|
Historia utraty i odzyskania
Szpitala pod wezwaniem św. Jerzego
(Specjalistycznego Szpitala im. Ludwika Rydygiera)
Kongregacji Sióstr Miłosierdzia
św. Karola Boromeusza w Trzebnicy
"My Siostry
Boromeuszki jesteśmy autochtonkami, które mają za sobą twarde życie pod
zaborem pruskim. Po wyzwoleniu wszystkie siostry przyznały się do
narodowości polskiej i stały się obywatelkami PRL. W tych warunkach
kwalifikowanie naszego mieszkania jako (nieruchomości poniemieckiej)
odczuwamy szczególnie boleśnie po prostu nie możemy zrozumieć, że nasza
własność zdobyta i utrzymywana w stanie dobrym pracą własnych rąk dziś ma
być nie naszą, tylko dlatego, że po długich latach spędzonych pod zaborem
wróciłyśmy do macierzy.
Czy mienie nie opuszczone przez właściciela narodowości polskiej może być
(poniemieckie)?"1
.
Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza bardzo
zależało, żeby we Wrocławiu prowadzić szpital, w którym siostry nie tylko
mogłyby nieść pomoc chorym i opuszczonym, ale by same mogły zdobyć
odpowiednie wykształcenie.
Posiadanie szpitala w stolicy Dolnego Śląska stwarzało warunki do
lepszego wypełniania swego zadania poprzez kontakt ze środowiskami
zajmującymi się palącymi problemami z zakresu medycyny. Szpital usytuowany
był w dobrym miejscu - blisko jednej z wylotowych tras z Wrocławia i
niedaleko stacji kolejowej Wrocław-Nadodrze.
Za patrona szpitala obrano
św. Jerzego, z pewnością nie bez wpływu biskupa Georga (Jerzego) Kopp,
który przyczynił się do szybkiego zorganizowania szpitala w tym właśnie
miejscu.
Szpital zaplanowany na 80 łóżek został poświęcony 18.08.1900 roku.
Otworzono 2 oddziały - chirurgiczny i wewnętrzny. W 1902 r. utworzono
oddział dla kobiet, w 1903 - oddział laryngologiczny, w 1909 -
okulistyczny ("oczny").

Zarządzenie
Ministerstwa z 10.05.1907 r. polecało prowadzenie szkół pielęgniarskich.
Na terenie Szpitala św. Jerzego we Wrocławiu utworzono szkołę
pielęgniarską dla sióstr w 1908 r. Prowadził ją dr A. Most, dr F. Bannes,
a uczennicom pomagała S. Augusta Langer. W 1909 r. 14 sióstr zdało egzamin
przed komisją, w skład której weszli ww. lekarze oraz dr Telke z zarządu
miasta. Prowadzenie tego rodzaju szkoły okazało się bardzo owocne -
siostry miały szerszą wiedzę i lepszą praktykę w szkole, co korzystnie
odbijało się w pracy pielęgniarskiej wśród chorych.

Z powodu nawału prac oraz zbytniego zaangażowania się w prace
szpitalne, szkoła nie mogła być dłużej prowadzona we Wrocławiu.
Zgromadzenie zmuszone było do podjęcia starań o otworzenie takiej szkoły w
Trzebnicy, gdzie znajdował się nowicjat.
W latach 1921 - 1923 szpital wrocławski ponownie prowadził szkołę
pielęgniarską. Szkolenie kończyło się egzaminem przed komisją w składzie:
dr A. Most i dr Severin (ze Szpitala św. Jerzego) oraz dr Solbrick (z
zarządu miasta).
Gdy szpital trzebnicki stał
się całkowicie szpitalem wojskowym, podjęto próbę reaktywowania, czy
przeniesienia szkoły do Szpitala św. Jerzego we Wrocławiu. Jednakże próba
ta spotkała się z kategoryczną odmową władz partii (w tym czasie zarząd
miasta nie miał prawa decydowania). Odmowa zezwolenia nosi datę 25.03.1944
r.
Dzieje powojenne Szpitala św. Jerzego prowadzonego przez Kongregację
Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza widzieć trzeba w kontekście
walki z Kościołem na Ziemiach Zachodnich i Północnych po 1946 roku,
relacji państwo-Kościół i państwo-zakony oraz relacji narodowościowych,
bardzo skomplikowanych na tych terenach2
. Trudna i w wielu konkretnych przypadkach nawet po transformacji
ustrojowej niezmieniona sytuacja własnościowa części obiektów tzw. martwej
ręki do dzisiaj budzi kontrowersje i emocje społeczne. W wypadku Szpitala
św. Jerzego jak w soczewce skupia się z jednej strony determinacja
prawowitych właścicieli, by obronić swoich praw do własności obiektu i
instytucji, z drugiej - determinacja władz komunistycznych nie tylko
zmierzająca do faktycznego przejęcia obiektu i instytucji szpitalnej, ale
i do wyrugowania prawowitych właścicieli poprzez system szykan i
upokorzeń.
Szpital św. Jerzego przy ul. Pomorskiej 31/33 był największą
instytucją szpitalną prowadzoną przez boromeuszki3
. Powstał jako czwarty szpital katolicki w mieście, jego początki datują
się od 1890 roku, gdy Kongregacja nabyła obiekty w kompleksie przy ul.
Pomorskiej i rozpoczęła ich dostosowywanie do funkcji szpitalnych (27
lutego 1899 r., wpis w księdze gruntowej pod datą 3.03.1899 r.). Budowa
została zakończona w lipcu 1900 roku, 18 sierpnia 1900 r. poświęcenia nowo
zbudowanego budynku, nazwanego Domem św. Jerzego (od strony obecnej ul.
