym, gdzie podstawą praw i
decyzji jest zgodna wola wielu obywateli, w świadomości osób sprawujących
władzę może osłabnąć poczucie osobistej odpowiedzialności. Nikt jednak nie
może się od niej uchylić, zwłaszcza jeśli sprawuje funkcje ustawodawcze
lub decyzyjne, które każą mu odpowiedzieć przed Bogiem, przed własnym
sumieniem i przed całym społeczeństwem za ewentualne decyzje sprzeczne z
prawdziwym dobrem wspólnym. Choć prawa nie są jedynym narzędziem obrony
ludzkiego życia, odgrywają rolę bardzo ważną, a czasem decydującą w
procesie kształtowania określonej mentalności i obyczaju. Powtarzam raz
jeszcze, że ustawa łamiąca naturalne prawo niewinnego człowieka do życia
jest niesprawiedliwa i jako taka nie może mieć mocy prawnej. Dlatego
stanowczo ponawiam swój apel do wszystkich polityków, aby nie wprowadzali
ustaw, które nie uznają godności osoby i tym samym zagrażają samym
korzeniom społecznego współżycia.
Kościół wie,
że w kontekście pluralistycznych demokracji, w których współistnieją silne
nurty kulturowe o różnej orientacji, trudno jest zapewnić życiu skuteczną
ochronę prawną. Jest jednak przekonany, że głos moralnej prawdy
rozbrzmiewa w głębi każdego sumienia, i dlatego zachęca polityków, przede
wszystkim chrześcijańskich, aby nie poddawali się zniechęceniu i
podejmowali decyzje, które uwzględniając konkretne możliwości, prowadzą do
przywrócenia właściwego ładu poprzez uznanie i promocję wartości życia. W
tym kontekście należy podkreślić, że nie wystarczy zniesienie niegodziwych
praw. Należy usunąć przyczyny, które sprzyjają zamachom na życie, przede
wszystkim przez zapewnienie należytej pomocy rodzinie i macierzyństwu:
polityka rodzinna musi być filarem i motorem wszelkiej polityki
społecznej. Dlatego należy podejmować działania społeczne i prawodawcze
zdolne zapewnić warunki autentycznej wolności w podejmowaniu decyzji
dotyczących ojcostwa i macierzyństwa; konieczne jest też oparcie na nowych
zasadach polityki w sferze pracy, rozwoju miast, budownictwa
mieszkaniowego i usług, tak aby można było pogodzić rytmy pracy z rytmem
życia rodzinnego oraz zapewnić rzeczywistą opiekę dzieciom i starcom.
91.
Ważną dziedziną polityki na rzecz życia jest dziś problematyka
demograficzna. Władze publiczne są oczywiście zobowiązane „wpływać na
ukierunkowanie demografii ludności”114, ale działania te muszą zakładać i
respektować pierwotną i niezbywalną odpowiedzialność małżonków i rodzin,
nie mogą też uciekać się do metod sprzecznych z godnością osoby i z jej
podstawowymi prawami, przede wszystkim z prawem każdej niewinnej istoty
ludzkiej do życia. Jest zatem moralnie niedopuszczalna taka polityka
regulacji urodzin, która zachęca lub wręcz zmusza do stosowania
antykoncepcji lub dokonywania sterylizacji i aborcji.
Do
rozwiązania kwestii demograficznej należy dążyć zupełnie innymi drogami:
rządy i różne instytucje międzynarodowe powinny przede wszystkim zmierzać
do stworzenia warunków ekonomicznych, społecznych, medycznych, sanitarnych
i kulturowych, które pozwolą małżonkom podejmować decyzje o prokreacji z
pełną wolnością i z prawdziwą odpowiedzialnością; powinny też podejmować
wysiłki, aby „wytwarzać więcej środków i sprawiedliwiej dzielić bogactwo,
dając wszystkim równy udział w korzystaniu z dóbr stworzenia. Trzeba
szukać rozwiązań w skali całego świata, tworząc prawdziwą ekonomię
wspólnoty i współudziału w dobrach, zarówno na szczeblu międzynarodowym,
jak i krajowym”115. Jest to jedyna droga szanująca godność osób i rodzin,
a zarazem autentyczne dziedzictwo kulturowe narodów.
Służba
Ewangelii życia jest zatem dziedziną rozległą i złożoną. Coraz wyraźniej
dostrzegamy, że stwarza ona cenne możliwości konkretnej współpracy z
braćmi innych Kościołów i Wspólnot kościelnych, zgodnie z linią ekumenizmu
działania, do którego zachęcił nas z naciskiem Sobór Watykański II116.
Dziedzina ta jawi się też jako ofiarowana nam przez Opatrzność przestrzeń
dialogu i współpracy z wyznawcami innych religii i z wszystkimi ludźmi
dobrej woli: obrona i promocja życia nie są niczyim monopolem, ale
zadaniem i odpowiedzialnością wszystkich. Wyzwanie, przed którym stajemy u
progu trzeciego tysiąclecia, jest trudne: tylko zgodna współpraca
wszystkich, którzy wierzą w wartość życia, pozwoli uniknąć klęski
cywilizacji i jej nieobliczalnych konsekwencji.
„Oto synowie
są darem pana, a owoc łona nagrodą” (Ps 127 [126], 3): rodzina jako
„sanktuarium życia”
92. W
łonie „ludu życia i dla życia” najważniejsza odpowiedzialność spoczywa na
rodzinie: odpowiedzialność ta wypływa z samej natury rodziny — jako
wspólnoty życia i miłości, opartej na małżeństwie — i z jej misji
„strzeżenia, objawiania i przekazywania miłości”117. Mowa tu o miłości
samego Boga, którego współpracownikami i w pewnym sensie rzecznikami stają
się rodzice, gdy przekazują życie i wychowują je zgodnie z Jego ojcowskim
zamysłem118. Jest to zatem miłość, która staje się bezinteresownym darem,
przyjęciem i ofiarowaniem: w rodzinie każdy spotyka się z akceptacją,
szacunkiem i czcią, ponieważ jest osobą, jeżeli zaś ktoś bardziej
potrzebuje pomocy, zostaje otoczony tym czujniejszą i troskliwszą opieką.