Rydygiera) dokonał biskup sufragan wrocławski dr Marx. Powstał tu szpital
dysponujący pierwotnie 80 łóżkami, a w raz z jego otwarciem została
uruchomiona szkoła pielęgniarska. Siostry pracowały na dwóch oddziałach:
chirurgii i wewnętrznym, w kolejności powstawały zaś: w 1902 roku -
ginekologia (zwana oddziałem kobiecym), w 1903 - laryngologia, w 1909 -
oczny, w 1913 - neurologia, w 1922 - stomatologia. Szkoła pielęgniarska
swoje powstanie datuje na 10 maja 1907 roku. Miała ona charakter mieszany,
uczyły się w niej zarówno siostry, jak i osoby świeckie. Szkołę prowadzili
dr August Most, dr Franz Bannes i siostra Augusta Langer, w 1910 roku
egzamin z powodzeniem zdało 14 sióstr, szkoła działała jeszcze w latach
1921-23, gdy ukończyło ją 9 absolwentek. Od 1938 roku siostry podejmowały
próby reaktywowania szkoły. Spotkały się one z kategoryczna odmową NSDAP.
Dynamiczny rozwój szpitala doprowadził w 1926 roku do liczby 250
łóżek, stan liczebny sióstr w nim zatrudnionych zaś rósł przez 55 sióstr w
roku 1926 do aż 75 w roku 1943. W 1906 roku w południowo-zachodniej części
dziedzińca został wzniesiony obiekt nazwany Domem św. Anny (mieszczący
później dyrekcję szpitala). Z początkiem 1908 roku oddano do użytku Dom
św. Jadwigi, łączący budynki od strony ul. Pomorskiej (gdzie znajdował się
klasztor) z Domem św. Jerzego. Trzecie piętro Domu św. Jadwigi zostało
przeznaczone na klauzurę (podobnie jak to się stało po odzyskaniu
budynków; klasztor został reaktywowany 1 października 2005 roku), poniżej
znalazły się nowe sale chorych. W 1913 roku w kompleksie zaszły dalsze
zmiany. Na funkcje szpitalne przystosowano pomieszczenia w budynku przy
ul. Pomorskiej i trzecią kondygnację Domu św. Jadwigi, a dla części
klauzury zakupiono budynek przy dzisiejszej ul. Wąskiej. Jesienią 1915
roku boromeuszki stały się właścicielkami kamienic przy ul. Pomorskiej 35
i 37, dzięki czemu możliwe stało się zamknięcie całego kompleksu w jednej
całości. Kamienice pochodzące z lat 80. XIX wieku zostały połączone z
sąsiednimi, które wcześniej były własnością zgromadzenia. Obiekt pod
numerem 37 wraz z łącznikiem poprowadzonym do Domu św. Jadwigi otrzymał
nazwę Domu św. Karola. To tam w 1925 r. powołano pododdział położniczy
prowadzony przez ordynatora ginekologii dra Paula Beckera. Już w pierwszym
roku jego działania zanotowano tam 245 urodzin4
.
Gospodarstwem pomocniczym dla szpitala były obiekty w Widawie
zakupione w 1917 roku. Obiekty te zostały utracone podczas Akcji "Z" w
roku 1954. W spisie z 1 kwietnia 1954 roku nieruchomości we Wrocławiu -
Widawie figurują wśród 17 domów zabranych i niezwróconych zgromadzeniu5
.
W czasie wojny szpital pracował bez przerw i gwałtownie się
rozrastał, sięgając 400 łóżek. Działał tu także lazaret wojskowy. W maju
1945 roku budynek objęła polska administracja, został on wyremontowany,
pierwszym polskim dyrektorem został dr Witold Górny (ordynator
dermatologii), ordynatorami oddziałów zaś: chirurgii - Witold Adamek,
wewnętrznego - Julian Winkler, położniczo-ginekologicznego - Stefan
Hałasiński, a pediatrii Łucja Hałasińska. W roku 1946 szpital liczył 275
łóżek, podzielony był na osiem oddziałów: dwa wewnętrzne: męski i żeński,
dwa chirurgiczne: męski i żeński, dermatologiczny, położniczy,
okulistyczny i laryngologiczny. Posiadał pięć sal operacyjnych, aptekę,
ambulatorium. Na mocy uchwały Rady Ministrów z 21 października 1949 roku
szpital został przejęty przez państwo, zmieniona została nazwa na Szpital
im. Ludwika Rydygiera. W tym momencie pracowało tu 29 boromeuszek6.
Data jest tu znamienna, oznacza bowiem przełom stalinowski, a odmienność
wcześniejszego i późniejszego klimatu w relacjach państwo-Kościół podnoszą
historycy: "Do 1948 r. przedstawiciele terenowych władz świeckich i
duchownych utrzymywali kontakty nacechowane życzliwością i wolą
współpracy"7
.
Jak pisze Peter Raina: "były czasy, kiedy słysząc wczesnym rankiem
dźwięk dzwonka u drzwi wejściowych przypuszczać można było, że to
mleczarz. Podczas panowania systemu totalitarnego przypuszczenie takie
było zwykle błędne. Jeżeli przed świtem ktoś dzwonił do drzwi, to nie był
to mleczarz, lecz gestapowiec, agent KGB lub esbek.[...] Akcja w obronie
własnego bytu prowadzona przez siostry bardzo stanowczo, zdecydowanie i
konsekwentnie jest dowodem ich wielkiej odwagi i dojrzałości"8
.