Rodzina jest
powołana, aby spełniać swoje zadania w ciągu całego życia swoich członków,
od narodzin do śmierci. Jest prawdziwym „sanktuarium życia (...) miejscem,
w którym życie, dar Boga, może w sposób właściwy być przyjęte i chronione
przed licznymi atakami, na które jest ono wystawione, może też rozwijać
się zgodnie z wymogami prawdziwego ludzkiego wzrostu”119. Dlatego rodzina
odgrywa decydującą i niezastąpioną rolę w kształtowaniu kultury życia.
Jako Kościół
domowy rodzina jest powołana do głoszenia, wysławiania i służenia
Ewangelii życia. Jest to zadanie przede wszystkim małżonków, którzy są
wezwani, aby być przekazicielami życia na podstawie nieustannie odnawianej
świadomości sensu rodzicielstwa, pojmowanego jako doniosłe wydarzenie,
ukazujące, że życie ludzkie jest darem, który przyjmujemy po to, aby go
ponownie ofiarować. Rodząc nowe życie, rodzice przekonują się, że dziecko,
„choć jest owocem ich wzajemnego daru miłości, jest zarazem darem dla
obojga — darem, który wypływa z daru”120.
Rodzina
spełnia swoją misję głoszenia Ewangelii życia przede wszystkim przez
wychowanie dzieci. Przez słowo i przykład, przez codzienne kontakty i
decyzje, przez konkretne gesty i znaki rodzice uczą swoje dzieci
autentycznej wolności, która się urzeczywistnia przez bezinteresowny dar z
siebie, i rozwijają w nich szacunek dla innych, poczucie sprawiedliwości,
postawę serdecznej akceptacji innych, dialogu, wielkodusznej służby i
solidarności oraz wszelkie inne wartości, które pomagają przyjmować życie
jako dar. Praca wychowawcza chrześcijańskich rodziców powinna służyć
rozwojowi wiary dzieci i pomagać im w spełnianiu powołania, które
otrzymały od Boga. W ramach swojej misji wychowawczej rodzice powinni
nauczyć dzieci, słowem i świadectwem, jaki jest prawdziwy sens cierpienia
i śmierci: zdołają to uczynić, jeśli sami będą dostrzegać wszelkie
przejawy cierpienia wokół siebie, a bardziej jeszcze, jeśli będą umieli
okazać serdeczność, opiekuńczość oraz współczucie chorym i osobom starszym
we własnej rodzinie.
93.
Ponadto rodzina wysławia Ewangelię życia przez codzienną modlitwę osobistą
i rodzinną: chwali w niej Boga i dziękuje Mu za dar życia, prosi o światło
i moc, aby stawiać czoło trudnościom i cierpieniom, nigdy nie tracąc
nadziei. Jednakże sposobem wysławiania, które nadaje sens wszelkim innym
formom modlitwy i kultu jest ten, który się wyraża w codziennym życiu
rodziny, gdy jego treść stanowi miłość i ofiara.
W ten sposób
wysławianie przekształca się w służbę Ewangelii życia, której wyrazem jest
solidarność, doświadczana wewnątrz i na zewnątrz rodziny jako czujna i
serdeczna troska, a okazywana przez drobne i skromne gesty każdego dnia.
Szczególnie wymownym znakiem solidarności między rodzinami jest adopcja
lub wzięcie pod opiekę dzieci porzuconych przez rodziców czy też żyjących
w trudnych warunkach. Niezależnie od związków ciała i krwi, prawdziwa
miłość ojcowska i macierzyńska gotowa jest przyjąć także dzieci pochodzące
z innych rodzin, obdarzając je tym wszystkim, co jest im potrzebne do
życia i pełnego rozwoju. Wśród różnych form adopcji warto zalecić także
adopcję na odległość, bardziej wskazaną w przypadkach, gdy jedynym powodem
porzucenia dziecka jest głębokie ubóstwo jego rodziny. Ten typ adopcji
pozwala bowiem zapewnić rodzicom niezbędną pomoc, aby mogli utrzymać i
wychować własne dzieci, a nie łączy się z koniecznością wyrwania ich z
naturalnego środowiska.
Solidarność,
rozumiana jako „mocna i trwała wola angażowania się na rzecz dobra
wspólnego”121, musi się urzeczywistniać także poprzez różne formy udziału
w życiu społecznym i politycznym. Tak więc służba Ewangelii życia polega
również na tym, że rodziny, głównie przez zrzeszanie się w odpowiednich
organizacjach, starają się tak oddziaływać na prawodawstwo i na instytucje
państwowe, aby w żaden sposób nie naruszały one prawa do życia od poczęcia
do naturalnej śmierci, ale chroniły je i umacniały.
94.
Szczególne miejsce należy przyznać ludziom starszym. Podczas gdy w
niektórych kulturach osoba w podeszłym wieku pozostaje włączona w życie
rodzinne i odgrywa w nim czynną i ważną rolę, w innych kulturach człowiek
stary jest postrzegany jako bezużyteczny ciężar i bywa pozostawiany samemu
sobie: w takim kontekście łatwo może się zrodzić pokusa zastosowania
eutanazji.
Spychanie
ludzi starych na margines albo wręcz ich odrzucanie jest niedopuszczalne.