Trwająca od początku 1950 do 1973 roku konfrontacja władz
państwowych z Kongregacją o własność budynków przy ul. Pomorskiej 31/33 i
o instytucję szpitala koncentruje się na dających się wyróżnić trzech
płaszczyznach ataków: władze państwowe po pierwsze starać się będą o
udowodnienie, że Kongregacja nie jest właścicielem obiektu i nie ma do
niego żadnych praw, po drugie będzie zmierzać do tego, by zniechęcić
siostry do pracy w szpitalu i poprzez stałe szykany spowodować, by same
chciały obiekt opuścić, po trzecie uzyskać kontrolę nad tą częścią
obiektu, którą zajmują siostry.
Batalia o usunięcie boromeuszek ze szpitala rozpoczyna się w pięć
miesięcy po ogłoszeniu uchwały Rady Ministrów o upaństwowieniu niektórych
instytucji prowadzonych przez stowarzyszenia religijne9
. Dokładna analiza dokumentów, jakie z tego czasu pozostały, jednoznacznie
świadczy o tym, że wymuszone przez władze fakty nigdy nie zostały
zaakceptowane przez siostry, a ich prawa do własności obiektu dało się
uchylić nie, jak twierdzą do dzisiaj niektórzy historycy, jednym aktem
prawnym, lecz tylko metodami pozaprawnego nacisku10
.
Korespondencję prowadzoną z Kongregacją w tej sprawie otwiera seria
dokumentów, w których trudno dopatrzyć się odwołań do prawnych procedur,
na mocy których strona świecka stała się właścicielem obiektu i przez to
może nim swobodnie dysponować. Władze uciekają się raczej do różnych
forteli perswazyjnych. Starają się przede wszystkim zniechęcić siostry do
pracy w szpitalu, informując o jego radykalnym przeformułowaniu:
"Z uwagi na przeorganizowanie Szpitala św. Jerzego na szpital
położniczo-ginekologiczny spodziewać się należy, że siostrom zatrudnionym
w tymże Szpitalu praca ginekologiczna i położnicza nie będzie odpowiadała.
Natomiast w szpitalu SS Urszulanek "Karłowice", który będzie wyłącznie
Szpitalem Dziecięcym i który ma duże zapotrzebowanie w siostrach, SS
Boromeuszki mogłyby znaleźć zatrudnienie w większym zespole."11
. Odmowa i twarda postawa sióstr powoduje, że 14 września 1950 roku
Prezydium Miejskiej Rady Narodowej Wrocławia występuje z prośbą o zamianę
lokalu w Domu św. Karola (nazywanym w piśmie tzw. budynkiem Karola) na
lokal nad kasynem w budynku św. Jana. Prezydium M.R.N. zobowiązywało się
także do odmalowania separatek mieszczących się pod nrem 51
12 . Zamiana ta miała jednak charakter czysto pozorny, jak wynika
bowiem ze szczegółowego zapisu w umowie, zawartej 14 września 1950 roku
(datowanej na ten sam dzień co propozycja zamiany): "Kongregacja SS
Miłosierdzia św. Karola Boromeusza odstępuje z uwagi na potrzeby szpitala
pomieszczenia klauzurowe, znajdujące się:
1. w domu św. Karola - wysoki parter i I piętro:
a. 2 cele (obok apteki)
b. 6 cel wraz z kuchenką i łazienką (I piętro)
2. w domu św. Alojzego:
a. niski parter - 1 biuro
b. wysoki parter - 10 cel wraz z kuchenką i łazienką
c. I piętro - trzy ubikacje wraz z kuchenką.
& II
Prezydium M.R. N. - Wydział Zdrowia oddaje w zamian za odstąpione
pomieszczenia wymienione w & I niniejszej umowy pomieszczenia, znajdujące
się na III piętrze domu św. Jana przy ul. Pomorskiej Nr. 31-33 składające
się z 12 ubikacji, 2 kuchenek i łazienki za pomieszczenia odstąpionych cel
klauzurowych"
13 .
Już 16 maja tegoż roku toczyć się zaczęła równolegle sprawa
wysiedlenia sióstr z ich klasztoru w kompleksie przy ul. Pomorskiej do
mieszkań zastępczych (docelowo dokonana w 1973 roku, gdy siostry zostały
wysiedlone do mieszkań w blokach przy ul. Tomaszowskiej). Dyrekcja
Szpitala w powołaniu na zarządzenie Urzędu Wojewódzkiego Wydziału Zdrowia
poleciła przeniesienie sióstr do bloków mieszkalnych należących do
szpitala (budynek przy ul. Niedzielskiego 10 m. 28). Tego samego dnia M.
Annuntiata Musiał, wikaria Zgromadzenia, interweniowała pismem o treści:
"Mieszkania naszych sióstr pracujących w tamtejszym szpitalu znajdują się
w części budynku przeznaczonym na klasztor. Następnie mieszkania sióstr
podlegają surowej klauzurze, regulowanej paragrafami prawa kanonicznego i
ustawami zakonnymi, zagwarantowanymi przez państwo umową między państwem a
Kościołem z dnia 14 kwietnia b. r. Uważamy, że skoro Najwyższa Instancja,
jaką jest państwo, gwarantuje nam swobodę przeto nikt obywateli nie może
wydawać zarządzeń niezgodnych z zarządzeniami państwa"14
. Trudno w tej polemice dopatrzeć się rezygnacji ze swojej własności, a
odwaga, jaką wykazują się kolejne reprezentantki Kongregacji w walce o
prawo do mieszkania we własnym domu zastanawia. Strategia powoływania się
na praworządność komunistycznego państwa lat stalinizmu jest bez wątpienia
chwytem świadczącym o doskonałej umiejętności prowadzenia tego typu sporów
i wykazuje ogromną trzeźwość spojrzenia sióstr na lata powojenne i styl
postępowania ówczesnych władz. Próby wysiedlenia boromeuszek zostały
uwieńczone sukcesem władz w 1973 roku . Jak widzimy administracja lokali
mieszkalnych nie powołuje się na jakiekolwiek całościowe przekazanie przez
stronę zakonną budynków, a używa zupełnie innych argumentów. Gdyby do
takiego całościowego - jak niektórzy twierdzą - zrzeczenia się doszło, nie
byłoby potrzeby uciekania się do erystycznych chwytów. Kolejną próbą
utrudnienia siostrom bytowania w kompleksie przy ul. Pomorskiej było
przeniesienie z zajmowanych lokali na parterze na piętro16
. Kampania przeciw boromeuszkom z lat stalinizmu zbiegała się z eskalacją
wystąpień przeciw władzy kościelnej na Śląsku: 26 stycznia 1951 roku reżim
zastępuje administratorów apostolskich, ustanowionych z inicjatywy kard.
Augusta Hlonda tuż po zakończeniu działań wojennych i objęciu terenów Ziem
Zachodnich przez Polskę, przez wikariuszy kapitulnych wyznaczonych przez
władze państwowe. Kolejna decyzja władz - z 3 listopada 1952 roku -
przesądziła o usunięciu z duszpasterstwa biskupów katowickich: Stanisława
Adamskiego i jego biskupów pomocniczych Herberta Bednorza i Juliusza
Bieńka.
Lata 50. to czas ogromnych strat majątkowych Zgromadzenia, tylko w
latach największego terroru (1954-56) zabrano 21 domów, wysiedlono do Domu
Macierzystego w Trzebnicy 67 sióstr (traktując dom podobnie jak tworzone
dla niektórych zgromadzeń domy zbiorcze). Na specyfikę sytuacji
boromeuszek, którą już w tym tekście w sytuacji konwentu wrocławskiego
wspomniałem, rzutował skład narodowościowy. Wśród 67 wysiedlonych w
połowie lat 50. z różnych domów sióstr była jedna Polka i 12 Niemek,
pozostałe siostry zaś były autochtonkami. Podobne proporcje widzimy u
innych rdzennie śląskich zgromadzeń, które na tych ziemiach miały
przeważającą rekrutację: śląskich sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi
Panny i sióstr Elżbietanek17 .
Rok 1956 przynosi przełom w traktowaniu spraw sióstr zakonnych na
Ziemiach Zachodnich, ale w większości jednak tylko deklaratywny. W
dokumentach Podkomisji do spraw Obozów Zakonnic z listopada 1956 roku
czytamy, że wszędzie, gdzie siostry wysiedlone pracowały wcześniej w
zakładach opieki zdrowotnej, mogą pracę na powrót otrzymać, a domy, z
których zostały wysiedlone, zajmować, gdy są wolne lub układać się o najem
lub dzierżawę18
. Jak wiadomo, obiekty zabrane boromeuszkom w Widawie (pomocnicze w
stosunku do szpitala przy ul. Rydygiera) nie wróciły ani do sióstr, ani do
świeckiego zarządu szpitala, a prawo własności obiektów przy ul.
Pomorskiej i Rydygiera dopiero od tego czasu będzie otwarcie kwestionowane
przez władze państwowe.
Na lata 60. przypada proces narzucania siostrom opłat z tytułu najmu
za użytkowanie lokali mieszkalnych, przez co próbuje się po ponad dekadzie
usankcjonować status nowej własności obiektu - własności państwowej.
Nieustannie od początku sprawy Kongregacja stawia sprawę jasno, informując
władze, że - będąc właścicielem obiektu - nie godzi się na uznanie czynszu
najemnego. Argumentacja odbywa się tu dwojaką drogą: poprzez podnoszenie
nieprzerwanej własności obiektu przez osobę prawną - Kościół - oraz przez
wnoszenie, że siostry jako "świat pracy" tj. personel zatrudniony w
szpitalu mają prawo do użytkowania lokali mieszkalnych w obiekcie. Linią
obrony Kongregacji jest wskazywanie rodzaju opłat podatkowych jako
wnoszonych z tytułu podatku lokalowego i miejskiego jako właściwych dla
właścicieli obiektów przy ul. Pomorskiej.
Władze państwowe powoływały się na sekwencje przepisów: dekret z
dnia 8 lutego 1946 roku o majątkach opuszczonych i poniemieckich oraz
orzeczenie w wykładni Sądu Najwyższego z 19 grudnia 1959 roku uznające za
właściciela majątków pokościelnych na Ziemiach Zachodnich Skarb Państwa za
pośrednictwem Rad Narodowych19
. Pismo z takim uzasadnieniem stanowiska władz boromeuszki otrzymały z
początkiem 1960 roku.