Ich obecność w rodzinie, a przynajmniej utrzymanie ścisłego kontaktu z
nimi, gdyby ze względu na ciasnotę mieszkaniową lub z innych przyczyn ta
obecność nie była możliwa, ma fundamentalne znaczenie w kształtowaniu
klimatu wzajemnej wymiany i wzbogacającego dialogu między różnymi
pokoleniami. Konieczne jest zatem zachowanie swoistej „umowy” między
pokoleniami — lub jej przywrócenie, jeżeli została zarzucona — na mocy
której rodzice w podeszłym wieku, bliscy już kresu swojej wędrówki, mogą
oczekiwać od dzieci opieki i solidarności, jaką sami okazali dzieciom na
początku ich życia: wymaga tego posłuszeństwo Bożemu przykazaniu o
oddawaniu czci należnej ojcu i matce (por. Wj 20, 12; Kpł 19, 3). Ale to
nie wszystko. Człowiek stary jest nie tylko „przedmiotem” troski, opieki i
służby. On sam może także wnieść cenny wkład w Ewangelię życia. Może i
powinien wykorzystywać bogate doświadczenie, jakie zdobył w ciągu lat
swego życia, aby przekazywać mądrość, świadczyć o nadziei i miłości.
Chociaż
prawdą jest, że „przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę”122, trzeba
przyznać, że w dzisiejszych warunkach społecznych, ekonomicznych i
kulturowych zadania rodziny w służbie życia stają się często trudniejsze i
bardziej uciążliwe. Aby rodzina mogła wypełnić swoje powołanie jako
„sanktuarium życia” i komórka społeczeństwa, które miłuje i przyjmuje
życie, należy koniecznie i pilnie zapewnić jej pomoc i oparcie.
Społeczeństwo i państwo powinny udzielić wszelkiej niezbędnej pomocy,
także ekonomicznej, aby rodziny mogły rozwiązywać swoje problemy w sposób
bardziej ludzki. Ze swej strony Kościół winien niestrudzenie rozwijać
duszpasterstwo rodzin zdolne pobudzić każdą rodzinę do odkrycia i
przeżywania z radością i odwagą misji wyznaczonej jej przez Ewangelię
życia.
„Postępujcie
jak dzieci światłości” (Ef 5, 8): potrzeba głębokiej odnowy kultury
95.
„Postępujcie jak dzieci światłości! (...) Badajcie, co jest miłe Panu. I
nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności” (Ef 5, 8. 10-11). We
współczesnym kontekście społecznym, naznaczonym przez dramatyczną walkę
między „kulturą życia” a „kulturą śmierci”, należy wykształcić w sobie
silny zmysł krytyczny, pozwalający na rozeznanie prawdziwych wartości i
autentycznych potrzeb.
Potrzebna
jest powszechna mobilizacja sumień i wspólny wysiłek etyczny, aby
wprowadzić w czyn wielką strategię obrony życia. Wszyscy razem musimy
budować nową kulturę życia: nową, to znaczy zdolną podejmować i
rozwiązywać istniejące dziś, a dawniej nieznane problemy związane z
ludzkim życiem; nową, to znaczy bardziej zdecydowanie i czynnie przyjętą
przez wszystkich chrześcijan; nową, to znaczy zdolną pobudzić do poważnej
i śmiałej konfrontacji kulturowej z wszystkimi. Nagląca potrzeba tej
odnowy kultury wynika z sytuacji dziejowej, w jakiej obecnie żyjemy, ale
przede wszystkim jest zakorzeniona w samej misji ewangelizacyjnej,
powierzonej Kościołowi. Ewangelia bowiem zmierza do „przemienienia od
wewnątrz i odnowienia ludzkości”123; jest jak zaczyn, który zakwasza całe
ciasto (por. Mt 13, 33) i dlatego ma przenikać wszystkie kultury i ożywiać
je od wewnątrz124, aby wyrażały całą prawdę o człowieku i o jego życiu.
Należy
rozpocząć od odnowy kultury życia wewnątrz samych wspólnot
chrześcijańskich. Zbyt często ludzie wierzący, nawet ci, którzy
uczestniczą czynnie w życiu Kościoła, ulegają tendencji do odrywania wiary
chrześcijańskiej od jej wymogów etycznych dotyczących życia, co prowadzi
do subiektywizmu moralnego i do pewnych niedopuszczalnych zachowań. Musimy
zatem z całą jasnością i odwagą postawić sobie pytanie, jaka kultura życia
jest dziś rozpowszechniona wśród poszczególnych chrześcijan, rodzin,
stowarzyszeń i wspólnot w naszych diecezjach. Równie jasno i zdecydowanie
musimy określić działania, jakie mamy podjąć, aby służyć życiu w świetle
pełnej prawdy o nim. Jednocześnie powinniśmy rozwijać poważny i głęboki
dialog z wszystkimi, także z niewierzącymi, na temat podstawowych
problemów ludzkiego życia i prowadzić go w ośrodkach twórczości
intelektualnej, w różnych środowiskach zawodowych oraz tam, gdzie
przebiega codzienne życie każdego z nas.
96.
Pierwszym i podstawowym krokiem w kierunku tej odnowy kultury jest
kształtowanie i uwrażliwianie sumienia na niewymierną i nienaruszalną
wartość każdego ludzkiego życia. Sprawą najwyższej wagi jest ponowne
odkrycie nierozerwalnej więzi między życiem a wolnością. Są to dobra
nierozdzielne: naruszenie jednego z nich prowadzi do naruszenia także
drugiego. Nie ma prawdziwej wolności tam, gdzie nie przyjmuje się i nie
miłuje życia; pełnia życia jest możliwa tylko w wolności. Obydwie te
rzeczywistości mają też wspólny aspekt, wrodzony i szczególny, który łączy
je nierozerwalnie: powołanie do miłości. Ta miłość, pojmowana jako
bezinteresowny dar z siebie125, stanowi najprawdziwszy sens życia i
wolności człowieka.