Siostry natychmiast powołały się na orzeczenie Sądu Wojewódzkiego we
Wrocławiu, który orzekł 29 stycznia 1960 roku, że Kościół katolicki jest
prawnym właścicielem nieruchomości, która była jego przed 1944 r.20
. Dzielnicowy Zarząd Budynków Mieszkalnych Wrocław - Śródmieście w piśmie
z 25 lutego 1960 r. ripostował, że w związku z tym, iż "Zgromadzenie nie
podporządkowuje się zarządzeniom władz państwowych i mimo kilkakrotnych
wezwań, nie nadsyła koniecznych danych do ustalenia wysokości komornego"
jego wymiar (liczony od 1 lipca 1959 roku) ustalono szacunkowo na 2516 zł
10 gr miesięcznie. Zagrożono wszczęciem postępowania administracyjnego w
razie dalszego uchylania się od płacenia komornego21
. W swoim odwołaniu datowanym na 5 marca siostry podnosiły, że zarzuty są
niesłuszne, gdyż: "dotychczas nikt nie zwracał się do Zgromadzenia w
sprawie metrażu pomieszczeń naszego klasztoru. Rzeczywiście, we
wcześniejszych pismach władze podnosiły argumenty o konieczności płacenia
czynszu, ale nie wnosiły o przedłożenie metrażu pomieszczeń". Poza tym
siostry wskazywały na inną okoliczność znoszącą naliczone stawki: spośród
26 mieszkających wtedy przy Pomorskiej boromeuszek 21 pracowało w
szpitalu, pozostałe zaś są emerytkami lub rencistkami, korzystały więc z
ulg przy ustalaniu wartości czynszowej. Siostry podniosły swoje
bezapelacyjne prawa posiadania budynku, a także przypominały, że jako
właścicielki nie uchylają się od świadczenia podatku od nieruchomości i
podatku miejskiego22
.
Pismem z 15 marca siostry zostały poinformowane, że wobec zalegania
z płaceniem czynszu sprawa zostaje skierowana na drogę egzekucji
komorniczej. Zarząd Budynków Mieszkalnych uznał w nim, że sprawa majątków
pokościelnych jest bezsporna, gdyż w orzeczeniu SN z 19 grudnia 1959 roku
znajduje się jednoznaczne wyjaśnienie statusu tego rodzaju obiektów; w
sprawie czynszu niepodwyższonego nakazał przedstawienie odpowiednich
dokumentów; wskazał, że egzekucja może zostać wstrzymana, jeśli siostry
przedstawią dokumenty, stwierdzające wybudowanie lub gruntowny remont
obiektu datowany później niż 1945 rok23
. Kolejne pisma i ich datowanie świadczą o tym, że władze administracyjne
nie działały samodzielnie, lecz kierowały się odgórnymi dyrektywami. To
jedna z możliwych interpretacji falowania naporu w walce z boromeuszkami o
pomieszczania we Wrocławiu: raz się on intensyfikuje, pisma krążą jedno po
drugim, innym razem następują co najmniej kilkumiesięczne przerwy.
W odpowiedzi na zarzuty z pisma z 15 marca siostry powołały się (w
piśmie z 4 kwietnia 1960 roku) na ustanowioną Komisję Episkopatu i Rządu,
której celem było uregulowanie statusu własnościowego majątków kościelnych
na Ziemiach Zachodnich i poprosiły o zawieszenie egzekucji do czasu
podjęcia przez ten organ ostatecznych ustaleń. Jednocześnie wspomniały -
konsekwentnie - że stoją na stanowisku bezsprzecznej, hipotecznej
własności nieruchomości oraz że siostry zatrudnione w szpitalu
reprezentują "świat pracy" i powinny być traktowane na równi z innymi
obywatelami PRL24
. Wszystkie zabiegi spełzły jednak na niczym - 28 grudnia 1960 roku
Dzielnicowy Zarząd Budynków Mieszkalnych wystosował upomnienie w zakresie
wezwania do zapłaty, wyliczając należność na 33.430 zł 30 gr ( w tym 1879
zł 20 gr kary za zwłokę). Wskazano termin miesiąca na wniesie odwołania,
ale fakt ten nie ma mocy wstrzymania egzekucji należności25
. Wikaria Generalna Ewa Juskówna 6 stycznia 1961 roku pisała:
"zawiadamiamy, że Zgromadzenie nasze j ak to podawaliśmy w naszym piśmie z
dnia 23 stycznia 1960 roku jest właścicielem nieruchomości we Wrocławiu
przy ul. Pomorskiej nr 31/35"26
. Zgromadzenie zaproponowało jednak, że do czasu rozstrzygnięcia sporu
może przystać na dzierżawę w myśl okólnika Ministerstwa Gospodarki
Komunalnej z 4 czerwca 1960 roku z czynszem symbolicznym. Zarząd Budynków
Mieszkalnych zażądał przedłożenia dokładnego metrażu wraz ze szczegółowym
wykazem pomieszczeń, ich zagospodarowania i wskazaniem osób
zamieszkujących poszczególne izby27
. Swoista gra, jaka toczyła się między Zgromadzeniem a władzami
państwowymi, skazana dla strony kościelnej z góry na przegraną dawała
jednak możliwość, z której boromeuszki korzystały przez całe
dziesięciolecia: ustępowania tylko w tych momentach i tylko w tym
zakresie, który był już nie do obrony i nie dawał żadnej szansy na
kontynuowanie procedur. Władze cały czas dążyły do podporządkowania sobie
tej niewielkiej powierzchniowo części obiektu, w której stłoczyły
boromeuszki. Podstawowym wyzwaniem kilkuletniej batalii i targów było
otrzymanie przystępu do wnętrza klauzury, inwentaryzacji pomieszczeń,
dowiedzenia się i przekonania naocznie, jak jest wewnątrz niej. Siostry
broniły swej wolności wszelkimi dostępnymi prawnie środkami.
W sformułowanej przez siostry odpowiedzi na wezwanie do przedłożenia
metrażu czytamy, jak zawsze w otwarciu pism kierowanych przez Kongregację:
"jak już pisaliśmy w piśmie z dnia 6 stycznia 1961 roku Kongregacja nasza
jest właścicielem powyższej nieruchomości. Okoliczność powyższa została
potwierdzona w uchwale Rady Ministrów z 21 września 1949 (M.P.681 poz.
885)"28
. Przywołując okólnik Ministra Gospodarki Komunalnej o dzierżawie i o
czynszu symbolicznym siostry podniosły zbędność zarówno podania metrażu
pomieszczeń, jak i wskazania rozmieszczenia poszczególnych mieszkanek
klasztoru. Użytkownikiem pomieszczeń jest bowiem Kongregacja jako osoba
prawna, a nie poszczególne rezydujące w klasztorze siostry.
Dzielnicowy Zarząd próbował znaleźć rozwiązanie sytuacji, szukając
oparcia w Prezydium Miejskiej Rady Narodowej Wrocławia, kierując 15 lutego
pismo z prośbą o wskazanie możliwości zawarcia umowy dzierżawnej części
obiektu przy ul. Pomorskiej (siostry zajmowały ówcześnie oficynę, którą,
jak pisano "szpital na swój koszt remontuje" oraz informując, że
Kongregacja nie przedłożyła dokumentów tyczących metrażu, ani nie
dopuszcza pracowników Dzielnicowego Zarządu do ich sporządzenia29
. W wyniku uzyskanych wytycznych od władz zwierzchnich Zarząd usiłował
wymóc na Zgromadzeniu dopuszczenie pracowników do dokonania metrażu lub
wykonania go według ich dyrektyw, dokładnego wskazania rozlokowania
poszczególnych sióstr w pomieszczeniach oraz wymagalności złożenia przez
każdą siostrę "oświadczenia najemcy"30
. Jednocześnie zastrzeżono, że w sprawie nie będzie prowadzona dalsza
korespondencja do czasu spełnienia wymagań administratora.
Siostry na takie dictum przystać nie mogły: raz, że w świetle
przepisów prawa stroną nie były poszczególne osoby tylko Kongregacja jako
instytucja, dwa, że relacjonowanie dokładnego rozmieszczenia osób i
rozkładu pomieszczeń łamało swobodę życia zakonnego.
W sierpniu 1961 roku siostry przedstawiły Radzie Ministrów w
Warszawie wniosek o przekazanie na własność części nieruchomości położonej
we Wrocławiu przy ul. Pomorskiej 31, a mianowicie część obejmującą
klauzurę sióstr tj. budynek mieszkalny przy ul. Pomorskiej 31 z wejściem
do budynku oraz kaplicę31
. W uzasadnieniu poza wskazaniem prawa własności Kongregacji do kompleksu
budynków szpitalnych przed 9 maja 1945 roku siostry podniosły także
uchwałę Rady Ministrów z 21 września 1949 roku (M.P. 681, poz. 885) w
sprawie przejęcia niektórych szpitali przez związki samorządu
terytorialnego, gdzie pod nrem 18 b figuruje Szpital św. Jerzego, a w
paragrafie 3 stwierdza się, że szpital przejmuje nieruchomość tylko w
bezpłatne użytkowanie i tylko w granicach użytkowanych przez szpital. Stąd
w uzasadnieniu wnioskowano, że część będąca mieszkaniami klauzurowymi
sióstr, która nie była użytkowana przez szpital, nadal pozostała
własnością Kongregacji. Jednocześnie Wikaria Generalna s. de Paula Baksik
zwróciła się do Prezydium Dzielnicowej Rady Narodowej we Wrocławiu o
wstrzymanie wszelkich czynności związanych z pobieraniem czynszów do czasu
powzięcia uchwały przez Radę Ministrów32
.
Pismem z 15 listopada 1961 roku Prezydium Dzielnicowej Rady
Narodowej przedstawiło decyzję odmowną w sprawie zawieszenia pobierania
czynszu, nakazując jego opłacanie na bieżąco33
. Po upływie dozwolonych 14 dni od daty decyzji34
, tj. 29 listopada siostry wniosły odwołanie, wskazały, że nieruchomość
jest ich własnością od 63 lat, że ustawa z 14 lipca 1961 r. ma na celu nie
tylko uregulowanie tego typu spraw spornych, ale i rozwiązanie na korzyść
właściciela spraw czynszów i niesłusznie naliczanych zobowiązań.
Ostateczną decyzję odmowy zawieszenia naliczania czynszu siostry
otrzymały z Prezydium Rady Narodowej m. Wrocławia 24 maja 1962 roku35
. Siostry pismem z 22 czerwca 1962 roku odwołały się jednak od tej decyzji
(mimo że w piśmie zaznaczono ostateczność decyzji w trybie
administracyjnym) do Ministerstwa Gospodarki Komunalnej. Pismo sygnowane
przez wrocławską przełożoną s. Jadwigę Reimann podnosi jako motyw
odwołania zasadniczą usterkę decyzji z 24 maja 1962 roku, mianowicie:
niepodanie w decyzji, o jakie mieszkania lub nieruchomości, co do których
nie uwzględnia się zawieszenia pobierania czynszu, chodzi. Siostry
podniosły fakt złożenia przed niemal rokiem wniosku, który w świetle
ustawy z 14 lipca 1961 roku ma wszelkie dane ku temu, że będzie
przychylnie rozpatrzony, funkcja klasztorna obiektu jest nieprzerwanie
zachowana, a deklaracje przedstawicieli Rządu jednoznacznie wskazują na
chęć pozytywnego załatwiania tego typu spraw36
. 7 lipca 1962 r. Ministerstwo Gospodarki Komunalnej zwróciło się do
Prezydium Rady Narodowej37
o wydanie dokumentacji sprawy, a 29 sierpnia 1962 roku zawiadomiono, że
Ministerstwo Gospodarki Komunalnej nie znajduje podstaw do uchylenia
decyzji Prezydium Rady Narodowej . W odpowiedzi na wezwanie do zapłaty
czynszu od pomieszczeń przy ul. Pomorskiej 31/33 z 17 września 1962 r.
siostry na swą obronę musiały podnieść już inne kwestie. Wskazały więc, że
"wezwanie to nie zawiera dołączonego wykazu zaległości, o którym wspomina
i dlatego nie możemy oświadczyć się co do wysokości i słuszności tej
kwoty"38 .