Równie
decydujące znaczenie dla formacji sumienia ma ponowne odkrycie
konstytutywnej więzi łączącej wolność z prawdą. Jak już wielokrotnie
stwierdzałem, oderwanie wolności od obiektywnej prawdy uniemożliwia
oparcie praw człowieka na solidnej bazie racjonalnej i stwarza sytuację, w
której w społeczeństwie może zapanować anarchiczna samowola jednostek albo
zabójczy totalitaryzm władzy126.
Jest zatem
konieczne, aby człowiek uznał swoją pierwotną i niezaprzeczalną kondycję
stworzenia, które otrzymuje od Boga istnienie i życie jako dar i zadanie:
tylko akceptując tę przyrodzoną zależność swego bytu, człowiek może
realizować w pełni swoje życie i wolność, a zarazem szanować dogłębnie
życie i wolność każdej innej osoby. Tutaj przede wszystkim ujawnia się, że
„osią każdej kultury jest postawa człowieka wobec największej tajemnicy:
tajemnicy Boga”127. Kiedy odrzuca się Boga i żyje tak, jakby On nie
istniał, albo nie szanuje się jego przykazań, łatwo odrzuca się lub
podważa godność ludzkiej osoby i nienaruszalność jej życia.
97. Z
formacją sumienia łączy się ściśle praca wychowawcza, która pomaga
człowiekowi stawać się coraz bardziej człowiekiem, wprowadza go coraz
głębiej w prawdę, kształtuje w nim coraz większy szacunek dla życia,
wychowuje go do prawidłowych relacji międzyosobowych.
Należy
zwłaszcza wpajać szacunek dla wartości życia, i to poczynając od samych
jego korzeni. Złudne jest przekonanie, że można budować prawdziwą kulturę
ludzkiego życia, nie pomagając młodym w pojmowaniu i przeżywaniu
płciowości, miłości i życia zgodnie z ich prawdziwym znaczeniem i w ich
ścisłej współzależności. Płciowość jest bogactwem całego człowieka,
„ujawniającym swe głębokie znaczenie w doprowadzeniu osoby do złożenia
daru z siebie w miłości”128. Banalizacja płciowości jest jednym z głównych
czynników, które stoją u początków pogardy dla rodzącego się życia: tylko
prawdziwa miłość umie strzec życia. Nie można zatem uchylać się od
obowiązku zapewnienia — przede wszystkim młodszej i starszej młodzieży —
autentycznego wychowania do płciowości i miłości, formacji zawierającej
wychowanie do czystości jako cnoty, która sprzyja osiągnięciu osobowej
dojrzałości i uzdalnia do poszanowania „oblubieńczego” znaczenia ciała.
Dzieło
wychowania do życia obejmuje formację małżonków do odpowiedzialnego
rodzicielstwa. Wymaga ona, zgodnie ze swym prawdziwym znaczeniem, aby
małżonkowie byli posłuszni wezwaniu Bożemu i działali jako wierni
wyraziciele Jego zamysłu: ma to miejsce wówczas, gdy decydują się
wielkodusznie otworzyć rodzinę na nowe życie i zachowują postawę służby
życiu nawet wtedy, gdy z poważnych przyczyn i zgodnie z prawem moralnym
postanawiają unikać tymczasowo lub na czas nieokreślony nowych narodzin.
Prawo moralne zobowiązuje ich w każdym przypadku do panowania nad
skłonnościami instynktu i namiętnościami oraz do szanowania praw
biologicznych wpisanych w ich osoby. Właśnie taki szacunek uprawnia, w
duchu służby odpowiedzialnemu rodzicielstwu, do stosowania naturalnych
metod regulacji płodności: są one coraz bardziej precyzyjne z naukowego
punktu widzenia i stwarzają konkretne możliwości podejmowania decyzji
zgodnych z wartościami moralnymi. Rzetelna ocena rezultatów osiągniętych
na tym polu powinna usunąć uprzedzenia, nadal zbyt rozpowszechnione, i
przekonać małżonków oraz pracowników służb medycznych i społecznych o
potrzebie właściwej formacji w tej dziedzinie. Kościół jest wdzięczny tym,
którzy za cenę osobistych wyrzeczeń i ofiar, często nie docenianych,
zajmują się poszukiwaniem i upowszechnianiem tego rodzaju metod, troszcząc
się tym samym o wychowanie do wartości, które stanowią ich podłoże.
W pracy
wychowawczej nie można też pomijać refleksji nad cierpieniem i śmiercią. W
rzeczywistości bowiem każdy człowiek ich doświadcza i daremne jest, a
ponadto błędne, przemilczać je czy też usuwać z pola uwagi. Należy raczej
dopomóc każdemu w dostrzeżeniu ich głębokiej tajemnicy, ukrytej w tej
konkretnej i trudnej rzeczywistości. Także ból i cierpienie mają sens i
wartość, gdy się je przeżywa w ścisłej więzi z miłością, którą się
otrzymuje i ofiarowuje. W tej perspektywie pragnąłem, by co roku był
obchodzony Światowy Dzień Chorego, aby podkreślić „zbawczy charakter
ofiary cierpienia, które przeżywane z Chrystusem, należy do samej istoty
Odkupienia”129. Zresztą nawet śmierć jest czymś całkowicie innym niż
doświadczenie beznadziejności: jest bramą istnienia otwartą na wieczność,
a dla przeżywających ją w Chrystusie uczestnictwem w Jego tajemnicy
śmierci i zmartwychwstania.
98.
Reasumując możemy powiedzieć, że postulowana tu odnowa kultury wymaga od
wszystkich odważnego przyjęcia nowego stylu życia, którego wyrazem jest
opieranie konkretnych decyzji — na płaszczyźnie osobistej, rodzinnej,
społecznej i międzynarodowej — na właściwej skali wartości: na prymacie
„być” nad „mieć”130 i osoby nad rzeczą131. Ten odnowiony styl życia domaga
się także zmiany postawy — z obojętności na zainteresowanie drugim
człowiekiem oraz z odrzucenia go na akceptację: inni ludzie nie są
konkurentami, przed którymi trzeba się bronić, ale braćmi i siostrami,
zasługującymi na solidarność i na miłość; wzbogacają nas samą swoją
obecnością.
Nikt nie
powinien czuć się wyłączony z tej mobilizacji na rzecz nowej kultury
życia: wszyscy mają do odegrania ważną rolę. Obok rodziny szczególnie
doniosłe zadanie spełniają nauczyciele i wychowawcy. W dużej mierze od
nich zależy, czy młodzi, wychowani do prawdziwej wolności, będą umieli
zachować w sobie i szerzyć wokół siebie autentyczne ideały życia oraz
kształtować w sobie postawę szacunku i służby wobec każdej osoby, w
rodzinie i społeczeństwie.
Także
intelektualiści mogą wiele uczynić dla budowy nowej kultury ludzkiego
życia. Szczególne zadanie mają do spełnienia intelektualiści katoliccy,
powołani do aktywnej obecności w środowiskach kulturotwórczych, w szkołach
i uniwersytetach, w ośrodkach badań naukowych i technicznych, na polu
twórczości artystycznej i refleksji humanistycznej. Czerpiąc energię dla
myśli i działania z czystych wód Ewangelii, winni angażować się w służbę
na rzecz nowej kultury życia poprzez swoje dokonania — poważne i
udokumentowane, zasługujące na szacunek i zainteresowanie wszystkich.
Właśnie w tej perspektywie ustanowiłem Papieską Akademię „Pro Vita”,
której zadaniem jest „studiowanie podstawowych problemów medycyny i prawa,
mających znaczenie dla promocji i obrony życia, zwłaszcza w ich
bezpośrednim powiązaniu z chrześcijańską moralnością i wskazaniami
Magisterium Kościoła, a także szerzenie wiedzy o nich i formacja w tej
dziedzinie”132. Szczególny wkład powinny tu wnieść także Uniwersytety,
zwłaszcza katolickie oraz Ośrodki, Instytuty i specjalne komisje bioetyki.
Wielka i
poważna odpowiedzialność spoczywa na pracownikach środków przekazu: mają
oni troszczyć się o to, aby treści przekazywane w sposób tak skuteczny
służyły kulturze życia. Winni zatem ukazywać wzniosłe i szlachetne
przykłady życia i poświęcać uwagę pozytywnym, a czasem wręcz heroicznym
świadectwom ludzkiej miłości; z wielkim szacunkiem mówić o wartościach
płciowości i miłości, nie akcentując tego, co oszpeca i poniża ludzką
godność. Interpretując rzeczywistość, powinni unikać podkreślania tego, co
może budzić lub podsycać uczucia czy postawy obojętności i pogardy wobec
życia lub skłaniać do odrzucenia go. Przestrzegając skrupulatnie zasady
wierności prawdzie, mają łączyć w jedną całość wolność informacji,
szacunek dla każdej osoby i głęboki zmysł człowieczeństwa.
99. W
dziele kształtowania nowej kultury sprzyjającej życiu, kobiety mają do
odegrania rolę wyjątkową, a może i decydującą, w sferze myśli i działania:
mają stawać się promotorkami „nowego feminizmu”, który nie ulega pokusie
naśladowania modeli „maskulinizmu”, ale umie rozpoznać i wyrazić
autentyczny geniusz kobiecy we wszystkich przejawach życia społecznego,
działając na rzecz przezwyciężania wszelkich form dyskryminacji, przemocy
i wyzysku.
Przypominając
słowa końcowego orędzia Soboru Watykańskiego II i ja zwracam się do kobiet
z naglącym wezwaniem: „Pojednajcie ludzi z życiem”133. Jesteście powołane,
aby dawać świadectwo prawdziwej miłości — tego daru z siebie i tego
przyjęcia drugiego człowieka, które dokonują się w sposób szczególny we
wspólnocie małżeńskiej, ale które muszą stanowić istotę każdej innej więzi
między osobami. Doświadczenie macierzyństwa wyostrza w was wrażliwość na
bliźniego, ale zarazem obarcza was wyjątkowym zadaniem: „macierzyństwo
zawiera w sobie szczególne obcowanie z tajemnicą życia, które dojrzewa w
łonie kobiety. (...) Ten jedyny sposób obcowania z nowym kształtującym się
człowiekiem stwarza z kolei takie odniesienie do człowieka — nie tylko do
własnego dziecka, ale do człowieka w ogóle — które głęboko charakteryzuje
całą osobowość kobiety”134. Matka bowiem przyjmuje i nosi w sobie innego
człowieka, pozwala mu wzrastać i czyni mu miejsce w swoim wnętrzu,
szanując go w jego inności. Dzięki temu kobieta pojmuje i uczy innych, że
ludzkie relacje są autentyczne, jeśli się otwierają na przyjęcie drugiej
osoby, akceptowanej i kochanej ze względu na godność, którą nadaje jej sam
fakt bycia osobą, a nie inne czynniki, jak na przykład przydatność, siła,
inteligencja, uroda, zdrowie. Taki jest najważniejszy wkład, jakiego
Kościół i ludzkość oczekują od kobiet. Stanowi on nieodzowną przesłankę
prawdziwej odnowy kultury.