Siostry przywołały jednocześnie pisma z 7 lutego 1961 r. i pismo
Dzielnicowego Zarządu Budynków Mieszkalnych z 15 lutego 1961 r., w których
uzgodniono możliwość ustalenia czynszu symbolicznego (niezależnego od
wielkości pomieszczeń). Żądanie zapłaty czynszu w wysokości 103160 zł 10
gr siostry otrzymały 15 listopada 1962 r. W odpowiedzi z 3 grudnia 1962
roku przesłanej do wiadomości JE ks. Abpowi Bolesławowi Kominkowi
przebywającemu w Rzymie przy Via Pietro Carollini 38, Kurii Arcybiskupiej
we Wrocławiu i Sekretariatowi Prymasa Polski siostry opisywały zarówno
uchybienia natury formalnej, jakie znalazły się w upomnieniu, jak i fakt,
że rzecz idzie o klasztor budowany i nieprzerwanie utrzymywany przez
Kongregację, a także to, że złożyły wniosek do Rady Ministrów o
przekazanie nieruchomości na własność. Po raz pierwszy posłużyły się także
takim argumentem: "nie uwzględniono, że żądanie czynszu od klasztoru,
który od niepamiętnych czasów należy do Zgromadzenia sióstr boromeuszek
jest sprzeczne z zasadą pokojowego współistnienia Państwa z Kościołem
głoszoną przez rząd PRL i wpłynąć może szkodliwie na stanowisko Stolicy
Apostolskiej do Polski"39
.
Kolejne wezwanie do zapłaty nadeszło 29 marca 1963 r., siostry
pismem z 12 kwietnia podtrzymały swoje stanowisko z 3 grudnia roku
poprzedniego. Woltą w wykonaniu władz było przerzucenie odpowiedzialności
za windykację rzekomych należności na dyrekcję Szpitala im. Rydygiera.
Stało się to 10 maja 1963 r., a było reakcją na jednoznaczne podtrzymanie
pismem z 12 kwietnia stanowiska z grudnia 1962 roku. Zarząd Budynków
Mieszkalnych Śródmieście poinformował, że po dokładnym zbadaniu sprawy
stwierdzono, że 3 października 1949 roku budynek przy ul. Pomorskiej 31/33
został przekazany przez Zgromadzenie na rzecz Szpitala im. Rydygiera,
przeto wszelkie naliczenia i rozliczenia z tytułu czynszu za zajmowane
pomieszczenia powinien regulować dyrektor szpitala40
.
Kolejną drogą szykan, na jakie już w latach 60. zostały narażone
siostry z klasztoru przy ul. Pomorskiej było przedstawione im 22 grudnia
(raczej lutego) 1964 roku żądanie przedstawienia księgi inwentarzowej.
Najpierw siostry usprawiedliwiały się brakiem wzorów i objaśnień do ich
prowadzenia41
, a następnie wezwane do zaprowadzenia takowej księgi (pismem z 25
kwietnia 1966 r.)42
, odmówiły, stwierdzając, że brak podstaw prawnych, by taki obowiązek na
nie nałożyć. Rozporządzenie Ministra Finansów z 20 lutego 1962 r.
nakładało obowiązek prowadzenia ksiąg rachunkowych i inwentarzowych na
organizacje kościelne o statusie osób prawnych (np. zakony, zgromadzenia i
kongregacje duchowne), ale jako całość, nie zaś każdy dom zakonny z
osobna. Po raz kolejny siostry podnosiły, że zamieszkujące w domu przy ul.
Pomorskiej siostry są osobami fizycznymi, a odpowiedzialność i zdolność
prawna dotycząca organizacji nie spoczywa na nich, lecz na Domu
Macierzystym w Trzebnicy.
Początek lutego 1965 roku przyniósł także próbę uszczuplenia
powierzchni, czyli stopniowej likwidacji domu, poprzez zabieranie
kolejnych pomieszczeń klasztoru na cele szpitalne. Dyrektor Szpitala
Miejskiego im. L. Rydygiera lek. med. Tadeusz Balicki pisał o planowanych
zajęciach kolejnych pomieszczeń już w styczniu 1965 roku; siostra wikaria
de Paula Baksik podnosiła, że klasztor jest owocem pracy sióstr, a
"wszelkie próby stopniowego pozbawiania sióstr owoców ich pracy stanowią
krzywdę wyrządzoną siostrom w zamian za ich wybitnie społeczną pracę"43
. Siostry znów starały się użyć argumentu o praworządności PRL i
konsekwencji deklaracji jej władz: pisały, że wierzą w zapewnienia władz
złożone przed 15 laty, gdy deklarowano respektowanie klauzury, wierzą, że
deklaracje władz PRL o uznawaniu i respektowaniu klasztorów jako jednostek
prawnych pozostają w mocy. W zakończeniu pisma czytamy zaś: "ostatnio
pozostajemy już w takim położeniu, że pozbawienie nas części pomieszczeń
jest równoznaczne z dyskryminacją i likwidacją Zgromadzenia, a to jest
przecież sprzeczne z podstawowymi założeniami naszego praworządnego
państwa"44 . Dyrekcja
szpitala obstawała jednak przy ograniczeniu pomieszczeń zajmowanych przez
klasztor. Siostry protestowały pismem z 6 marca 1965 roku, mimo to godząc
się na odstąpienie niektórych pokoi na drugim piętrze budynku. Siostry
przypominały, że dla klasztoru nie istnieje żaden normatyw powierzchni
(dyrekcja szpitala chciała go ustalić na poziomie 10 metrów kwadratowych
na osobę, czyli 270 m kw. dla całego klasztoru). Zgromadzenie bowiem
zgodnie z konstytucjami wewnętrznymi z porozumieniem między Rządem a
Episkopatem ma prawo do posiadania na terenie klasztoru pomieszczeń
wspólnych tj. refektarza, oratorium, rozmównicy, kapitularza. Gdy 7 maja
1966 roku siostry otrzymały decyzję Prezydium Dzielnicowej Rady Narodowej45
o zabraniu pomieszczeń w części obiektu od strony ul. Rydygiera 22/28
protestowały, wskazując na brak jakiegokolwiek przepisu, który by
regulował kwestie metrażu przysługującego mieszkańcom klasztoru.