Szczególną
uwagę pragnę poświęcić wam, kobiety, które dopuściłyście się przerwania
ciąży. Kościół wie, jak wiele czynników mogło wpłynąć na waszą decyzję, i
nie wątpi, że w wielu przypadkach była to decyzja bolesna, może nawet
dramatyczna. Zapewne rana w waszych sercach jeszcze się nie zabliźniła. W
istocie bowiem to, co się stało, było i jest głęboko niegodziwe. Nie
ulegajcie jednak zniechęceniu i nie traćcie nadziei. Starajcie się raczej
zrozumieć to doświadczenie i zinterpretować je w prawdzie. Z pokorą i
ufnością otwórzcie się — jeśli tego jeszcze nie uczyniłyście — na pokutę:
Ojciec wszelkiego miłosierdzia czeka na was, by ofiarować wam swoje
przebaczenie i pokój w Sakramencie Pojednania. Odkryjecie, że nic jeszcze
nie jest stracone, i będziecie mogły poprosić o przebaczenie także swoje
dziecko: ono teraz żyje w Bogu. Wsparte radą i pomocą życzliwych wam i
kompetentnych osób, będziecie mogły uczynić swoje bolesne świadectwo
jednym z najbardziej wymownych argumentów w obronie prawa wszystkich do
życia. Poprzez wasze oddanie sprawie życia, uwieńczone być może
narodzinami nowych istot ludzkich i poświadczone przyjęciem i troską o
tych, którzy najbardziej potrzebują waszej bliskości, ukształtujecie nowy
sposób patrzenia na życie człowieka.
100. W
tym wielkim wysiłku tworzenia nowej kultury życia wspiera nas i ożywia
ufne przekonanie, że Ewangelia życia, tak jak Królestwo Boże, wzrasta i
wydaje owoc obfity (por. Mk 4, 26-29). Istnieją oczywiście ogromne
dysproporcje między licznymi i potężnymi środkami, w jakie są wyposażone
siły działające na rzecz „kultury śmierci”, a tymi, którymi dysponują
obrońcy „kultury życia i miłości”. My jednak wiemy, że możemy ufać w pomoc
Boga, dla którego nie ma nic niemożliwego (por. Mt 19, 26).
Z tym
przekonaniem w sercu, przynaglony głęboką troską o los każdego człowieka,
powtarzam dziś wobec wszystkich to, co powiedziałem do rodzin
spełniających swoje trudne zadania pośród zagrażających im
niebezpieczeństw135: pilnie potrzebna jest wielka modlitwa za życie,
przenikająca cały świat. W ramach specjalnych inicjatyw oraz w codziennej
modlitwie niech każda chrześcijańska wspólnota, każdy ruch i
stowarzyszenie, każda rodzina i każdy wierzący zanoszą żarliwe błaganie do
Boga, Stwórcy i Miłośnika życia. Jezus pokazał nam, że modlitwa i post to
najważniejsza i najskuteczniejsza broń przeciw mocom zła (por. Mt 4, 1-11)
i pouczył swoich uczniów, że niektóre złe duchy można wypędzić tylko w ten
sposób (por. Mk 9, 29). Zdobądźmy się zatem na pokorę i odwagę modlitwy i
postu, aby sprowadzić moc z Wysoka, która obali mury oszustwa i kłamstwa,
zasłaniające przed oczyma wielu naszych braci i sióstr niegodziwość czynów
i ustaw wrogich życiu i wzbudzi w ich sercach postanowienia i zamiary
inspirowane cywilizacją życia i miłości.
„Piszemy to
w tym celu, aby nasza radość była pełna” (1 J 1, 4): ewangelia życia jest
przeznaczona dla całej ludzkiej społeczności
101.
„Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna” (1 J 1, 4).
Objawienie Ewangelii życia zostaje nam udzielone jako dobro, które mamy
przekazywać wszystkim: aby wszyscy ludzie trwali w komunii z nami i z
Trójcą Przenajświętszą (por. 1 J 1, 3). Nawet my sami nie moglibyśmy
zaznać pełnej radości, gdybyśmy nie głosili tej Ewangelii innym, ale
zachowali ją tylko dla siebie.
Ewangelia
życia nie jest przeznaczona jedynie dla wierzących: jest dla wszystkich.
Sprawa życia oraz jego obrony i promocji nie jest wyłączną prerogatywą
chrześcijan. Choć czerpie swe niezwykłe światło i moc z wiary, należy do
każdego ludzkiego sumienia, które dąży do prawdy i któremu nie są obojętne
losy ludzkości. Życie ma w sobie niewątpliwie coś świętego i religijnego,
ale ten jego aspekt nie dotyczy tylko wierzących: chodzi bowiem o wartość,
którą każda ludzka istota może pojąć także w świetle rozumu i dlatego bez
wątpienia odnosi się ona do wszystkich.
Dlatego
działanie, które podejmujemy jako „lud życia i dla życia”, domaga się
właściwego zrozumienia i przychylnego przyjęcia. Kiedy Kościół stwierdza,
że bezwarunkowe poszanowanie prawa do życia każdej niewinnej osoby — od
poczęcia do naturalnej śmierci — jest jednym z filarów każdego
cywilizowanego społeczeństwa, „pragnie po prostu przyczyniać się do budowy
państwa o ludzkim obliczu. Państwa, które uznaje za swą podstawową
powinność obronę fundamentalnych praw człowieka, zwłaszcza człowieka
słabszego”136.
Ewangelia
życia jest przeznaczona dla całej ludzkiej społeczności. Działać na rzecz
życia znaczy przyczyniać się do odnowy społeczeństwa przez budowanie
wspólnego dobra. Nie można bowiem budować wspólnego dobra, jeśli się nie
uznaje i nie chroni prawa do życia, na którym się opierają i z którego
wynikają wszystkie inne niezbywalne prawa człowieka. Nie może też mieć
solidnych podstaw społeczeństwo, które — choć opowiada się za wartościami
takimi jak godność osoby, sprawiedliwość i pokój — zaprzecza radykalnie
samemu sobie, przyjmując i tolerując najrozmaitsze formy poniżania i
naruszania życia ludzkiego, zwłaszcza życia ludzi słabych i zepchniętych
na margines. Tylko szacunek dla życia może stanowić fundament i gwarancję
najcenniejszych i najpotrzebniejszych dla społeczeństwa wartości, takich
jak demokracja i pokój.