Częstą metodą w walce o swoje prawa, z jakich korzystały
boromeuszki, było dopuszczanie pewnych ustępstw w składanych pismach tak,
by po pewnym czasie i po przeminięciu dziesiątek kolejnych pism móc ten
fakt przypomnieć i argumentować nim na swoją obronę. Tak było i tym razem,
gdyż siostry przypomniały, że 6 marca 1965 roku oferowały odstąpienie
pomieszczeń na drugim piętrze, co zostało pomięte milczeniem strony
szpitalnej. W lutym 1968 roku siostry odstąpiły I, II i część III piętra
na cele szpitalne (mimo że były to pomieszczenia przyznane Zgromadzeniu
jeszcze w 1949 roku). W 1968 roku dyrekcja szpitala naliczyła czynsz za
powierzchnię użytkową 444 metrów kw zajmowanych w kompleksie przy ul.
Pomorskiej. Kongregacja stanowczo odmówiła przyjęcia rachunku za czynsz,
podnosząc, że jest właścicielem nieruchomości, jednocześnie zaś siostry
zwróciły się o zaliczenie niesłusznie pobieranego czynszu za powierzchnie
we własnej klauzurze (od stycznia 1966 roku) na poczet opłat za centralne
ogrzewanie, ciepłą wodę, światło i gaz, oraz o spisanie umowy za
powierzchnię użytkową, którą szpital zajmuje od sióstr pomimo i poza
protokołem zdawczo-odbiorczym Szpitala św. Jerzego we Wrocławiu z dnia 3
października 1949 r."46
.
Ustawicznie nękane i ograniczane siostry mieszkały i pracowały w
Szpitalu im. Rydygiera do 30 kwietnia 1973 roku. Wtedy to definitywnie -
zdawało się ówczesnym włodarzom państwa i miasta - opuściły budynki pod
adresem Pomorskiej 31-33. Koniec roku 1973 przyniósł w jakiejś mierze
pozytywne dla sióstr rozwiązanie: Uchwałą Rady Ministrów nr 284 z dnia 31
grudnia 1973 roku, Monitor Polski nr 57 poz. 325 Kongregacji została
przydzielona na własność nieruchomość we Wrocławiu przy ul. Tomaszowskiej
17 a. Były to jednak cztery mieszkania w bloku, o powierzchni 200 m kw
(siostry w momencie opuszczania obiektu przy ul. Pomorskiej pozostawiały
co najmniej 600 m kw użytkowanej do tego czasu powierzchni). Obiekt przy
ul. Tomaszowskiej w żadnym wypadku nie spełniał wymagań czy wyobrażeń o
możliwości prowadzenia normalnego życia zakonnego. 15 września 1975 r.
udało się siostrom w zamian za sprzedaż dwóch z czterech mieszkań nabyć
dom w zabudowie szeregowej przy ul. W. Pola 18 o powierzchni 96 m kw.
Obiekt pozostawiał możliwość dobudowy, z której siostry usiłowały
skorzystać, tocząc batalię z Wojewodą Wrocławskim. Gdy okazało się, że nie
ma możliwości urządzenia kaplicy domowej dla mieszkających w nowym
obiekcie sióstr 31 stycznia 1981 roku zakupiony został większy obiekt przy
ul. Kasprowicza 103. Głównym jego zadaniem było prowadzenie pracy
edukacyjno-wychowawczej wśród dzieci i młodzieży, baza mieszkaniowa dla
sióstr i kandydatek studiujących, biorących udział w szkoleniach i sióstr
podróżujących47
.
Swoiste status quo trwało do końca lat 90. XX wieku, gdy Szpital im.
Rydygiera zaczął popadać w coraz większe kłopoty finansowe i
organizacyjne. Wtedy to niektórzy dawni lub jeszcze pracujący tam
pracownicy przypomnieli sobie, że obiekt ten był własnością boromeuszek, a
ich systematyczne rugowanie z ich własności odbywające się latami było
moralnie i prawnie nieczyste. Nawiązanie ponownych kontaktów z Kongregacją
i zachęta do objęcia na powrót zrujnowanego dziedzictwa doprowadziły -
mimo batalii pracowników szpitala i mediów, którym zależało, by szpital
utrzymać w funkcjonowaniu - do podjęcia decyzji przez władze Województwa
Dolnośląskiego o reorganizacji i wcieleniu szpitala im. Rydygiera do
Szpitala im. Gromkowskiego przy ul. Koszarowej. Stopniowe przenoszenie
oddziałów trwało do 2004 roku, a już w 2002 roku obiekt został przez
Komisję Majątkową w Warszawie zwrócony prawowitym właścicielkom -
Kongregacji Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Trzebnicy.
|