Nie może
bowiem istnieć prawdziwa demokracja, jeżeli nie uznaje się godności
każdego człowieka i nie szanuje jego praw.
Nie może
istnieć prawdziwy pokój, jeśli się nie bierze w obronę i nie popiera
życia, jak przypomniał papież Paweł VI: „Każde przestępstwo przeciw życiu
jest zamachem na pokój, zwłaszcza wówczas, gdy wypacza obyczaj narodu
(...); natomiast tam, gdzie prawa człowieka są naprawdę szanowane,
publicznie uznawane i chronione, społeczeństwo żyje i rozwija się w
radosnej atmosferze pokoju”137,
„Lud życia”
raduje się z tego, że może dzielić się swoją misją z wieloma innymi,
dzięki czemu coraz liczniejszy staje się „lud dla życia”, a nowa kultura
miłości i solidarności może wzrastać i służyć prawdziwemu dobru ludzkiego
społeczeństwa.
Zakończenie
102.
Na końcu tej Encykliki kierujemy spojrzenie ku Jezusowi, „Dziecięciu
narodzonemu dla nas” (por. Iz 9, 5), aby kontemplować w Nim „Życie”, które
„objawiło się” (1 J 1, 2). W tajemnicy tych narodzin Bóg spotyka się z
człowiekiem i rozpoczyna się wędrówka Syna Bożego po ziemi — wędrówka,
której uwieńczeniem będzie dar z życia złożony na krzyżu: przez swoją
śmierć On zwycięży śmierć i stanie się dla całej ludzkości początkiem
nowego życia.
Tą, która
przyjęła „Życie” w imieniu wszystkich i ku pożytkowi wszystkich, była
Maryja, Dziewica-Matka. Jest Ona zatem bardzo ściśle i osobiście związana
z Ewangelią życia. Przyzwolenie Maryi, wyrażone w momencie Zwiastowania i
Jej macierzyństwo, znajdują się u samego źródła tajemnicy życia, które
Chrystus przyniósł ludziom (por. J 10, 10). Poprzez Jej zgodę na przyjęcie
Słowa, które stało się ciałem i opiekę nad Jego życiem, życie człowieka
zostało uwolnione od wyroku ostatecznej i wiecznej śmierci.
Dlatego
Maryja „jest Matką wszystkich, którzy odradzają się do życia, tak jak
Kościół, którego Ona jest wzorem. Jest Matką tego życia, z którego wszyscy
żyją. Rodząc życie, niejako odrodziła tych, którzy tym życiem mieli
żyć”138.
Kontemplując
macierzyństwo Maryi, Kościół odkrywa sens własnego macierzyństwa i sposób,
w jaki ma je wyrażać. Zarazem macierzyńskie doświadczenie Kościoła
odsłania najgłębszą perspektywę, w której można zrozumieć doświadczenie
Maryi jako niezrównanego wzoru przyjścia życia i opieki nad nim.
„Wielki znak
się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce” (Ap 12, 1):
macierzyństwo Maryi i Kościoła
103.
Wzajemna więź między tajemnicą Kościoła a Maryją ujawnia się wyraziście w
„wielkim znaku” opisanym w Apokalipsie: „Wielki znak się ukazał na niebie:
Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na głowie
wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). W tym znaku Kościół dostrzega obraz
własnej tajemnicy: choć jest zanurzony w historii, ma świadomość, że ją
przekracza, jako że stanowi na ziemi „zalążek oraz zaczątek” Królestwa
Bożego139. Pełne i wzorcowe wypełnienie tej tajemnicy Kościół odnajduje w
Maryi. To Ona jest ową niewiastą pełną chwały, w której zamysł Boży mógł
się wypełnić w sposób najdoskonalszy.
„Niewiasta
obleczona w słońce” — czytamy w Księdze Apokalipsy — „była brzemienna”
(por. 12, 2). Kościół jest w pełni świadom, że nosi w sobie Zbawiciela
świata, Chrystusa Pana, i że jest powołany, aby dawać Go światu,
odradzając ludzi do życia Bożego. Nie może jednak zapominać, że ta jego
misja stała się możliwa dzięki macierzyństwu Maryi, która poczęła i wydała
na świat Tego, który jest „Bogiem z Boga”; „Bogiem prawdziwym z Boga
prawdziwego”. Maryja jest prawdziwie Matką Boga, Theotókos, której
macierzyństwo nadaje najwyższą godność powołaniu do macierzyństwa,
wpisanemu przez Boga w życie każdej kobiety. Tym samym Maryja staje się
wzorem dla Kościoła, powołanego, aby być „nową Ewą”, matką wierzących,
matką „żyjących” (por. Rdz 3, 20).
To duchowe
macierzyństwo Kościoła nie urzeczywistnia się inaczej — i także tego
Kościół jest świadom — jak tylko pośród „bólu i męki rodzenia” (Ap 12, 2),
to znaczy w nieustannym zmaganiu z mocami zła, które nadal przenikają
świat i oddziałują na ludzkie serca, stawiając opór Chrystusowi: „W Nim
było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemnościach
świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1, 4-5).
Podobnie jak
Kościół, także Maryja musiała przeżywać swoje macierzyństwo pod znakiem
cierpienia: „Oto Ten przeznaczony jest (...) na znak, któremu sprzeciwiać
się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc
wielu” (Łk 2, 34-35). Te słowa, które na samym początku ziemskiej
egzystencji Zbawiciela Symeon kieruje do Maryi, stanowią zwięzłą zapowiedź
odrzucenia Jezusa, a wraz z Nim także Maryi, które sięgnie szczytu na
Kalwarii. Stojąc „obok krzyża Jezusowego” (J 19, 25) Maryja uczestniczy w
darze, jaki Jej Syn składa z samego siebie: ofiarowuje nam Jezusa, daje
Go, rodzi Go ostatecznie dla nas. Jej „tak”, wypowiedziane w dniu
Zwiastowania, dojrzewa w pełni w dniu Krzyża, gdy dla Maryi nadchodzi
czas, kiedy ma przyjąć i zrodzić jako syna każdego człowieka, który stał
się uczniem, przelewając na niego odkupieńczą miłość Syna: „Kiedy więc
Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do
Matki: «Niewiasto, oto syn Twój»” (J 19, 26).
„I stanął
smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej
dziecię” (ap 12, 4): życie zagrożone przez moce zła 104. W Księdze
Apokalipsy obok „wielkiego znaku” niewiasty (por. 12, 1), pojawia się
„inny znak” (...) na niebie: „wielki Smok barwy ognia” (12, 3),
symbolizujący Szatana, uosobioną potęgę zła, a zarazem wszystkie moce zła,
które działają w historii i przeciwstawiają się misji Kościoła.
Maryja i tu
oświeca Wspólnotę Wierzących: wrogość potęgi zła objawia się bowiem jako
uporczywy sprzeciw, który zanim dotknie uczniów Chrystusa, zwraca się
przeciw Jego Matce. Aby uchronić życie Syna przed tymi, którzy się Go
boją, gdyż widzą w Nim niebezpieczeństwo i zagrożenie dla siebie, Maryja
musi uciekać z Józefem i Dziecięciem do Egiptu (por. Mt 2, 13-15).
W ten sposób
Maryja pomaga Kościołowi uświadomić sobie, że życie znajduje się zawsze w
centrum wielkiego zmagania między dobrem a złem, między światłem a
ciemnością. „Nowo narodzone dziecię” (por. Ap 12, 4), które Smok chce
pożreć, jest figurą Chrystusa zrodzonego przez Maryję, „gdy nadeszła
pełnia czasu” (por. Ga 4, 4), którego Kościół musi nieustannie nieść
ludziom w różnych epokach dziejów. Ale w pewien sposób jest także figurą
każdego człowieka, każdego dziecka, zwłaszcza zaś każdej istoty słabej i
zagrożonej, ponieważ — jak przypomina nam Sobór Watykański II — „Syn Boży
przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”140.
Właśnie w „ciele” każdego człowieka Chrystus nieustannie objawia się i
ustanawia komunię z nami, tak że odrzucenie życia człowieka, dokonywane w
różnych formach, jest w istocie odrzuceniem Chrystusa. Taka jest właśnie
ta fascynująca, a zarazem wymagająca prawda, którą objawia nam Chrystus i
którą Jego Kościół niestrudzenie głosi: „Kto by przyjął jedno takie
dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mt 18, 5). „Zaprawdę, powiadam wam:
Wszystko, co uczyniliście jednym z tych braci moich najmniejszych,
Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).
„A śmierci
już odtąd nie będzie” (Ap 21, 4): blask zmartwychwstania
105.
Zwiastowanie przyniesione Maryi przez anioła rozpoczyna się i kończy
słowami budzącymi otuchę: „Nie bój się, Maryjo” i „dla Boga (...) nie ma
nic niemożliwego” (Łk 1, 30. 37). Istotnie, dziewicza Matka w całym swoim
życiu zachowuje pewność, że Bóg jest blisko Niej i wspomaga Ją swą
troskliwą dobrocią. To samo można powiedzieć o Kościele, który znajduje
„schronienie” (por. Ap 12, 6) na pustyni — w miejscu, gdzie Bóg poddaje
swój lud próbie, ale także objawia nam swą miłość (por. Oz 2, 16). Maryja
jest żywym słowem pocieszenia dla Kościoła zmagającego się ze śmiercią.
Ukazując nam Syna, zapewnia nas, że w Nim moce śmierci już zostały
pokonane: „Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz
życia, króluje dziś żywy”141.
Baranek
złożony w ofierze żyje ze znamionami męki w blasku zmartwychwstania. Tylko
On jeden panuje nad wszystkimi wydarzeniami historii: łamie jej
„pieczęcie” (por. Ap 5, 1-10) i utwierdza — w czasie i poza czasem —
władzę życia nad śmiercią. W „nowym Jeruzalem”, to znaczy w nowym świecie,
ku któremu zmierzają dzieje ludzkości, „śmierci już odtąd nie będzie. Ani
żałoby, ni krzyku ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy
przeminęły” (Ap 21, 4).
Podążając z
ufnością do „nowego nieba i nowej ziemi” (por. Ap 21, 1) jako lud
pielgrzymujący, lud życia i dla życia, kierujemy ufne spojrzenie ku Tej,
która jest dla nas znakiem „pewnej nadziei i pociechy”142.
O Maryjo,
jutrzenko nowego świata,
Matko żyjących,
Tobie zawierzamy sprawę życia:
spójrz, o Matko, na niezliczone rzesze
dzieci, którym nie pozwala się przyjść na świat,
ubogich, którzy zmagają się z trudnościami życia,
mężczyzn i kobiet — ofiary nieludzkiej przemocy,
starców i chorych zabitych przez obojętność
albo fałszywą litość.
Spraw, aby wszyscy wierzący w Twojego Syna
potrafili otwarcie i z miłością głosić
ludziom naszej epoki
Ewangelię życia.
Wyjednaj im łaskę przyjęcia jej
jako zawsze nowego daru,
radość wysławiania jej z wdzięcznością
w całym życiu
oraz odwagę czynnego i wytrwałego
świadczenia o niej,
aby mogli budować,
wraz z wszystkimi ludźmi dobrej woli,
cywilizację prawdy i miłości
na cześć i chwałę Boga Stwórcy,
który miłuje życie.
W Rzymie,
u Św. Piotra, dnia 25 marca 1995, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, w
siedemnastym roku mego Pontyfikatu.
Jan Paweł
II, papież
|